Architekci, urbaniści, teoretycy miasta alarmują: zanika przestrzeń publiczna, grodzą nas, oddzielają od zieleni, a nowo budowane miasta, zamiast integrować, oddalają od siebie mieszkańców. Jadę na otwarcie Parku Rzeźby na Bródnie, który jest wspólną inicjatywą Dzielnicy Targówek (Bródno jest jej częścią) i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Przy ul. Głębockiej mijam świeżo zbudowane osiedle niewysokich ładnych bloków, całe w transparantach: "Czujemy się oszukani przez dewelopera". Rozumiem, że formuła: "czujemy się oszukani" jest dla tych ludzi bardziej bezpieczna, mówi o uczuciach, nie o faktach, trudniej za to podać do sądu. Dramat ludzi wystawionych do wiatru. Za tym pięknym nowym osiedlem majaczą bloki z lat 70., i stare nazwy: Głodna Wieś, Ugory. Nie była to nigdy najbogatsza część Mazowsza.
Park Bródnowski jest niedaleko, wokół niego też są bloki. Sam park powstał w 1976 r., wcześniej tam także była wieś. Wszyscy dziś na bloki narzekają, ale ta koncepcja nie była akurat taka głupia. Pomysł, aby między domami zostawić ponad 20 hektarów wolnego gruntu, dzisiaj wydaje się utopią i rajem. Kiedy tam przyjeżdżam, trwają właśnie Dni Targówka, w parku setki ludzi, jest koncert na wolnym powietrzu, przy alejkach stragany, ludzie rzucają strzałkami do słomianych tarcz strzelniczych, po parku chodzą ochroniarze z agencji Lupus.
W tłumie idącym od stoiska z herbatą do stoiska z watą cukrową, od namiotu ze starymi książkami do namiotu z poradą kosmetyczną spotykam inny tłum poruszający się w swoim rytmie. To wycieczka prowadzana przez kuratora Muzeum Sztuki Nowoczesnej Sebastiana Cichockiego, która idzie od rzeźby do rzeźby. Włączam się w nią przy ogromnej kuli z pospawanych metalowych krat autorstwa Moniki Sosnowskiej.
Ażurowa kula stoi na trawniku i jest pomalowana w polską barwę ochronną - zgaszony brudny żółty. Kraty - jak powie potem burmistrz dzielnicy - są naszym stałym elementem dekoracyjnym. To oczywiście eufemizm, krata to nieprzewidziany przez architektów blokowisk element obronny. Monika Sosnowska zinterpretowała go na nowo, wprowadziła też kilka ozdobnych zakrętasów. Burmistrz jednak ma rację: polska krata to także dziedzina sztuki, jeśli już trzeba ją mieć w oknie, można ją po swojemu ukształtować, żeby różniła się od kraty sąsiada i zachwycała kształtem, finezją, fantazją. Monika Sosnowska z zrobiła z tej kraty stary polski sprzęt na placu zabaw - kolczastą formę z metalu.
Robi się trochę smutno, ale zaraz otrzymujemy pocieszenie: bo spotykamy zakopaną w ziemi gwiazdę. To "Negative Glacier Kaleidoscope" Olafura Eliassona, Islandczyka urodzonego w Kopenhadze. Światową sławę przyniosła mu instalacja w Hali Turbin w londyńskiej Tate Modern, miał też wystawę w pawilonie Danii na Biennale w Wenecji, dzisiaj występuje na Bródnie. Pod szybą o wykroju trójkąta widać połamaną, kolorową, nieskończoną lustrzaną przestrzeń. Podobno ma być pięknie oświetlona w nocy.
A potem widzimy pracę jeszcze bardziej egzotycznego artysty: Rikrita Tiravaniji urodzonego w Buenos-Aires, pochodzącego z Tajlandii. To "Herbaciany domek", który wygląda kosmicznie - srebrny prostopadłościan stoi ukosem wbity w ziemię. Po drabinie wchodzi się do środka, w środku jest czarno, ktoś podaje z termosu herbatę, a kolejka rośnie, bo nagle zrobiło się zimno, nad parkiem zawisła granatowa chmura. Park Bródnowski nie jest rajem. Za kilka godzin, kiedy burmistrz będzie wręczał odznaki wszystkim biorącym udział w projekcie, do ratusza dojdzie wiadomość, że domek który zbudowal Tiravanija już został przez kogoś zaatakowany.
Jakby na przekór rzeczywistości Paweł Althamer, od którego cała sprawa z Parkiem Rzeźby się zaczęła, swój projekt w parku Bródnowskim nazwał "Rajem". To kawałek wyjątkowo zadbanego ogródka, są grządki z kwiatami, trawniki, pergole. Pomysł polegał na tym, że najpierw dzieci w jednej ze szkół na Bródnie otrzymały obrazy z przedstawieniami raju, potem malowały raj według tych obrazów, a według ich wizji raju Althamer z architektem krajobrazu Marcinem Trojanowskim zaprojektowali ogród. Jest wtopiony w resztę parkowego krajobrazu, ale odróżnia się od niego intensywnością.
Althamer mówi, że sama praca nad ogrodem była fantastycznym doświadczeniem, ludzie spontanicznie się włączali, sadzili, grabili, siali. W niedzielę wśród ukwieconych grządek kręcą się tam także postaci w złotych strojach, część ekipy, która 4 czerwca z Althamerem poleciała złotym samolotem do Brukseli. Niektórzy z nich też są z Bródna, jeden projekt przeplata się tu z drugim, granice specjalnie nie mają znaczenia.
Rozmawiam z wiceburmistrzem Targówka, Krzysztofem Buglą, to on zwrócił się z pomysłem artystycznego ożywienia parku do Althamera, który od dawna związany jest z Bródnem. Mieszka tam i kilka razy tworzył coś dla lokalnej społeczności. Ponieważ jednak jest to artysta wybitny i znany, wiceburmistrz nie spodziewał się, że wystarczy jeden telefon. Althamer zaproponował, że nie tylko coś sam wykona, ale zaprosi innych artystów.
Coś się przełamuje. Z przestrzenią publiczną w Polsce jest generalnie źle, ale otwarcie Parku Rzeźby na Bródnie to nowe zjawisko. Żeby przestrzeń publiczna żyła, musi się w niej coś dziać. Ciekawe, że łatwiej o takie pomysły w mniejszych czy mniej centralnie położonych gminach i społecznościach. W centrum, gdzie bliżej do władzy i więcej potencjalnych pieniędzy w każdym wolnym kawałku gruntu, to byłoby chyba niemożliwe. Przykładem jest inny warszawski park - Pole Mokotowskie - zaniedbany, odwrócony od mieszkańców, osaczony przez deweloperów. W parku Bródnowskim postawiono kilka rzeźb, niedużo. Jednak mechanizm, który do tego doprowadził, ukazał możliwości, które mamy. Tylko na razie mało z nich korzystamy.
"Park Rzeźby na Bródnie" Paweł Althamer, Olafur Eliasson, Monika Sosnowska, Rikrit Tiravanija. Organizatorzy - Dzielnica Targówek i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
Źródło: Gazeta Wyborcza