Powstanie Warszawskie
Władysław Bartoszewski
Świat Książki, Warszawa
Bartoszewski, pracownik BIP (Biura Informacji i Propagandy przy Komendzie Głównej AK), od początku do końca Powstania pełnił służbę w bazie radiowej "Anna" przy Marszałkowskiej 6. Obowiązkiem pracowników bazy było dostarczanie przełożonym meldunków o sytuacji w dzielnicy. Szybko narodził się pomysł, żeby część tych informacji szła nie tylko w górę, ale i w dół. Tak powstał biuletyn ukazujący się dwa razy dziennie. Nazywał się "Wiadomości z Miasta i Wiadomości Radiowe" i z czasem stał się oficjalnym organem AK w Śródmieściu Południowym.
Andrzej Krzysztof Kunert, który dokonał tego wyboru tekstów Bartoszewskiego, postarał się o ich wielką rozmaitość. Parozdaniowe notki z tychże "Wiadomości" umieścił więc obok prac ściśle historycznych. Krótkie artykuliki z
PSL-owskiej "Gazety Ludowej", gdzie Bartoszewski pisał w 1946 r. przed swym uwięzieniem, sąsiadują z wystąpieniami podczas konferencji, recenzje - z przemówieniami. Okolicznościowymi, ale na pewno nie zdawkowymi. Przykład?
Obchody 60-lecia Powstania, gdy najważniejsza część przemówienia odnosiła się do obecności i wypowiedzi kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera.
A prócz tekstów o samym Powstaniu jest mowa i o tym, co się działo później z jego legendą. Najmłodsi żołnierze Powstania - 14-letnie dzieci, które były wtedy łącznikami lub "szczurami kanałowymi", czyli przewodnikami po labiryncie kanałów - mają dziś, jeśli dożyli, lat 79. Tymczasem spór o Powstanie jest wciąż żywy.
Główny tekst historyczny to wielka "Kronika powstania" dzień po dniu relacjonująca wydarzenia w lewobrzeżnej Warszawie (w pierwszych dniach zresztą i prawobrzeżnej, bo mało kto pamięta, że i na Pradze Powstanie wybuchło, tylko że bardzo krótko trwało; powstańcy zdobyli szturmem m.in. wielkie gmaszysko Dyrekcji Kolei na rogu Wileńskiej i Targowej, natomiast ich atak na mosty skończył się klęską z wielkimi stratami).
Jest trochę wspomnień osobistych i np. dopiero z takiego wspomnienia dowiadujemy się tego, co Bartoszewski pominął, pisząc krótką monografię szpitala powstańczego na ulicy Poznańskiej - że po kapitulacji Powstania pracował w nim jako noszowy. W monografii powiada tylko, że na liście personelu sporządzonej dla Niemców po upadku Powstania "znalazło się także niejedno nazwisko osoby niezwiązanej wprawdzie z sanitariatem, ale mającej powody do unikania kontaktu z gestapo. Przypuszczano bowiem - i słusznie - że pracownikom sanitariatu łatwiej będzie wydostać się z Warszawy z pominięciem szczegółowej kontroli niemieckiej". Możemy się domyślać, że Bartoszewski był jedną z tych osób. Uniknął niewoli i znalazł się w Krakowie.
"Miałem świetne pole obserwacji i porównań - wspomina. - Otóż nastawienie do Powstania mieszkańców Krakowa, a także Kościoła, było negatywne. Solidarnie pomagano wygnańcom z Warszawy, otwierano serca cierpiącym ludziom, ale podjęcie walki zbrojnej oceniano negatywnie. Dotyczy to oczywiście środowisk antykomunistycznych, AK, patriotycznych kół mieszczańskich czy kościelnych. W 1945, 1946 to nie było to, co później, kiedy po 1956 roku przyszła refleksja, a Powstanie stało się własnością ogólnonarodową. Ale w pierwszych latach po wojnie było własnością tylko warszawską, zaciekle zwalczaną przez władze stalinowskie".
A jak on sam ocenia Powstanie? Zadali mu to pytanie w zamieszczonej w książce rozmowie dla "Rzeczpospolitej" Andrzej Kaczyński i Maciej Rosalak. Bartoszewski odpowiada:
"Wszystkie dyskusje sprowadzają się w gruncie rzeczy do jednego problemu, czy Powstanie było zgodne, czy nie było zgodne z naszą racją stanu. A na to nie ma uniwersalnej odpowiedzi. ( ) Czy lepiej postąpiła w grudniu 1939 roku Finlandia, broniąc niepodległości, czy
Litwa,
Łotwa i Estonia, ustępując w lecie 1940 roku bez walki? Słuszniejszy był wybór Czechów w 1968 roku czy Węgrów w 1956 roku?
A zamiast tego ja stawiam inne pytanie: czy Powstanie Warszawskie mogło nie wybuchnąć?".
Bartoszewski jest przekonany, że wybuch tak czy owak był nieunikniony i przytacza słowa delegata rządu na kraj Jana Stanisława Jankowskiego ("umiarkowany, realistyczny chrześcijański demokrata, bynajmniej nie żołnierz"), które w przededniu Powstania padły w rozmowie z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, bardzo sceptycznym co do pomocy Zachodu: "Walki w mieście wybuchną, czy my tego chcemy, czy nie. ( ) Za dzień, dwa albo trzy Warszawa będzie w pierwszej linii frontu. ( ) Czy pan sobie wyobraża, że nasza młodzież dysząca żądzą odwetu, którą myśmy szkolili od lat, sposobili do tej chwili, daliśmy jej broń do ręki, będzie się biernie przyglądała albo da się Niemcom wywieźć bez oporu do Rzeszy?".
Dodaje, że nawet zdecydowani przeciwnicy powstańczej koncepcji AK uznali za słuszne stwierdzenie - w czwartym tygodniu walk w Warszawie, w swym organie prasowym "Armia Ludowa" - że "żadne jeszcze z powstań, jakich widownią była Warszawa, nie miało tak jednolitego poparcia całego społeczeństwa".
W jednym z tekstów znajduje się złośliwa uwaga na temat dwóch książek krytycznie oceniających Powstanie: "Jerzy Kirchmayer uważa ( ), że Powstanie Warszawskie było błędem, bo było nie na rękę polityce sowieckiej. A historyk - Polak, wychowany w brytyjskich uczelniach - profesor Jan Ciechanowski z Londynu, uznaje, że Powstanie było błędem, bo było niezgodne z planami brytyjskiego alianta. Mniej natomiast znajdujemy refleksji nad tym, że mieliśmy i mamy prawo ( ) do prowadzenia własnej polityki, a nawet popełniania własnych błędów".
Nawiasem mówiąc, podaje Bartoszewski całkiem inne niż Ciechanowski wyliczenia niemieckich strat w Powstaniu. Ten ostatni w wywiadzie dla naszej gazety z 31 lipca powiedział, że Niemcy mieli 1570 zabitych i 9 tys. rannych. Bartoszewski, powołując się na dowodzącego walką z Powstaniem generała von dem Bacha, podaje liczbę ponad dziesięć razy większą - 17 tysięcy zabitych po stronie niemieckiej. "Przeciętne straty niemieckie w akcji bojowej przeciwko powstańcom wynosiły ok. 1260 zabitych tygodniowo, przewyższały więc straty ponoszone przez wojska hitlerowskie przy największym nasileniu walk na froncie zachodnim w kampanii 1944-45, które wtedy nie przekraczały 1000 zabitych tygodniowo."
Dziś makabrycznie mogą brzmieć takie wyliczenia, ale wtedy, niestety, do tego się wszystko sprowadzało. Żaden z historyków nie kwestionuje jednak liczby szacowanych na 150-200 tysięcy poległych powstańców i cywilów - mieszkańców Warszawy.
Oprócz tekstów Bartoszewskiego książka zawiera obszerne, ogromnie wartościowe aneksy Kunerta, owoc mrówczej pracy - wybór dokumentów Powstania, obsadę personalną kadry dowódczej AK w dniu 1 sierpnia 1944 r. (do dowódców batalionów włącznie),
słownik biograficzny tejże kadry i wykaz kawalerów Virtuti Militari z okresu Powstania. A także wiele fotografii oraz dużo mówiące mapy i plany opracowane przez Zygmunta Walkowskiego. Całość więc to nie tylko rocznicowe wydawnictwo pamiątkowe, ale cenny zbiór wiedzy o Powstaniu.