http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oni jeszcze namieszają

Paweł T. Felis
2009-04-06, ostatnia aktualizacja 2009-04-07 14:33

Po zakończonym w sobotę przeglądzie studenckich etiud filmowych Łodzią po Wiśle trudno nie być optymistą - młodzi reżyserzy chcą się od siebie różnić, uciekają od dosłowności i odważnie szukają własnego języka

Rewelacją tegorocznego przeglądu okazała się nagrodzona Grand Prix prowokacyjna animacja "Miasto płynie" Balbiny Boruszewskiej -przezabawny portret Łodzi, o której autorka opowiada w konwencji surrealistycznego kolażu. Stare kino i tani supermarket ("Biedo"), odrapane kamienice z napisami "jeb ŁKS" i miejscowy bazarek - wszystko to w filmie Boruszewskiej świat prawdziwy, a jednocześnie odrealniony: psy i koty "fruwają" przyczepione do balonów, rysowane postaci śpią w tramwaju i unoszą się w powietrzu na łóżkach, a na refren hiphopowej piosenki ("Młodzi ludzie chodzą niewyspani") cycata modelka ze zdjęcia odpowiada: "No ja się w sumie wyspałam".

Odważna była decyzja jury, by przyznać filmowi główną nagrodę - "Miasto płynie" to zaprzeczenie typowego, wygładzonego w formie i treści filmu studenckiego. Świetny jest tu zwłaszcza pomysł, by o mało efektownej codzienności w mieście opowiadać nie wprost. Absurd polityki ("pan premier jest wykształcony, to znaczy nie gryzie biednych"), przemoc ("a wie pani, że u nas w windzie kiedyś była krew?"), miłosne perypetie ("on jest moim narzeczonym, ja ci go nigdy nie odpuszczę" - "to sobie go wypchaj") powracają co rusz w groteskowych mądrościach przedszkolaków. Na pytanie - "co by pani zrobiła, gdyby została królową Polski?" - odpowiadają "mówiące" Matki Boskie: jedna chciałaby zrobić coś dla młodzieży ("mundurki są dobre"), druga chciałaby mieć "trochę luksusu" ("bo jestem teraz na rencie"), trzeciej marzy się "piękny mąż, piękny samochód i dzieci". Jest też miejsce na błyskotliwy dialog chłopaka, który rano próbuje obudzić swoją dziewczynę - tej śni się właśnie, że jedzie pociągiem do "derty densing 2".

W tej kanonadzie pomysłów, formalnych zabaw i muzyki nie chodzi tylko o żart - nowoczesnym, młodzieżowym językiem Boruszewska ironicznie portretuje miasto, które jest w ciągłym ruchu, płynie rwącym nurtem, w którym "łatwo się utopić". Tematy etiud w porównaniu z latami poprzednimi są podobne: zagubienie, samotność, trudne wchodzenie w dorosłość, miłość. Nowy jest jednak język, jakby młodzi reżyserzy wreszcie zaczęli uciekać od dosłowności i odważnie szukali oryginalnej formy, która znaczy nie mniej niż słowa.

Warto czekać na pełnometrażowy debiut Grzegorza Jaroszuka, którego dowcipna "Historia o braku samochodu" (wyróżnienie jury) urzeka nonszalanckim potraktowaniem fabuły i czeskim wdziękiem: samotność bohatera samotnika zaczynamy rozumieć głównie dzięki absurdalnym postaciom z drugiego planu (np. rodzicom, którzy kłócą się o to, czy ojciec potrafi iść po schodach i jednocześnie żuć gumę). Ciekaw też jestem kolejnych filmów Magnusa von Horna, który po świetnym dokumencie "Radek" sprzed dwóch lat tym razem pokazał fabularne "Echo", poruszającą rekonstrukcję zbrodni. Skrajnie prosta, oszczędna forma jest z kolei kluczem do "Małżonków" Dary van Dusen (II nagroda) - niedojrzali nastolatkowie, którzy mają zostać rodzicami i wziąć ślub, w świecie równie niedojrzałych dorosłych zachowują się jak postaci z kreskówki, by w przejmującej finałowej scenie odsłonić to, co ludzkie.

Nie przypadkiem dwa najlepsze dokumenty festiwalu opowiadają skrajnie różnym językiem. "Tam gdzie słońce się nie spieszy" Mateja Bobrika (I nagrody jury i Planete Doc Review) to krystalicznie czysty, pozbawiony słów, zdystansowany obraz małej wioski ze śmiercią w tle. "Pod bluzką" Lucii von Horn (nagroda za zdjęcia i II nagroda Planete Doc Review) ogląda się z kolei jak fenomenalnie zmontowaną fabułę, w której brawurowo prowadzona kamera dyskretnie odkrywa dramat zakochanej w koleżance, odrzuconej dziewczyny. - Zachwyciła nas różnorodność etiud - mówi "Gazecie" szef jury Andrzej Jakimowski. - Wiele z nich chciałoby się zobaczyć na dużym ekranie, bo to nie tylko studenckie wprawki, ale dojrzałe, oryginalne filmy reżyserów, którzy za chwilę mogą sporo namieszać w polskim kinie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Polska szkoła tylko dla grzecznych

Rodzice uczniów z rzeszowskiej podstawówki zapowiadają bojkot szkoły, jeśli z klasy nie zostanie usunięty agresywny dziewięciolatek

Piękność z komputera

Brytyjski urząd zakazuje reklam, na których aktorki nie są do siebie podobne. Może i u nas warto zakazać takich reklam?