http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hausner chce zarżnąć kulturę

*Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego
2009-06-13, ostatnia aktualizacja 2009-06-14 22:15

W ocenie Jerzego Hausnera polska kultura trwa w inercji, a twórcy cierpią na frustrację spowodowaną niskimi zarobkami. Ta diagnoza jest nie tylko nietrafna, ale i obraźliwa - pisze Maciej Nowak

Ministerstwo nie może zajmować się dzieleniem pieniędzy dla bibliotek czy teatrów
Rys. Jacek Gawłowski
Ministerstwo nie może zajmować się dzieleniem pieniędzy dla bibliotek czy...
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Niegdyś przewodnikami społeczeństw byli filozofowie. Ostatnio do roli tej aspirują ekonomiści. Prof. Jerzy Hausner jest wybitnym badaczem gospodarki, jednak jego wiedza o funkcjonowaniu kultury jest fragmentaryczna. Bo czym innym tłumaczyć atak na polskie instytucje kultury akurat w chwili, gdy zaczęły odnosić sukces?

Nasze kino wraca do dobrej formy dzięki systemowi wsparcia za pośrednictwem PISF-u. Pełne są widownie teatrów, a od prawie 30 lat nie mówiło się w Europie tak dobrze o polskich reżyserach, jak teraz o Warlikowskim, Lupie, Klacie, Trelińskim czy Jarzynie. Wysyp talentów pisarskich, nagród literackich, liczne tłumaczenia na języki obce świadczą dobrze o naszej literaturze. Prestiżem cieszą się sztuki wizualne, twórczość Wilhelma Sasnala, Katarzyny Kozyry, Pawła Althamera należy do kanonu europejskiej współczesności. Dzięki Narodowemu Instytutowi Audiowizualnemu przywracane są do życia skarby naszej twórczości audiowizualnej.

Dobra koniunktura kultury to efekt dwóch dekad bolesnych przemian, dzięki którym udało się stworzyć oryginalny system funkcjonowania działalności artystycznej. Jego oryginalność polega na połączeniu nowoczesnych mechanizmów zarządzania z rozwiązaniami etatystycznymi z czasów państwa socjalistycznego. Mamy mocną strukturę dużych publicznych instytucji kultury, ale też rozwiniętą sieć organizacji pozarządowych i firm prywatnych. Przykładami są Laboratorium Dramatu, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych Ę, Teatr Polonia, Stowarzyszenie im. Brzozowskiego, wydawnictwo W.A.B., Festiwal Beethovenowski, fundacja Pogranicze, fundacja Bęc Zmiana czy Instytut Sztuki "Wyspa" w Gdańsku.

Organizacje te rozwinięte są na miarę potrzeb i możliwości naszego społeczeństwa; nie w takiej skali, jak np. w Holandii, gdzie obserwuje się największy w Europie stopień zaangażowania wspólnotowego. W Polsce niebezpieczną mrzonką jest przekonanie, że NGO i firmy prywatne mogą zastąpić struktury państwa. Liberałowie chętnie zdejmują z jego barków powinności, natomiast nie umieją wskazać, kto miałby je przejąć. Tymczasem w przypadku kultury odpowiedzialność państwa jest jedynym skutecznym gwarantem istnienia. Niektóre dziedziny sztuki bez publicznego protekcjonizmu i interwencjonizmu nie mają szans na przetrwanie. Tak jest m.in. z operą, muzyką filharmoniczną czy teatrem dramatycznym. Pozbawienie ich wieloosobowych zespołów artystów i techników to droga do wyeliminowania z afiszy wielkiego repertuaru.

Jerzy Hausner, opowiadając banialuki o odpisach z CIT-u czy finansowaniu sztuki przez korporacje, reanimuje upiory sponsoringu okresu transformacji. Odwoływanie się do prywatnej ofiarności było wielką ściemą tamtego czasu. W całej Europie udział sponsorów w finansowaniu kultury nie przekracza 2 proc. nakładów publicznych. Okres kryzysu przynosi złowróżbne potwierdzenia: muzea, działające w USA jako instytucje prywatne, zmuszone są wyprzedawać dzieła ze swoich kolekcji, rosyjskie kino i teatr finansowane w dużym stopniu przez naftowych magnatów stanęły na skraju zapaści.

Siła polskiej kultury wynika dziś właśnie z tego, że nie daliśmy sobie narzucić wolnorynkowych rozwiązań ani rozproszyć dziedzictwa okresu powojennego. Co ciekawe, najsłabiej prezentują się obszary kultury, którym zaaplikowano liberalną kurację. W ten sposób zarżnięta została nasza rozrywka, bo musiała ulec światowej konkurencji.

Koncepcje Jerzego Hausnera są krokiem wstecz. Nonszalanckim, a momentami wręcz kabaretowym. Bo jak inaczej traktować porównanie instytucji kultury do kopalni węgla kamiennego czy westchnienie, że wolność wyboru polega na prawie do nieotrzymania dotacji. Równie komicznie brzmi propozycja, by zadłużony teatr przekazać pracownikom i zapewnić im zmniejszającą się co roku dotację. A już naprawdę groźnie wygląda sugestia, by instytucje kultury ubiegały się o dotacje na poszczególne zdarzenia artystyczne. To prosta droga do cenzurowania ich działalności.

Dajmy sobie spokój z liberalną nowomową, że "kultura jest jednym z mechanizmów rozwoju społecznego - wspomagając kulturę, wspomagam kapitał ludzki, czyli podnoszę przyszłe dochody". To wstydliwy bełkot, niegodny intelektualisty. Podobnie jak partnerstwo publiczno-prawne, ukochane dziecko niegdysiejszego wicepremiera Hausnera. Dzięki temu rozwiązaniu udało się zahamować program budowy polskich autostrad, teraz ich los może podzielić kultura. Jestem przekonany, że koncepcje tego typu nie zostaną zaakceptowane przez ludzi sztuki, a ich forsowanie okaże się porażką obecnego rządu, który jak dotąd okazuje wielką troskę o sprawy kultury. Palić opon pewnie nie będziemy, ale znajdą się inne, dotkliwsze formy protestu.

Naszym zadaniem jest dziś doskonalenie mieszanego ustroju polskiej kultury, który wyłonił się z chaosu lat 90. i zaczął przynosić nadspodziewanie dobre rezultaty. Bo oczywiście daleko mu do doskonałości. Niezbędne jest wprowadzanie nowych standardów zarządzania, walka o transparentność, otwartość, równość i elastyczność. Ale już nie fantazjowanie w typie: "Nie zakładajmy też, że te niedochodowe dziedziny [sztuki] nigdy nie wyjdą z niszy. Mogę sobie wyobrazić, że państwo inwestuje w innowacyjne, multimedialne projekty artystyczne, które po jakimś czasie zdobywają niezależność i utrzymują się same". Zapewniam prof. Hausnera, że w odniesieniu do kultury wyobraźnia go zawodzi.

Rewolucja kulturalna Hausnera

Radykalną reformę finansowania i zarządzania kulturą przygotowuje na zlecenie rządu zespół pod kierunkiem Jerzego Hausnera (założenia mają być przedstawione oficjalnie przed wrześniowym Kongresem Kultury w Krakowie).

Co proponuje?

Zrównanie instytucji publicznych, społecznych i prywatnych w dostępie do publicznych dotacji.

Możliwość likwidacji lub przekształcenia instytucji kultury i powołania na jej miejsce nowej, zarządzanej przez inny podmiot, np. spółkę pracowniczą lub fundację.

Ministerstwo ma zarządzać tylko najważniejszymi instytucjami kultury: Operą Narodową, Filharmonią Narodową, Teatrem Narodowym i wyspecjalizowanymi agendami, jak Instytut Teatralny czy Instytut Książki, powoływanymi na mocy odrębnej ustawy (jak PISF).

Wybór dyrektorów na pięcioletnie kadencje i nadzór przez rady powiernicze złożone z niezależnych ekspertów.

1-procentowy odpis od podatku od osób prawnych (CIT), który przedsiębiorca mógłby przeznaczyć na wybraną instytucję, tak jak robią to podatnicy płacący PIT.

Odpis od podatku od nieruchomości zachęcający prywatnych właścicieli do przejmowania zabytków.

Finansowanie ochrony zabytków wspierane z kar za samowolę budowlaną i podatku od usług turystycznych.

Uwolnienie płac w sektorze kultury.









Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':