http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Teległupoty z piwnego ogródka

Rozmawiała Donata Subbotko
2009-03-05, ostatnia aktualizacja 2009-03-05 10:34

Rozmowa z prof. dr. hab. Tomaszem Gobanem-Klasem, kierownikiem Katedry Komunikowania i Mediów Społecznych Uniwersytetu Jagiellońskiego


Fot. STUDIO69 - KRZYSZTOF CZAJKA
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Najgłupszy program telewizyjny po 1989 roku to:

Randka w ciemno (TVP1)
Jestem, jaki jestem (TVN)
Chwila prawdy (TVN)
Zamiana żon (TV4)
Gwiezdny cyrk (Polsat)

Donata Subbotko: Wiosenna ramówka obfituje w programy, które przekraczają granice etyki, naruszają tabu. Dziś startuje w Polsacie "Moment prawdy", polska wersja amerykańskiego formatu "Moment of Truth". Uczestnicy podłączeni do wykrywacza kłamstw odpowiadają na intymne pytania - za pieniądze, w obecności najbliższych.

Prof. Tomasz Goban-Klas: W Stanach takie programy określa się jako śmieciowe (trash TV), a ich symbolem stał się "The Jerry Springer Show", w którym ludzie ujawniali wszystko, co się da. W "Moment of Truth" posunięto się dalej. Do intymnych zwierzeń dołożono sprawdzanie ich przez wariograf i finansową nagrodę. Czyli byliśmy nad przepaścią, a teraz robimy krok do przodu. Dlaczego? Bo taka jest logika mediów, które gonią za oglądalnością. Już w XIX w. prasa epatowała krwią, ale seks był tabu. Dopiero film stopniowo rozszerzył pokazywanie scen intymności, odbywało się to z udziałem aktorów i było kontrolowane przez cenzurę. Kiedy telewizja odebrała kinu widownię rodzinną, filmy stały się odważniejsze, a telewizja purytańska. Jednak powoli wprowadzała format zwierzeń w talk-show, gdzie ceniono tzw. szczerość. "Moment prawdy" jest więc ekstremalną kontynuacją tendencji zacierania granic między prywatnością a sferą publiczną, wprowadzania społecznego ekshibicjonizmu.

W Ameryce rekordowe odcinki oglądało 23 mln ludzi. Uczestnicy przyznawali się do zdrad, wstydliwych występków i zbrodni, na oczach widzów rozpadały się relacje międzyludzkie. Czy podobnych rewelacji można się spodziewać w Polsce?

- Nie sądzę. Mamy inną tradycję. Nadal nie umiemy mówić o sprawach intymnych, zwłaszcza o seksie, więc program będzie mocno regulowany przez stację. Wiadomo, iż nie ma nic bardziej kontrolowanego niż "spontaniczny program telewizyjny". Ale poczekajmy na drugą, trzecią edycję, tam już zapewne będzie wolnoamerykanka.

Uczestnicy dużo ryzykują, choć może nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Czy równowaga świadomości między nadawcą a uczestnikiem programu nie zostaje zachwiana?

- Oczywiście to reżyser określa reguły. Ludzie, którzy zgłaszają się do tego programu, chcą się wyrwać z anonimowości - dał nam przykład Marcinkiewicz, jak się pokazywać mamy. Z banalnej sprawy męża, który rzucił żonę i znalazł sobie młodszą dziewczynę, zrobiła się telenowela. Zatem, gdy ktoś ujawni, że - jak śpiewała Budka Suflera - "z autobusem Arabów zdradziła go", będzie o nim głośno, pokażą go tabloidy itd.

Zapewne hitem będzie ujawnianie zdrad małżeńskich. Większych emocji się nie spodziewam. Polska psyche w sferze intymnej jest prostsza od amerykańskiej. Nas życie nie pieściło, można powiedzieć, że żyjemy w permanentnym kryzysie przerywanym okresami małej stabilizacji. Nie sprzyja to wrażliwości psychologicznej, więc będą ofiary nadmiernej szczerości. Osoby występujące w "Momencie prawdy" nie zdają sobie sprawy, że za wygrane pieniądze czy rozgłos mogą zapłacić większą cenę, niż myślą.

TVN pokaże "Złapać złodzieja". Oparty na formacie BBC program o tym, jak łatwo włamać się do naszych mieszkań, poprowadzą dwaj kryminaliści. Kiedyś trzeba było kilkanastu lat kariery, żeby zostać gwiazdą telewizji, teraz kilkanastu lat odsiadki.

- Byłbym tu wstrzemięźliwy w ocenach. Cóż, o życiu seksualnym i zapobieganiu niechcianym ciążom powinna raczej mówić rozwódka czy nawet była prostytutka niż zakonnica. Ale u nas bywa odwrotnie. Podobnie jest z byłym złodziejem i policjantem - ten pierwszy ma niezaprzeczalny status eksperta: wie, jak to się robi. A ci pokazywani w programie już odsiedzieli swoje. Poza tym nie będą uczyć, jak się włamywać skutecznie, audycja ma charakter zabawowy. Gorszym skutkiem może być natomiast umacnianie niepokoju, że i ja mogę zostać okradziony, a przecież już dzisiaj Polacy trzęsą się ze strachu w swych domostwach. Gdy zobaczymy, jak łatwo nas obrobić, to zaopatrzymy się dodatkowo w alarmy kolejnej generacji, rottweilery itd.

Czy to normalny proces, że byli kryminaliści występują w telewizji i grozi im status gwiazd? Jest ryzyko, że za chwilę ktoś pójdzie krok dalej i wielokrotni mordercy będą nas uczyć, jak nie zostać zamordowanym.

- Media potrzebują idoli, mogą być nimi ludzie dobrzy, jak Matka Teresa, ale mogą i arcyzłoczyńcy, jak Osama ben Laden. W ciągu kilku tygodni po ataku na World Trade Center tygodnik "Time" na okładce pokazał aż pięć razy Osamę, a Busha raz. Zrobiono z Osamy medialną gwiazdę, więc i złodziej może być gwiazdką. Dziury w niebie nie będzie. Istnieje natomiast tzw. copycat effect, czyli efekt naśladownictwa. W programie "Łapać złodzieja" byli kryminaliści mają nas uczyć przezorności. Byle nie takiej, jak się nie dać złapać.

Wszystko dlatego, że coraz trudniej o prowokację w mediach?

- Konkurencja jest tak duża, że aby się przebić, trzeba użyć magnesu. A co ludzi przyciąga? Zbrodnia, seks, skandal. Po pewnym czasie ich prezentacja nudzi, więc szuka się coraz to nowej formuły dla tych samych wątków.

Dokąd więc zmierza telewizyjna rozrywka?

- Do przesytu i znudzenia. Tak było z "Big Brotherem". Pierwsza edycja nas intrygowała, następne oglądały osoby żywcem wyjęte z serialu "Kiepscy". Problem w tym, że jesteśmy wychowani w kulcie ciągłej nowości wrażeń. Obecny kryzys finansowy po części wynika z zachłanności i chciwości wszystkich, nie tylko banków. Chcieliśmy mieć wszystko od razu, na kredyt, aż bańka pękła. Podobnie stanie się z rozrywką - jak pisał Postman, "zabawimy się na śmierć". Ale może wcześniej wszystko się opatrzy.

Cóż jeszcze można wymyślić? Granice dobrego smaku są ciągle przekraczane. Był już program "Jackass", gdzie zjadano obrzydliwości, nie można było tego oglądać bez odruchu torsji. W sferze nagości przez sto ostatnich lat dotarliśmy do kresu. W czasach wiktoriańskich przyzwoitość kończyła się na pokazaniu kostki. Potem pokazywano kolano. Dzisiaj niektóre celebrytki są znane z tego, że nie noszą bielizny. Chętnie się to demonstruje w tabloidach i - poczekajmy, a doczekamy się - w telewizji. Skoro to jest sposób na tzw. lans, to piersi będą przypadkowo wypadały nawet przy zapowiadaniu pogody. Nic szokującego, w starożytnej Krecie wszystkie damy odsłaniały biust publicznie. Więc i to może nikogo nie poruszać, jak w afrykańskim buszu. Jednak na razie obnażanie się jest kulturą prostacką. W tych programach służy jedynie podglądactwu. Telewizja jest na poziomie ogródka piwnego, gdzie dominują proste tematy. Sztuka, kultura i etyka nie mają tu wiele do powiedzenia.

To koniec epoki norm i moralności w mediach?

- Dostrzegam kryzys tradycyjnych formuł mediów. Aby zdobyć widza, nawet wiadomości mają być rozrywkowe. Na 25 minut wieczornego serwisu 10 minut zajmują tzw. twarde newsy, a pozostałe to tzw. życiowe historie - kraksy, pobite dziecko, kronika kryminalna i skandale. Nawet polityka musi być atrakcyjna. Właściwie istnieje już tylko polityka telewizyjna. Posłowie wiedzą, że wiadomości są rodzajem talk-show, więc zaczęli "gadać Palikotem". W efekcie inteligentniejsi widzowie uciekają do internetu, gdzie lepiej można się dowiedzieć, co się dzieje.

Do TV 4 wchodzi oparty na grze komputerowej format "Hole in the Wall", gdzie uczestnicy skaczą na ścianę, wyginając ciało tak, by zmieścić się w wyciętej dziurze. Program bił rekordy popularności m.in. w Japonii i Rosji. Co ekscytuje ludzi w oglądaniu czegoś takiego?

- Ten program oparto na formacie japońskim. Ich wycięcia w ścianie mają kształt liter, które, jak wiadomo, są zupełnie inne niż polskie. Przechodzenie wygląda więc zabawnie, to jakby akrobacja na poziomie hip-hopu. Tam wymagana jest wielka zwinność ciała, co nie dziwi w krajach, gdzie powstało wiele sztuk walki. Mieszkałem niegdyś w Azji, tam ludzie mają nieco inną ruchowo-estetyczno-zabawową wrażliwość.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg