Na ekraniku telewizora dziewczyna w seledynowym stroju podryguje nieśmiało i śpiewa do mikrofonu. Stroboskopowe światła prześlizgują się po jej błyszczącej chustce, luźnej bluzie i workowatych spodniach. Coraz żwawiej porusza się na niewielkiej scenie. Gdy chustka zsuwa się jej z głowy najpierw próbuje ją podtrzymywać ale w końcu pozwala połyskującej materii opaść na ramiona. Śpiewa pełną piersią, taniec staje się bardziej energiczny choć ciągle polega tylko na podnoszeniu raz jednej raz drugiej nogi o kilkanaście centymetrów nad podłogę.
- Boże, po co tańczysz - szepcze wpatrzona w ekran inna dziewczyna. Stojący obok chłopak krzyczy do telewizora: - źle robisz zapłacisz za to. Inni zgromadzeni w pomieszczeniu kiwają z niedowierzaniem głowami. - Taniec jest niedopuszczalny w muzułmańskim społeczeństwie. - Robi to z emocji, ale to i tak bardzo złe. - komentują.
Zasługuje na śmierć Dziewczyna ze sceny bierze udział w programie "Setore-je Afghan" - afgańskiej wersji "Idola". Wykonuje swój ostatni numer. W sms-owym głosowaniu telewidzowie zdecydowali, że to ona ma opuścić program. Zgromadzeni przed telewizorem to pozostali uczestnicy programu. Za kulisami czekają na swoją kolej.
Wyeliminowana nazywa się nomen omen Setore - czyli po persku gwiazda. Jej historię oraz trójki finalistów teleturnieju: Hamida, Rafiego i Limy poznajemy w filmie "Afghan Star". - Mimo, że Setore wcześniej odpadła z programu, zasługuje by być główną bohaterką - tłumaczy reżyserka, angielska dokumentalistka Havana Marking. Po występie Setore nie wróciła do rodzinnego Heratu, na zachodzie kraju. Zamieszkała w wynajętym mieszkaniu w Kabulu. W kolejnych ujęciach widzimy ją, jak wyjmuje z szafy seledynowy strój. Pieści materiał niczym relikwię. - W tym wystąpiłam na scenie, w tym tak pięknie śpiewałam i tańczyłam. To suknia wolności - wzdycha.
Po czym kamera śledzi tłum młodych chłopców. - Jest bardzo zalotna. Przyniosła wstyd Heratowi. Zasługuje na śmierć, trzeba ją zabić - mówi najbardziej wygadany. Po chwili wszyscy powtarzają to samo.
Na szczęście nikt nie spełnił groźby. Dziś, ponad rok od występu w programie, Setore żyje ze śpiewania. Nagrała płytę i daje koncerty na ślubach. Bogaci zapraszają na wesele nawet po kilka tysięcy gości. Kobiety i mężczyźni bawią się oddzielnie. W sali pełnej wydekoltowanych kobiet z odkrytymi włosami taka żeńska śpiewaczka jest na wagę złota. Setore zleceń nie zabraknie.
Informacja to życie Program "Setore-je Afghan" nadaje pierwsza prywatna
telewizja afgańska - Tolo TV. Założyło ją rodzeństwo Mohsenich: trzech braci i siostra. Są dziećmi afgańskiego dyplomaty. Gdy w 1978 roku wybuchła w Afganistanie rewolucja kwietniowa i do władzy doszedł zaprzyjaźniony z Sowietami lider Ludowo Demokratycznej Partii Afganistanu Nur Mohammad Tarki, ojciec Mohseni postanowił zostać z rodziną na Zachodzie. Osiedli w Australii.
- Zajmowałem się inwestycjami bankowymi. Nieźle na tym zarobiłem. Chciałem zainwestować w Afganistanie. Do Kabulu przyjechałem na wiosnę 2002 roku. "Jest szansa, żeby coś zrobić dla tego biednego kraju" - pomyśleliśmy sobie. - opowiadał mi czterdziestolatek Saad Mohseni, najstarszy z rodzeństwa. Jest szefem koncernu medialnego
Moby Group, do którego należy dziś oprócz persko języcznej Tolo TV także nadająca w paszto Lemar TV, kilka programów radiowych, portal internetowy,
studia nagrań i produkcji filmowych.
Choć w Afganistanie nadaje już 13 innych telewizji, największe hity antenowe Tolo TV, takie jak "Setore-je Afgan", satyryczny program "Zang-e Chatar" czy produkowane przez Tolo afgańskie telenowele mają 90 proc. widowni. - To około 15 mln. ludzi, jeśli przyjąć, że mniej więcej 45 proc. Afgańczyków ma dostęp do telewizji. - szacuje Saad. - Nic dziwnego, że nikt nas nie lubi, ani rząd, ani radykałowie.
W zeszłym roku, przed finałem pierwszej edycji "Setorej-je Afghan", afgańska rada ulemów (uczonych muzułmańskich) wydała werdykt, że program jest niezgodny z islamskim prawem, szariatem. Mohseni nie posłuchali ministra, który w ślad za orzeczeniem rady nakazał zdjęcie "Idola" z anteny. - To minister działa nielegalnie i wbrew zagwarantowanemu w konstytucji prawu do wolnych mediów. - mówił wtedy Saad. (W marcu skończyła się czwarta edycja "Setore-je Afghan", ale obyło się bez tańca, który tak rozjuszył ulemów). - Przyczepili się akurat do tego programu. To pretekst. My pierwsi mówiliśmy o problemach, które do tej pory były tabu w Afganistanie. - uważa Saad. - Burza, jaką wywołała np. nasza audycja o pedofilii, pokazała jak wstydliwy to był temat.
Saad nie boi się o przyszłość Tolo: -Informacja jest ludziom niezbędna. W kraju, gdzie trwa wojna, informacja to nie tylko kwestia lepszego samopoczucia. Czasem by przeżyć, po prostu musisz wiedzieć co się dzieje. A ta odrobina rozrywki, chociaż na chwilę pomaga ludziom oderwać się od trudnej codzienności. Nie epatujemy widzów erotyką, nie pokazujemy rzeczy, które mogłyby kogokolwiek urazić. Nasze prezenterki same decydują, czy na wizji mają zakryte włosy.
- I co, mają? - pytam.
- Tak, wszystkie mają.
W Afganistanie już kilka dziennikarek przypłaciło medialną karierę życiem. Jedną zabił zazdrosny narzeczony, inną rodzina, która uważała, że córka występując w telewizji przynosi im hańbę.
Zdradzasz nas dla demokracji? - Jeśli ta niemoralność będzie trwała, jeśli mężczyźni i kobiety nadal będą występować razem na scenie to w końcu muzułmanie się zbuntują, powstaną przeciw temu i znów zacznie się wojna. - ostrzega w filmie "Afghan Star" przewodniczący Rady Ulemów. - Nie robimy nic złego - mówi w filmie Daud Sediki - prowadzący program Setore-je Afghan. - Muzyka w Afganistanie była, jest i będzie.
Havana Marking pokazuje, że mimo iż słowa Sedikiego są prawdziwe, udział w programie "Setore-je Afghan" to ryzyko. - Historia Setore jest ważna, ale najwięcej dokonała Lima - przyznała reżyserka.
Lima jest Pasztunką, pochodzi z Kandaharu. W Kabulu Pasztuni uważani są za zacofanych tradycjonalistów. To w Kandaharze jest najniebezpieczniej, tam toczą się najbardziej zacięte walki z talibami. Havana idzie za Limą na kabulski bazar, gdzie dziewczyna wybiera sobie kreacje na występ. - W Kandaharze chodzimy szczelnie zakryte - śmieje się matka, która wszędzie towarzyszy dziewczynie. - Tutaj tak ubrana Lima wyglądała jak zamachowiec - samobójca.