http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Głośno nad trumną Jacksona

Robert Sankowski, Zofia Spandowska
2009-07-09, ostatnia aktualizacja 2009-07-08 19:33

Wtorkowa uroczystość w Staples Center była nie tylko pożegnaniem Michaela Jacksona, ale też manifestacją dumy Afroamerykanów. Oraz multikulturowym spektaklem skomponowanym tak, by był czytelny na całym świecie


Fot. Charlie Riedel AP


"Dzięki jego muzyce ludzie, których wiele różniło, mogli poczuć się zjednoczeni. Dawne białe dzieciaki, które dorastały, będąc fanami Michaela, dziś w wieku 40 lat zagłosowały na kogoś o innym kolorze skóry w wyborach na prezydenta USA. To sprawił Michael. Nauczył nas, jak kochać się nawzajem. Nauczył nas, jak się wspierać". Te patetyczne słowa działacza społecznego pastora Ala Sharptona transmitowały najważniejsze stacje telewizyjne.

W komentarzach po pogrzebie Jacksona światowe media to właśnie politycznym słowom Sharptona poświęcają szczególnie dużo uwagi. "W jego płomiennym panegiryku skoncentrowanym na rasowych barierach, które przełamał Jackson, emocje sięgały zenitu" - napisał brytyjski "The Daily Telegraph".

"Choć sam Jackson przez całe życie podkreślał swoje ponadrasowe przesłanie, zarówno muzyka (ceremonia rozpoczęła się od występu chóru gospel), jak i przemówienia opisywały go przede wszystkim jako bohatera społeczności afroamerykańskiej" - zauważa amerykański magazyn "Time".

Na to, że amerykański duchowny nieco się zagalopował, zwraca uwagę brytyjski "Independent". "Sharpton mówił o pionierskiej roli Michaela jako pierwszej czarnej gwiazdy pop, którą uwielbiała biała publiczność, jednak zapomniał o relacji Jacksona z jego własną rasą" - zauważa gazeta, czyniąc aluzję do jego wybielania skóry.

"Jego popularność za życia była czymś oczywistym, śmierć natomiast została wykorzystana, by podkreślać przełom w afroamerykańskiej historii" - stwierdza "The New York Times".

Z kolei Nancy Giles, aktorka i komentatorka BBC News, nie wahała się stwierdzić w wypowiedzi dla MSNBC, że Jackson był "pionierem, tak jak prezydent Obama".

Prezydent USA, choć był we wtorek w Moskwie, też wspomniał o Jacksonie: "Nie dziwi mnie bezprecedensowe zainteresowanie tym pogrzebem. Zawsze się tak dzieje, ilekroć umiera ktoś, kto porwał masową wyobraźnię, jak Sinatra czy Presley".

"Michael Jackson i Jackson Five byli produktami wczesnej ery walki o prawa obywatelskie z lat 60." - zauważa zajmujący się kulturą afroamerykańską prof. Mark Anthony Neal w blogu "The New York Times". "Jego pokolenie dopiero po latach zdołało docenić, co jego sukces, dostanie się do mainstreamu, oznaczał dla Afroamerykanów. Sława Jacksona była międzyrasowa, wieloetniczna. Tak jak i jego publiczność. Dekadę przed internetem, jego muzyka i taniec stanowiły lingua franca".

Daleko poszedł brytyjski "The Guardian": "Podobieństwo w przedstawianiu Jacksona na wzór Chrystusa - tak samo jak Jezus niezrozumianego, prześladowanego i odebranego współczesnym przed czasem - było subtelne, ale jednak zauważalne" - napisał dziennik.

Utwór gospel odśpiewany nad złotą trumną, czerwone róże u stóp sceny, powtarzający się zwrot: "Zobaczymy się w Niebie". Pożegnanie Jacksona przeładowane było symboliką z bardzo różnych poziomów kultury - od odwołań głęboko religijnych, aż po najprostsze popkulturowe odniesienia czytelne dla przeciętnego widza. "Miał być cyrk, no i mieliśmy cyrk. Choć atmosfera była na ogół pełna szacunku, zdarzały się momenty tak zdumiewające, jak zdumiewający potrafił być sam Jackson za życia"- napisał dziennik "Independent".

"Times" wymienił największe wpadki: występ Mariah Carey, Queen Latifah opowiadająca o swoich próbach naśladowania ruchów Jacksona czy koszykarz Magic Johnson wspominający piosenkarza jedzącego danie z KFC (dziennik kpi, że organizatorzy zgarnęli pewnie za taką światową reklamę pokaźną sumkę).

"Jackson powiedział kiedyś, że chciałby, aby jego pogrzeb był największym show na Ziemi. Nie byłby rozczarowany" - ironizuje "The Daily Telegraph".

"Nasza reakcja na śmierć celebryty jest zawsze przesadzona" - napisał w komentarzu dla "The New York Timesa" Margo Jefferson. "My wszyscy - widzowie, fani, komentatorzy, nawet krytycznie do całej sprawy nastawieni blogerzy - jesteśmy pogrążeni w tym rytuale, na który składają się szczery żal, uczucie ulgi i czysty voyeuryzm".

Trudno odmówić jej racji, gdy się widziało wszystkie wystudiowane przemówienia i przećwiczone występy. Przebiła je jednak krótka wypowiedź 11-letniej córki Michaela, Paris Jackson: "Był najlepszym ojcem, jakiego można sobie wyobrazić. Bardzo go kocham". Być może to był jedyny niewyreżyserowany moment tej uroczystości.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':