Przeżyłem wstrząs, kiedy w Yad Vashem w Jerozolimie przestudiowałem listę osób, którym przyznano miano Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Zorientowałem się, że ponad połowa z nich to Polacy, w tym rodziny rozstrzelane przez Niemców razem z własnymi dziećmi- rozmowa z Johnem Kentem Harrisonem, reżyserem filmu o Irenie Sendlerowej
Zbigniew Basara: Telewizja CBS pokaże film "The Courageous Heart of Irena Sendler". To pierwsza amerykańska fabuła dla masowej publiczności o Polakach ratujących Żydów.
John Kent Harrison: Jeszcze osiem lat temu o Irenie Sendler prawie nikt w USA nie słyszał. Stała się znana, dopiero kiedy prasa zaczęła pisać o przygotowanym przez cztery uczennice z Kansas spektaklu o jej dokonaniach. A kiedy zmarła w zeszłym roku, największe dzienniki z "New York Times" i "Washington Post" na czele zamieściły obszerne nekrologi "zapomnianego Schindlera".
Telewizyjne firmy produkcyjne niechętnie sięgają po temat Holocaustu. Do wyłożenia 11 mln dol. - w USA to niski budżet - udało mi się przekonać Hallmark Hall of Fame, firmę specjalizującą się w filmach rodzinnych. Uznali, że to historia o więziach między matkami a dziećmi.
W amerykańskich mediach temat wojennej postawy Polaków wobec Żydów pojawia się często w kontekście antysemityzmu - cichego lub jawnego przyzwolenia na eksterminację Żydów.
- Dla mnie robienie tego filmu było jak kurs z historii, dzięki któremu zrozumiałem złożoność stosunków między Polakami i Żydami, a także ogrom ludzkiego cierpienia.
Podobno polscy reżyserzy nie chcieli się podjąć adaptacji książki Anny Mieszkowskiej o Irenie Sendler, bo nie wierzyli, by po "Pianiście" Polańskiego mogli zaskoczyć świat kolejnym filmem o ukrywaniu się Żydów w okupowanej Warszawie.
- Tego tematu nie da się wyczerpać. Na planie polscy członkowie ekipy opowiadali mi wojenne przejścia swoich rodzin. Mogłyby posłużyć za materiał do kilku kolejnych filmów.
Z pana filmu amerykański widz dowie się, że Polacy ratowali Żydów, że groziła za to kara śmierci, a także że polski rząd na wygnaniu - jedyny wśród rządów okupowanych krajów - powołał do życia Żegotę, której zadaniem była pomoc Żydom.
- Mówimy o ignorancji Amerykanów, ale także w Polsce wielu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest wciąż nieznanych opinii publicznej. A ja chcę dotrzeć z tą historią do ludzi młodych i dlatego większość ról powierzyłem młodym aktorom. Grająca główną rolę Anna Paquin, która dostała w wieku 11 lat Oscara za rolę w "Fortepianie", ma 26 lat, o trzy lata mniej niż Sendlerowa w momencie wybuchu wojny.
Paquin gra niezwykle twardo. W jej ujęciu Sendlerowa to skupiona na swej misji żołnierka, która czasem brutalnie rozwiewa resztki złudzeń żydowskich przyjaciół z getta.
- Bo łatwo wpaść w pułapkę sentymentalizmu. Twardość głównych bohaterów była dla nas ochroną przed czułostkowością. Zresztą zarówno Anna Mieszkowska, jak i Elżbieta Ficowska, założycielka Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu [w filmie pojawia się jako kilkumiesięczne niemowlę, którego jedyną metryką jest srebrna łyżeczka z wygrawerowanym imieniem włożona przez rodziców do pudła, w którym wyniesiona zostaje z getta], mówiły mi, że Irena musiała zachowywać w rozmowach z matkami z getta zimną krew. Dlatego zachowałem opisaną przez Mieszkowską scenę, w której Irena mówi jednej z matek, że będzie musiała rozdzielić rodzeństwo, ponieważ rozmawialiby ze sobą w jidysz i to by ich wydało. Żydowskie matki powierzające Irenie dzieci musiały jeszcze silniej ukrywać uczucia, by przekonać dzieci, że należy się rozstać, że tak trzeba.
W tym filmie jest więcej silnych ról - Marcia Gay Harden (Oscar za rolę żony Jacksona Pollocka w filmie Eda Harrisa ) grająca matkę Sendlerowej Janinę. Maja Ostaszewska w roli Jadwigi, współpracownicy Ireny z podziemia. Wreszcie Danuta Stenka jako Hanna Rozenfeld, przyjaciółka Sendlerowej. A na koniec dokumentalne ujęcie z 95-letnią Sendlerową mówiącą o bohaterstwie żydowskich matek, które rozstały się ze swymi dziećmi, by im uratować życie, oraz odwadze polskich matek, które przyjęły je na wychowanie, ryzykując życie swojej rodziny.
- Takie było życzenie producenta. To dobrze, że miliony Amerykanów zobaczą, jak wyglądała Irena Sendlerowa.
W pana filmie historia spotyka się z hollywoodzką konwencją. To pod względem gatunkowym wojenny melodramat.
- Scena spotkania Ireny po uwolnieniu z Pawiaka z wyprowadzonym przez nią z getta przyszłym mężem to "happy end" - jeśli rzeczywiście można w ten sposób to zakończenie potraktować - podyktowany względami narracji. Nie sądzę, aby wątek miłosny trywializował prawdę o dokonaniach Ireny. Poza tym ta historia jest tak mroczna, że widz zasługuje na ulgę.
Jest tu także stereotyp z hollywoodzkich filmów o Shoah - o Żydach idących biernie na rzeź.
- Chciałem wytłumaczyć widzowi, dlaczego tylko znikoma liczba mieszkańców warszawskiego getta zdecydowała się na ucieczkę czy na walkę zbrojną w powstaniu. Stąd sceny dyskusji z udziałem rabinów: komu należy dać wiarę i czy lepiej dla sprawy żydowskiej jest oddać dziecko w ręce chrześcijańskiej rodziny, gdzie zatraci wiarę przodków, czy też umrzeć razem. Niemcy byli mistrzami propagandy i siania podziałów wśród żydowskiej społeczności. Mówili: zginą tylko chorzy, jeśli wstąpisz do żydowskiej policji, to się uratujesz itd.
Widzów w Polsce zapewne zdziwi, że warszawskie getto przypomina momentami wiktoriański Londyn, a Irena spisuje nazwiska wyprowadzonych dzieci eleganckim piórem, a nie kopiowym ołówkiem. Nie wspomina pan też o jej przynależności do PPS z jego etosem troski o skrzywdzonych.
- Wierność tej tradycji pojawia się we wspomnieniu o ojcu Ireny. Na wiele scen sugerowanych przez producentów się nie zgodziłem, np. na pomysł zbliżenia na krzyżyk na szyi Ireny. Wiedziałem, że wiara Sendlerowej miała osobisty, dyskretny charakter.
Zależy mi na polskiej publiczności, kilkoro aktorów, scenograf Waldemar Kalinowski, operator Jerzy Zieliński i kompozytor Jan A.P. Kaczmarek to Polacy. Choć po decyzji wycofania się TVP z umowy mam obawy, czy w wersji kinowej film będzie miał wystarczający rozmach.
Dlaczego kręciliście na Łotwie?
- Nie chodziło o pieniądze. Warszawa została tak zniszczona podczas wojny, że nie byłem w stanie nakręcić perspektywy całej ulicy z przedwojennymi gmachami użyteczności publicznej. Tymczasem w Rydze udało nam się uzyskać klimat Warszawy z czasu okupacji.
Dlaczego dodał pan scenę, o której nie pisze Mieszkowska - żywiący mieszkańców getta ksiądz Godlewski sugeruje Irenie stworzenie siatki Polaków ratujących Żydów?
- Być może taka rozmowa nie miała miejsca, ale pani Irena miała kontakty z księżmi działającymi w getcie, w tym z ks. Godlewskim, który przed wojną był antysemitą, ale kiedy stał się świadkiem mordów popełnianych na Żydach, zaczął im pomagać.
Przeżyłem wstrząs, kiedy w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie przestudiowałem listę osób, którym przyznano miano Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Po pierwsze, zorientowałem się, że ponad połowa z nich to Polacy, w tym rodziny rozstrzelane przez Niemców razem z własnymi dziećmi. Po drugie, znalazłem na niej setki nazwisk księży i zakonnic.