Kilka tygodni temu z budowy warszawskiego apartamentowca Złota 44 zniknęły dźwigi. Z powodu kryzysu wstrzymano budowę wieżowca, który stał się sławny długo przed rozpoczęciem budowy - ze względu na nazwisko projektanta, starchitekta Daniela Libeskinda. Kształtem przypominający skrzydło orła lub żagiel 192-metrowy wieżowiec miał już w 2011 r. stać się najpiękniejszym punktem panoramy Warszawy; budowa stanęła na wysokości 17. piętra.
We Wrocławiu na razie nie powstanie też Sky Towers - kompleks wieżowców, z których najwyższy miał przegonić górujący nad Polską od 1955 r. Pałac Kultury i Nauki. Mieszkania w liczącej 258 m wieży (Pałac Kultury z iglicą ma 220 m) miały być oddane do użytku w 2012 r. - teraz nie dość, że budowa stanęła, to mówi się, że wieża będzie musiała być niższa.
Na terenie Stoczni Gdańskiej wstrzymano prace nad budową nowej dzielnicy - Młodego Miasta; na razie nie powstanie też muzeum pod powierzchnią krakowskiego Rynku. Wszędzie na świecie wstrzymuje się budowy, banki wycofują się z kredytów na przedsięwzięcia budowlane, a gazety prześcigają się w tworzeniu list projektów, które nie powstaną z powodu kryzysu.
Zamiast wieży parking W 2016 r. miała być ukończona Atlantic Yards - radykalna przebudowa nowojorskiego Brooklynu. Nad torami Long Island Rail Road i na 8 hektarach w ich przemysłowym sąsiedztwie projektowano stadion do koszykówki dla 18 tys. widzów i osiedle biurowo-mieszkaniowe złożone m.in. z 16 drapaczy chmur.
Przygotowany przez Franka Gehry'ego projekt wzbudził jednak wiele kontrowersji - krytykowano ogromną skalę zabudowy, która odmieniłaby dotychczasowe kameralne oblicze nowojorskiej dzielnicy; nie podobał się też wygląd poszczególnych budynków (stadion przyrównywano do hangaru dla samolotów). W połowie ubiegłego roku inwestor wstrzymał budowę z powodu braku funduszy (Atlantic Yards miał kosztować 4 mld dol.), zaczął też mówić o zmianie projektu. Miesiąc temu Frank Gehry wycofał swoje nazwisko z całego przedsięwzięcia. Kryzys dotknął też innego starchitekta Normana Fostera, który chciał przejść do historii jako projektant najwyższego gmachu w Europie. W 2006 r. pracownia Fostera wygrała konkurs na 118-piętrowy wieżowiec w Moskwie: zaproponowała 612-metrową szklaną piramidę o unikalnym na świecie, ekologicznym systemie naturalnej wentylacji. Russia Tower miała w 2012 r. stanąć 5 km od Kremla, jednak już rok temu inwestor ogłosił, że zabraknie mu funduszy, by zrealizować budowę. Wkrótce po tym mer Moskwy Jurij Łużkow wyraził wątpliwości co do projektu, a trzy tygodnie temu ostatecznie wycofano się z realizacji. Jak podaje brytyjski "Telegraph", w miejscu wieżowca ma stanąć teraz kilkupiętrowy parking.
Po przeszło dekadzie boomu budowlanego
kryzys gospodarczy na świecie zweryfikował ambicje i sprowadził wielu inwestorów na ziemię. Świetnie widać to w Dubaju, gdzie od kilku lat trwał wyścig na coraz wyższe, coraz bardziej ekstrawaganckie i nie wiadomo komu potrzebne budynki. Nie powstanie Dubai Towers - kompleks czterech 550-metrowych wieżowców przypominających płomienie ogniska. Na bliżej nieokreśloną przyszłość odłożono też wizję Zahy Hadid, która dla Dubaju zaprojektowała trzy "tańczące" wieże - kompleks powyginanych jak w tanecznym pas drapaczy chmur. Także Donald Trump nie zbuduje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich swojego hotelu - 270-metrowego gmachu przypominającego dwie połączone ze sobą, postawione na sztorc
łodzie. Hotel miał stanąć na słynnym archipelagu sztucznych wysp układających się w kształt palmy. Ani marka inwestora, ani nazwisko sławnego architekta nie są już dziś wystarczającym argumentem dla banku, by udzielić kredytu na budowę wizjonerskiego, ale pozbawionego racji bytu gmachu. W tym sensie kryzys przysłużył się współczesnej architekturze, która od wielu lat traciła kontakt z rzeczywistością - stając się polem walki o coraz bardziej wizjonerskie, ale wcale nie bardziej funkcjonalne budowle. Przyhamowanie tego wyścigu na wysokość i oryginalność przypomni może architektom i inwestorom, że w budowaniu najważniejsza jest funkcja, a nie rozgłos i pobicie kolejnego technologicznego rekordu.
Meczet na Polu Mokotowskim Niemożność zrealizowania projektu może być też inspirująca. Australijski Instytut Architektury (AA) od 1990 r. przyznaje nagrodę AA Prize for Unbuilt Work, wyróżniając projekty, które - choć nie powstały - są innowacyjne, oryginalne, pobudzają do dyskusji i podsuwają nowe rozwiązania formalne i technologiczne. W ubiegłym roku nagrodę dostała australijska pracownia Tribe Studio. Architekci opracowali formy zabudowy, które być może ok. 2050 r. trzeba będzie zastosować w Sydney, jeśli do miasta przeniosą się mieszkańcy wysp na Pacyfiku, które czeka zalanie przez przybierające wody oceanu. Zaha Hadid, odbierając w 2004 r. Nagrodę Pritzkera, miała na koncie zaledwie kilka zrealizowanych projektów (wszystkie w małej skali - skocznia narciarska w Innsbrucku, remiza strażacka w miejscowości Weil nad Renem). Jury architektonicznego Nobla doceniło architektkę, której najśmielsze wizje nie wyszły poza fazę projektu.
W 2006 r. powstał film dokumentalny poświęcony architekturze dwudziestolecia międzywojennego na Górnym Śląsku. Teraz jego autorka Jadwiga Kocur pracuje nad kolejnym - zostaną w nim odtworzone niezrealizowane projekty architektoniczne i urbanistyczne dla Warszawy. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. miasto miało stać się ważną europejską stolicą - wielu architektów pracowało nad nowymi rozwiązaniami. Teraz z pomocą studentów architektury Politechniki Warszawskiej reżyserka w technologii 3D "wcieli w życie" te niezrealizowane projekty - będzie można zobaczyć, jak być może wyglądałaby Warszawa, gdyby nie wybuchła II wojna światowa.
Obszar, który dziś zajmuje zielone Pole Mokotowskie, miał być reprezentacyjną dzielnicą mieszkaniowo-biurową noszącą imię Marszałka Piłsudskiego. Tam też w 20-leciu międzywojennym planowano budowę Świątyni Opatrzności; na Ochocie w latach 30. miał być zbudowany meczet. W dzielnicy Saska Kępa natomiast miał powstać teren przeznaczony na Wystawę Światową prezentującą dorobek kulturalny, naukowy, techniczny różnych krajów. Pamiątką po niezrealizowanej idei są nazwy ulic w tej willowej dzielnicy, pochodzące od nazw krajów i miast (Ateńska, Afrykańska, Francuska, Brukselska, Rumuńska itd.).
Lenin zamiast iglicy Działający w Glasgow, rodzinnym mieście Charlesa Renniego Mackintosha, warsztat Ozturk Modelmakers specjalizujący się w tworzeniu modeli i makiet od lat analizuje niezrealizowane projekty tego słynnego architekta. Mackintosh, który na przełomie XIX i XX w. związany był z ruchem Arts & Crafts (jego członkowie starali się stworzyć jednolity styl, który połączyłby wszystkie dziedziny sztuki - od architektury i malarstwa po rzemiosło artystyczne czy edytorstwo - i ukształtował w ten sposób nowe społeczeństwo), pozostawił po sobie wiele rysunków. Na ich podstawie Ozturk Modelmakers tworzą teraz makiety, które prezentują na wystawach. Dzięki temu projekty autora siedziby Glasgow School of Art doczekały się realizacji - pomniejszone 150 razy.
Gdyby nie zawirowania historyczne i gospodarcze, w Moskwie może do dziś stałby ponad 400-metrowy Pałac Sowietów zwieńczony 100-metrowym posągiem Lenina. Berlin nazywałby się Germania, a jego centrum przecinałyby dwie aleje, każda o szerokości 120 metrów (to tylko jeden z pomysłów Hitlera i jego architekta Alberta Speera). Gdyby zrealizowano urbanistyczny plan Le Corbusiera dla Paryża, nad Sekwaną w latach 20. ubiegłego wieku stanąłby las 60-piętrowych wieżowców. Kryzys niweczy wiele planów, ale niezrealizowane wizje rozpalają wyobraźnię i wzbudzają czasem większe emocje niż budynki, które można zobaczyć.