"Jeśli idzie o seks, temperament ma dość duży, lecz nie jakoś szczególnie płomienny. Gdyby miał wybrać sobie totem, byłby to wąż"- pisze Coetzee o swoim bohaterze.
Nazywa się David Lurie. Na uczelni prowadzi kurs z poezji romantycznej, w wolnych chwilach układa operę o Byronie, a co czwartek zjawia się w Kapsztadzie na Green Point, gdzie czeka na niego prostytutka Soraya. Kiedy zostanie oskarżony o uwiedzenie Melanie, która jest jego niezbyt błyskotliwą, ale piękną studentką, ma 52 lata.
John Malkovich, który w filmie Steve'a Jacobsa
gra Davida, sprawia wrażenie, jakby zamiast twarzy miał maskę: jest w niej cynizm i stoicki spokój, chłód i dziwna nienaturalność. Lurie jest w filmie mniej odpychający niż w książce, mniej zwierzęco-mechaniczny. Ma jednak to samo poczucie wyższości, z którym po publicznym potępieniu na uczelni jedzie na afrykańską prowincję do Lucy, córki, która do niedawna żyła tam ze swoją partnerką. "Raczej nie znajdę z nią wspólnego języka" - mówi o otyłej Bev, najbliższej przyjaciółce Lucy, która zajmuje się głównie usypianiem "niepotrzebnych" psów. Wiele tygodni później na tej samej farmie na odludziu powie jednak - o córce, ale i o sobie: "Co za upokorzenie, tak skończyć. Jak pies".
Paradoks filmu - i książki - polega na tym, że Lurie, który w ślad za romantycznymi poetami uważa, że naiwnością jest oceniać ludzkie zachowania według tradycyjnych kategorii dobra i zła, na afrykańskiej prowincji sam zacznie zachowywać się jak moralista. W obcym dla siebie, brutalnym świecie "poza dobrem i złem" będzie domagał się sprawiedliwości. To on namówi córkę, by brutalny napad i zbiorowy gwałt zgłosiła na policję. To on będzie chciał poinformować miejscowe władze, że znalazł jednego ze sprawców. Ale kiedy zacznie tłumaczyć, że "trzeba rozsądnie zastanowić się, co dalej", usłyszy od Lucy: "Nie będę o niczym decydować, niczego postanawiać - po prostu wracam".
W filmie to zresztą ciekawsza nawet postać niż sam Lurie. Chociaż nie znamy przeszłości Lucy, widać ją w jej sposobie bycia, w szerokich, kolorowych ubraniach, w stanowczości połączonej z dezynwolturą: to była hipiska, która kiedyś żyła w komunie przyjaciół, aż w końcu związała się z dziewczyną, która zostawiła ją parę miesięcy wcześniej. Znakomita Jessica Haines gra w "Hańbie" nieodrodną córkę swojego ojca, która rozumie go najlepiej, ale jest od niego mądrzejsza, bo pozbawiona złudzeń: w świecie "poza dobrem i złem" ktoś musi być na górze, a ktoś na dole, ktoś musi się poddać, żeby ktoś inny mógł wygrać.
"Może mężczyzna podnieca się bardziej, kiedy zniewoli kobietę?" - mówi do ojca, który jeszcze niedawno uprawiał seks ze studentką leżącą na podłodze biernie jak kłoda. Feralnego dnia, kiedy dochodzi do zbiorowego gwałtu, David zostaje upokorzony podwójnie: jako ojciec, który nie był w stanie obronić córki - i jako mężczyzna, który sam wyznawał dotąd pogląd, że "swoją urodą kobieta powinna się dzielić", a "pożądanie usprawiedliwia wszystko".
Niespieszny, klasycznie zrealizowany film Jacobsa wiernie podąża za fabułą Coetzeego, oschłą z początku narrację ładnie przekłada na ascetyczne, zimne obrazy, choć brakuje tu rozedrgania, szaleństwa, psychicznego rozpadu Davida, które w powieści obecne są głównie w języku i wewnętrznych monologach. Najważniejsza pozostaje jednak tytułowa hańba, którą Jacobs w ślad za Coetzeem odnosi do Davida, Lucy, ale też sytuacji wyzwolonej z apartheidu RPA.
Komisja dyscyplinarna, która pyta Luriego o seksualne relacje ze studentką i fałszowanie wyników kolokwium, oczekuje skruchy: ten, który zachował się niemoralnie, ma się ukorzyć. W dodatku "prosto z serca". Podobnie - choć ani reżyser, ani Coetzee wprost o tym nie mówią - jest zapewne z Lucy. Jak pisała dwa miesiące temu "Gazeta", w RPA brutalną normą stały się gwałty na lesbijkach nazywane "naprawczymi": powszechnie wierzy się, że zgwałcone kobiety "naprawią" dzięki temu swoją seksualną orientację.
Najbardziej tajemniczą postacią jest przecież czarnoskóry Petrus, symboliczny niewolnik, który staje się panem. "To straszne, ale teraz już wszystko będzie dobrze, już wszystko jest dobrze" - powtarza jak mantrę, gdy David rozmawia z nim o gwałcie na Lucy. Jego rola w napadzie do końca nie zostanie wyjaśniona. Ale biała, homoseksualna Lucy nie chce pytań ani oskarżeń - bezwolnie zgadza się na jego coraz większą dominację, którą on nazywa "ochroną". Czy ona też, jak kiedyś czarnoskórzy niewolnicy, czeka na moment, by za swoją hańbę się zemścić?
Hańba
reż. Steve Jacobs
Australia-RPA 2008
dystr. Gutek Film