"Dzięki jego muzyce ludzie, których wiele różniło, mogli poczuć się zjednoczeni. Dawne białe dzieciaki, które dorastały, będąc fanami Michaela, dziś w wieku 40 lat zagłosowały na kogoś o innym kolorze skóry w wyborach na prezydenta
USA. To sprawił Michael. Nauczył nas, jak kochać się nawzajem. Nauczył nas, jak się wspierać". Te patetyczne słowa działacza społecznego pastora Ala Sharptona transmitowały najważniejsze stacje telewizyjne.
W komentarzach po pogrzebie Jacksona światowe media to właśnie politycznym słowom Sharptona poświęcają szczególnie dużo uwagi. "W jego płomiennym panegiryku skoncentrowanym na rasowych barierach, które przełamał Jackson, emocje sięgały zenitu" - napisał brytyjski "The Daily Telegraph".
"Choć sam Jackson przez całe życie podkreślał swoje ponadrasowe przesłanie, zarówno
muzyka (ceremonia rozpoczęła się od występu chóru gospel), jak i przemówienia opisywały go przede wszystkim jako bohatera społeczności afroamerykańskiej" - zauważa amerykański magazyn "Time".
Na to, że amerykański duchowny nieco się zagalopował, zwraca uwagę brytyjski "Independent". "Sharpton mówił o pionierskiej roli Michaela jako pierwszej czarnej gwiazdy pop, którą uwielbiała biała publiczność, jednak zapomniał o relacji Jacksona z jego własną rasą" - zauważa gazeta, czyniąc aluzję do jego wybielania skóry.
"Jego popularność za życia była czymś oczywistym, śmierć natomiast została wykorzystana, by podkreślać przełom w afroamerykańskiej historii" - stwierdza "The New York Times".
Z kolei Nancy Giles, aktorka i komentatorka BBC News, nie wahała się stwierdzić w wypowiedzi dla MSNBC, że Jackson był "pionierem, tak jak prezydent Obama".
Prezydent USA, choć był we wtorek w Moskwie, też wspomniał o Jacksonie: "Nie dziwi mnie bezprecedensowe zainteresowanie tym pogrzebem. Zawsze się tak dzieje, ilekroć umiera ktoś, kto porwał masową wyobraźnię, jak Sinatra czy Presley".
"Michael Jackson i Jackson Five byli produktami wczesnej ery walki o prawa obywatelskie z lat 60." - zauważa zajmujący się kulturą afroamerykańską prof. Mark Anthony Neal w blogu "The New York Times". "Jego pokolenie dopiero po latach zdołało docenić, co jego sukces, dostanie się do mainstreamu, oznaczał dla Afroamerykanów. Sława Jacksona była międzyrasowa, wieloetniczna. Tak jak i jego publiczność. Dekadę przed internetem, jego muzyka i taniec stanowiły lingua franca".
Daleko poszedł brytyjski "The Guardian": "Podobieństwo w przedstawianiu Jacksona na wzór Chrystusa - tak samo jak Jezus niezrozumianego, prześladowanego i odebranego współczesnym przed czasem - było subtelne, ale jednak zauważalne" - napisał
dziennik.
Utwór gospel odśpiewany nad złotą trumną, czerwone róże u stóp sceny, powtarzający się zwrot: "Zobaczymy się w Niebie". Pożegnanie Jacksona przeładowane było symboliką z bardzo różnych poziomów kultury - od odwołań głęboko religijnych, aż po najprostsze popkulturowe odniesienia czytelne dla przeciętnego widza. "Miał być cyrk, no i mieliśmy cyrk. Choć atmosfera była na ogół pełna szacunku, zdarzały się momenty tak zdumiewające, jak zdumiewający potrafił być sam Jackson za życia"- napisał dziennik "Independent".
"Times" wymienił największe wpadki: występ Mariah Carey, Queen Latifah opowiadająca o swoich próbach naśladowania ruchów Jacksona czy koszykarz Magic Johnson wspominający piosenkarza jedzącego danie z KFC (dziennik kpi, że organizatorzy zgarnęli pewnie za taką światową reklamę pokaźną sumkę).
"Jackson powiedział kiedyś, że chciałby, aby jego pogrzeb był największym show na Ziemi. Nie byłby rozczarowany" - ironizuje "The Daily Telegraph".
"Nasza reakcja na śmierć celebryty jest zawsze przesadzona" - napisał w komentarzu dla "The New York Timesa" Margo Jefferson. "My wszyscy - widzowie, fani, komentatorzy, nawet krytycznie do całej sprawy nastawieni blogerzy - jesteśmy pogrążeni w tym rytuale, na który składają się szczery żal, uczucie ulgi i czysty voyeuryzm".
Trudno odmówić jej racji, gdy się widziało wszystkie wystudiowane przemówienia i przećwiczone występy. Przebiła je jednak krótka wypowiedź 11-letniej córki Michaela, Paris Jackson: "Był najlepszym ojcem, jakiego można sobie wyobrazić. Bardzo go kocham". Być może to był jedyny niewyreżyserowany moment tej uroczystości.