A potem...
John Updike
przeł. Wojsław Brydak
Rebis, Poznań
Bohaterowie opowiadań zmarłego w tym roku Johna Updike'a zebranych w tomie "A potem..." mają jedną cechę - wiek, który sprawia, że przeżywają właśnie ostatnie przygody w swoim życiu. Czasem tą przygodą jest nowa żona, czasem wyjazd z pierwszą i jedyną żoną do dawno nieodwiedzanych przyjaciół, czasem przykra konieczność porządkowania spadku po rodzicach.
Niemal wszyscy wywodzą się z amerykańskiej klasy wyższej średniej, a więc praktycznie nie mają problemów materialnych. Można nawet poczuć lekkie ukłucie zazdrości, obserwując ich poziom życia - jeśli najdzie ich taki kaprys, to beztrosko przemierzają ocean klasą biznes, a potem Europę w wynajętym samochodzie.
Jednak ta zazdrość szybko przechodzi każdemu, kto od bohaterów Updike'a jest młodszy choćby o dziesięć, dwadzieścia albo i trzydzieści lat. Nie ma im czego zazdrościć, skoro zdrowie czy pogmatwana przez długie życie sytuacja rodzinna i tak nie pozwala im się nacieszyć tym wszystkim, na co ich stać.
Jak zwykle w prozie Updike'a dominuje nastrój łagodnej melancholii. Niewielu tutaj mamy bohaterów, o których z całą pewnością można powiedzieć, że wiedli szczęśliwe życie - wielu za to jest takich, u których można to wykluczyć.
Nie ma też jednak ludzi naprawdę nieszczęśliwych. Przewlekłe choroby lub ubóstwo pojawiają się tutaj najwyżej w tle jako zmartwienie bohaterów drugiego i trzeciego planu.
Sam Updike, pisząc te opowiadania kilkanaście lat temu, jako rówieśnik swoich bohaterów był u szczytu twórczej formy. Wiele z nich to małe prozatorskie perełki.
Utwór "Mężczyzna, który przeszedł do sopranów" to na przykład historia amatorskiego zespołu muzycznego założonego przez zaprzyjaźnione rodziny z Massachusetts. Im bardziej zespół doskonalił swój kunszt, tym większe wyzwania stawały przed więziami przyjacielskimi i rodzinnymi, które na początku go spajały - Updike z zachwycającą zręcznością używa muzyki jako metafory obyczajowych dramatów.
Inne świetne opowiadanie - "Rejs" - to z kolei opowieść o grupie Amerykanów, którzy wyruszyli w luksusową wycieczkę morską szlakiem "Odysei", od ruin Troi po wyspę Itakę, na którą przez dziesięć lat próbował powrócić Odyseusz powstrzymywany przez morskie potwory i boskie intrygi (tak przynajmniej tłumaczył się żonie). A Updike przy okazji bawi się efektownie motywami z mitologii greckiej.
Morał, który - być może wbrew intencjom pisarza - wyłania się z tego zbioru, jest taki, że w podeszłym wieku przynajmniej świetnie uprawia się prozę. Człowiek już wie wszystko o wszystkich ludzkich pasjach i ambicjach i wie lub może się już domyślać, ile będą one znaczyć w chwili, w której barman za ladą życia ogłosi, że właśnie przyjmuje ostatnie zamówienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza