http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ucieczka z piekła kolonii

Jerzy Jarniewicz
2009-03-10, ostatnia aktualizacja 2009-03-09 18:45

Dla Naipaula dawne kolonie to polityczne fantomy, które nie mają tożsamości i niewolniczo naśladują wzorce z metropolii. Nie takiego obrazu zdekolonizowanego właśnie świata spodziewano się w latach 60. po pochodzącym z Karaibów pisarzu

ZOBACZ TAKŻE


Marionetki

V.S. Naipaul

przeł. Maria Zborowska

Noir sur Blanc, Warszawa





Pierwszy rok tej dekady przyniósł niepodległość siedemnastu dawnym koloniom. Początkowy entuzjazm, z jakim przyjmowano dekolonizację, zastąpił niepokój o kierunek przemian obrany przez nowe państwa. Kilka lat po uzyskaniu niepodległości Kenia ogłosiła politykę afrykanizacji, zmuszając do opuszczenia kraju nie tylko swoich białych obywateli, ale też tysiące zamieszkujących ten kraj Hindusów. O ile biali przenosili się do Wielkiej Brytanii bez większych przeszkód (choć nie bez osobistych dramatów), o tyle Hindusi wyjeżdżali do kraju, którego nie znali i który bynajmniej na nich nie czekał. Ta emigracja kenijskich Hindusów z 1967 r. przypieczętowała powstanie społeczeństwa wielokulturowego w Wielkiej Brytanii, ale też dała początek pierwszemu poważnemu kryzysowi, którego konsekwencją były ustawy ograniczające możliwość imigracji, a w 1968 r. głośne wystąpienie Enocha Powella, czołowego polityka Partii Konserwatywnej, który przestrzegał Brytyjczyków, że jeśli nie powstrzymają napływu kolorowych, ulice ich miast spłyną rzekami krwi.

Biografia V.S. Naipaula, pochodzącego z Trynidadu brytyjskiego pisarza o hinduskich korzeniach, dostatecznie uwierzytelniała go jako ważnego komentatora postkolonialnej historii. Nic więc dziwnego, że jego powieść "Marionetki", opublikowana w krytycznym 1967 r., była dla wielu czytelników wstrząsem. Naipaul opowiedział w niej na pół autobiograficzną historię Singha, Hindusa z Izabeli, fikcyjnej wyspy na Karaibach, który wyjeżdża na stypendium do Londynu, żeni się z białą kobietą i postanawia pozostać w Anglii. Zniechęcony jednak brakiem perspektyw wraca na rodzinną wyspę, gdzie dość przypadkowo zostaje jednym z głównych polityków prowadzących kraj do niepodległości. Gdy jednak nowo powstałe państwo tonie w chaosie, bezwzględna gra politycznych i ekonomicznych interesów nowej władzy doprowadza Singha do szybkiego wyjazdu z wyspy. Bohater rozczarowany skutkami dekolonizacji wraca do Londynu, dawnej stolicy kolonialnego imperium, gdzie w wynajętym pokoju pisze wspomnienia.

Historia Singha, karaibskiego Hindusa, jest biografią skażoną kolonialną chorobą nieprzynależności - to "człowiek, którego miejsce jest zawsze gdzie indziej". Powieść zaczyna się od sceny imigranckiego życia w londyńskim hotelu i taką samą sceną się kończy. Historia zatoczyła koło, mimo że w tym samym czasie zmieniła się postać świata: dziesiątki państw rozpoczęło postkolonialny rozdział swoich dziejów. Pełen nadziei powrót do ojczystego kraju kończy się dla Singha upokarzającą ucieczką - z powrotem do miejsca, z którego niedawno tak bardzo chciał odejść. Wiezie ze sobą gorzkie owoce postkolonialnego doświadczenia: cynizm, zniechęcenie, obojętność, a przede wszystkim poczucie wykluczenia wynikające z niemożności utożsamienia się z żadną z kultur.

Odmalowana przez Naipaula w "Marionetkach" postkolonialna rzeczywistość to obraz przygnębiający. Diagnoza wolna od złudzeń: wraz z wyjściem władzy brytyjskiej w nowo powstałych państwach pojawia się groźna próżnia. Uwalniają się siły anarchii; to, co było postrzegane jako heroiczny opór wobec kolonizatorów, po wyzwoleniu okazuje się bezmyślnym awanturnictwem lub nieodpowiedzialną zabawą. Twórcy niepodległości albo cynicznie biorą udział w tej grze, do której nie mają przekonania, albo też próbują ocalić niektóre elementy dawnego porządku, uświadamiając sobie na przykład, że wypędzenie armii dobrze wyszkolonych brytyjskich urzędników stawia młode państwo w niebezpiecznej sytuacji - nie ma ich bowiem kim zastąpić.

Absurdem okazuje się wyrastająca z ideologicznych założeń polityka gospodarcza nowych władz. Przeprowadza się bezmyślną nacjonalizację gospodarki, prowadząc kraj do ekonomicznej zapaści. Na plan pierwszy wysuwają się ludzie "bez zdolności twórczych, których pcha do władzy tylko gorycz, tkwiąca w każdym pozbawionym talentu biurokracie". Na wyspie pojawiają się nowe podziały, nowi wykluczeni i nowi uprzywilejowani; represyjny porządek zastąpiony zostaje represyjnym chaosem.

Taki rozwój wypadków nie był czymś wyjątkowym w postkolonialnym świecie. Problem jednak w tym, że Naipaul nie dostrzega w tych aberracjach spadku po latach kolonializmu, gotów jest natomiast obarczać winą za ten stan rzeczy mieszkańców byłych kolonii. Z tego też powodu Edward Said, wybitny teoretyk postkolonializmu, uważał, że Naipaul nigdy nie próbował utożsamiać się z Trzecim Światem, uznając, że skolonizowane narody same odpowiadają za swój los z tej tylko racji, że "nie są białe". Postawę Naipaula atakował w swoich wierszach i szkicach inny noblista z Karaibów Derek Walcott. "Naipaul opluwa swój naród" - pisał Walcott i miał mu za złe, że w mowie noblowskiej ani słowem nie wspomniał o kraju urodzenia, choć złożył hołd Wielkiej Brytanii i Indiom. Wieloletnia wzajemna niechęć obu karaibskich noblistów, z których jeden reprezentuje czarnych mieszkańców regionu, a drugi uprzywilejowaną społeczność Hindusów, jest nie tylko konfliktem silnych osobowości - to zderzenie dwóch niedających się pogodzić wizji postkolonialnej rzeczywistości.

Naipaul pisząc w „Marionetkach” o fikcyjnej Izabeli, wypowiada się nie tylko o Karaibach - jego demaskacja absurdów nowej postkolonialnej rzeczywistości ma walor uogólnienia. Narrator Naipaula kilkakrotnie powtarza, że to, co przydarzyło się Izabeli, jest typowe - zdarzyło się bowiem w tym samym czasie w kilkudziesięciu innych państwach. Dla Naipaula dawne kolonie, na Karaibach albo w Afryce, nie istnieją jako samodzielne byty z własną historią i pomysłem na przyszłość. To polityczne fantomy, które nie mają tożsamości, stąd też niewolnicze naśladowanie wzorców odrzuconej kolonialnej kultury. Ich mieszkańcy to praktykanci mimikry, tytułowi Mimic Men, czyli „ślepi naśladowcy”, bo tak należałoby poprawnie przełożyć tytuł powieści Naipaula.

Gorzkie rozpoznania Naipaula, choć dotyczą wszystkich dawnych kolonii, wyrastają z pewnością z konkretnego doświadczenia życia na Karaibach, gdzie rzeczywiście trudno mówić o pierwotnej kulturze regionu i jego historycznej ciągłości, gdyż rdzenni, przedkolumbijscy mieszkańcy tych wysp niemal doszczętnie zniknęli z powierzchni ziemi. Ci, którzy zamieszkują te tereny dzisiaj, to stosunkowo niedawni przybysze - oprócz społeczności białych kolonizatorów są to potomkowie afrykańskich niewolników oraz ludność hinduska.

Na poglądy Naipaula wpłynęło zapewne i to, że dziadkowie pisarza, którzy przyjechali do Trynidadu w XIX stuleciu jako robotnicy kontraktowi, należeli w Indiach do kasty bramińskiej, on sam zresztą deklarował swoje poparcie dla systemu kastowego. Naipaul patrzy więc na Karaiby z pozycji reprezentanta wielowiekowej społecznej elity, widząc w tym regionie przypadkowy, chaotyczny melanż różnych kultur i tradycji, bez historii i tożsamości. Poczuciu temu mogło towarzyszyć przekonanie o własnej wyższości wobec pozostałych, zwłaszcza czarnoskórych, mieszkańców wyspy i opisana w postawie powieściowego Singha pogarda wobec wulgarności tłumu udzielającej się tym, którzy tym tłumem rządzą.

Uznając społeczność postkolonialną za twór rozbity, niescementowany wspólnymi interesami, Naipaul nie widzi żadnego wewnętrznego źródła władzy, która mogłaby zapanować nad zanarchizowaną rzeczywistością - poza władzą z zewnątrz. Mimo że niejednokrotnie pisze krytycznie o Anglii, w jego powieściach narzucona przez kolonializm hierarchiczna relacja między centrum a peryferiami zostaje utrzymana, przy czym centrum jest zawsze poza dawną kolonią. Potrzeba będzie kilkunastu lat, zanim w twórczości takich pisarzy jak Salman Rushdie lub teoretyków jak Homi Bhabha to przeciwstawienie zostanie zakwestionowane. Dla Rushdiego centrum jest pojęciem względnym i arbitralnym, a kulturowa hybrydyczność oznaką fascynującego bogactwa. Tymczasem dla Naipaula Karaiby pozostają regionem na marginesie, w wiecznym stanie natury pozbawionym - po dekolonizacji - siły dośrodkowej, niezdolnym do samodzielności, bo rozproszonym i niejednolitym.

Bohater Naipaula ucieka więc z rodzinnego kraju, w którym nie może żyć inaczej niż jako marionetka, "ślepy naśladowca", lecz dom znajduje nie tyle w kolonialnej metropolii, gdzie się ostatecznie osiedla, ile w pisaniu. To dzięki pisaniu czerpiącemu - co symptomatyczne - z tradycyjnych, realistycznych wzorców, uwalnia się od przygodności karaibskiej historii i przestaje być anonimową jednostką. Także w innych powieściach Naipaula jego wykorzenieni bohaterowie, których biografie ukształtowało doświadczenie postkolonialne, chwytają za pióro i piszą własne narracje, w nich właśnie upatrując siły mogącej zapewnić im dom oraz trwałą, suwerenną tożsamość.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':