http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szaleństwo Madonny. Kontrolowane

Łukasz Kamiński
2009-07-31, ostatnia aktualizacja 2009-07-31 16:50

Nie ma skandali, nie ma wiszenia na krzyżu w ociekającej krwią koronie cierniowej. Jest widowisko zapierające dech w piersiach. Madonna trwającą właśnie trasą "Sticky & Sweet" udowadnia, że niepodzielnie rządzi światem popu

Koncert Madonny w Barcelonie w ramach trasy koncertowej ''Sticky and Sweet''
Fot. MANU FERNANDEZ AP
Koncert Madonny w Barcelonie w ramach trasy koncertowej ''Sticky and Sweet''
Byłem na jej koncercie w Paryżu. 15 sierpnia z identycznym show - piosenka po piosence, tańcami, scenografią - po raz pierwszy wystąpi w Polsce.

Zapytana kiedyś przez słynną piosenkarkę Shirley Bassey, dlaczego aż tyle czasu poświęca na ćwiczenia, Madonna odpowiedziała: "Ponieważ moje ciało jest równie ważnym instrumentem jak mój głos". Te słowa mogłyby być mottem jej najnowszej trasy, podczas której 50-letnia artystka imponuje niesłychaną kondycją.

Trasa "Sticky & Sweet" to bombastyczna megaprodukcja, prawdziwy obwoźny cyrk, w którym sam spektakl liczy się tak samo jak muzyka, a chwilami jest od niej ważniejszy. To widowisko jest jak przejażdżka rollercoasterem. Szaleństwo jest całkowicie kontrolowane, nie ma miejsca na improwizację, każda sekunda jest wyreżyserowana, każdy ruch wyćwiczony. A z chwilą, kiedy milkną ostatnie takty zamykającej koncert piosenki "Give It 2 Me", zapalają się światła i wszyscy rozchodzą się do domów. Nie ma bisów.

Znikające bilety

Dla Madonny ta trasa jest już ósmą podróżą dookoła świata. Jest przygotowana z rozmachem - technicznym i finansowym. Zaangażowała setki ludzi, od pracowników technicznych, przez muzyków i tancerzy, po stylistów mody - kreacje przygotowali m.in. Stella McCartney, Moschino czy Miu Miu. Sama konstrukcja sceny i scenografia są imponujące - od wielkich ekranów plazmowych po wjeżdżającego na scenę rolls-royce'a i zaaranżowaną walkę bokserską - pomysł goni pomysł, nie ma chwili na nudę i odpoczynek.

Pierwszą, zeszłoroczną część trasy obejrzało prawie 2,5 mln fanów, a Madonna wzbogaciła się o 280 mln dol. Trwająca właśnie druga część tournée już przyniosła jej ponad 100 mln dol., a wielotysięczne koncerty wyprzedają się na pniu - w Helsinkach 80 tys. biletów zniknęło w niecałe trzy godziny, fanom w Oslo wykupienie 40 tys. biletów zajęło 34 minuty.

Na początku lipca widziałem jej "kameralny" koncert w paryskiej hali Bercy. 15 tys. biletów szybko się sprzedało, mimo że niecały rok wcześniej artystka dwukrotnie szczelnie wypełniła Stade de France - obejrzało ją wtedy prawie 140 tys. fanów. Niestety, trasa "Sticky & Sweet" przejdzie też do historii z powodu wypadku. Kilka dni temu w Marsylii podczas wznoszenia sceny część konstrukcji runęła, zabijając dwóch robotników.

Wirtualny Justin i prawdziwi Cyganie

Dwugodzinne widowisko jest podzielone na cztery akty. Każdy koncert zaczyna się jednak od nudnawej rozgrzewki z didżejem Paulem Oakenfoldem - publiczność pozostaje w większości całkowicie obojętna na próby didżeja, by zamienić oczekiwanie na Madonnę w imprezę.

Występ artystki rozpoczyna się od "The Sweet Machine", kilkuminutowej wizualizacji, w której przeplatają się ze sobą m.in. fragmenty piosenek "4 Minutes", "Human Nature" oraz motyw ze ścieżki dźwiękowej filmu "Donnie Darko". Później przez dwie godziny Madonna robi porządny przegląd swojej dyskografii - od pierwszego przeboju "Holiday" sprzed 26 lat po "Miles Away" sprzed kilku miesięcy. Większość kompozycji zagrana jest w nowych aranżacjach, utanecznionych, nafaszerowanych cytatami z innych piosenek Madonny oraz hitów innych artystów, m.in. Eurythmics ("Here Comes the Rain Again"), Calvina Harrisa ("I'm Not Alone"). Jedyna piosenka, którą artystka zachowała bodaj w 100 proc. w wersji oryginalnej, to "You Must Love Me" ze ścieżki dźwiękowej do filmu "Evita".

Nowe aranżacje nie wszystkim piosenkom wychodzą na dobre. Absolutny klasyk popowy, wzorcowa wręcz dla tego gatunku kompozycja "Holiday" traci swój urok zamieniona w dance'owy łomot.

Sytuację ratuje mały hołd złożony Jacksonowi. W połowie "Holiday" na scenie nagle pojawia się tancerz przebrany za Jacksona, a muzyka płynnie przechodzi w przeboje Jacksona - "Billy Jean" i "Wanna Be Startin' Somethin'". Publiczność wiwatuje, gdy widzi na ekranach wielkie zdjęcie młodego Michaela z datą urodzin i śmierci.



Podczas koncertu na scenie co jakiś czas pojawiają się też goście, przede wszystkim w swoich wirtualnych wcieleniach. Pharrell Williams i Kanye West towarzyszą jej z wielkiego ekranu podczas piosenki "Beat Goes On", Justin Timberlake i Timbaland z kolei śpiewają z nią w "4 Minutes".

Z krwi i kości są natomiast Cyganie, którzy pod koniec koncertu pojawiają się, by wspólnie z Madonną zagrać kompozycję "Doli Doli" - i to jest zdecydowanie najsłabsza część koncertu, biesiadno-przaśna melodia i cepeliowe wykonanie nijak nie pasują do reszty spektaklu.

Nie zabrakło też największych hitów z poprzednich płyt: "Vogue", "La Isla Bonita", "Like a Prayer", "Frozen", "Music".



Oburzeni Republikanie

Podczas "Sticky & Sweet" Madonna unika skandalizowania, nie zbliża się nawet na kilometr do prowokacji sprzed trzech lat, gdzie z koroną cierniową na głowie śpiewała przypięta do podświetlonego krzyża piosenkę "Live To Tell" (w ogóle nie ma jej w programie). Dwukrotnie tylko pozwala sobie na wyzywające zachowanie - pierwszy raz, gdy wykonuje wyuzdany taniec z gitarą, i po raz drugi, gdy całuje się z jedną z tancerek. Jak na współczesne standardy w show-biznesie to przedszkole.

Największe poruszenie wywołały wizualizacje do piosenki "Get Stupid". Wideo towarzyszące utworowi w pierwszej części przedstawiało dyktatorów, morderców, m.in. Hitlera i Mugabego, w drugiej orędowników pokoju - Lennona, Gandhiego. Do pierwszej grupy Madonna włączyła Johna McCaina, do drugiej Baracka Obamę, wywołując tym ostre protesty Republikanów.

Za niecałe trzy tygodnie, 15 sierpnia, Madonna po raz pierwszy w historii wystąpi w Polsce, na warszawskim Bemowie. Pod względem muzycznym to nie będzie raczej koncert roku, pod względem widowiskowym na pewno nie będzie miał sobie podobnych. Bo nie ma żadnego artysty w tej chwili na scenie muzyki popularnej, który byłby w stanie dorównać Madonnie rozmachem. Jej trasa to kolejny krok w przemyśle rozrywkowym. Madonna Louise Ciccone to showmanka totalna, która po śmierci Jacksona została sama na szczycie popu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 57 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':