Zgarnął Cezara dla najlepszego filmu, za tytułową rolę Yolande Moreau, scenariusz, muzykę, kostiumy, zdjęcia i dekoracje. To historia Séraphine Louis (1864-1942), służącej z miejscowości Senlis, która jako dojrzała kobieta odkryła w sobie talent malarski (lubiła zwłaszcza motywy kwiatowe) doceniony przez niemieckiego kolekcjonera Wilhelma Uhdego (Ulrich Tukur). Séraphine była kobietą "nawiedzoną" - przeżywała stany ekstatyczne, słyszała tajemnicze głosy, w końcu w roku 1932 wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Film Provosta, który francuscy krytycy nazywają "chwytającym za serce", to ciąg obrazów-impresji z kadrami przypominającymi malarskie płótna. Jest już we francuskich kinach 22 tygodnie i przyciągnął dotąd ponad pół miliona widzów.
Moreau, kobieta o obfitych kształtach, odbierając Cezara, żartowała, że mieszka z Provostem w tej samej wsi w Normandii. - Zauważyłeś mnie w supermarkecie Super U - mówiła doń. - Apeluję więc do wszystkich filmowców: Super U jest już zamknięte, ale chodzę od czasu do czasu do spożywczaka Monoprix.
Drugim zwycięzcą wieczoru był "Wróg publiczny numer jeden" Jean-François Richeta, nagrodzony za reżyserię, główną rolę Vincenta Cassela i dźwięk. To dwuczęściowa biografia gangstera Jacques'a Mesrine'a (ur. w 1936 r., zastrzelony w 1979) zwanego francuskim Robin Hoodem albo człowiekiem o tysiącu twarzy, złodzieja i mordercy, i jednocześnie ulubieńca mediów, który w 1977 r. wydał autobiografię "Instynkt śmierci", a za udział w wojnie w Algierii, jako spadochroniarz, został odznaczony przez prezydenta de Gaulle'a. Cassel, znany z opanowania, odbierając nagrodę aktorską, oddychał ciężko i głośno. Ze łzami w oczach dziękował m.in. swej życiowej partnerce Monice Bellucci, a potem poprosił o puszczenie kawałka filmu ze swym ojcem - aktorem Jean-Pierre'em Casselem, który zmarł w kwietniu 2007 r. - mówiąc: - Z tego się wywodzę...
Publiczność wstawała dwa razy - gdy Cezara za całokoształt twórczości odbierał Dustin Hoffman, przyznający zresztą: "Nigdy nie nauczyłem się dziękować", i gdy wspominano zmarłego w styczniu producenta Claude'a Berri, którego prowadzący ceremonię Antoine de Caunes nazwał "ojcem chrzestnym francuskiego kina". Berri był aktorem, reżyserem i producentem, m.in. aktorskich Asteriksów, "Tess" Polańskiego i "Niedźwiadka" Annaud.
"Klasa" Laurenta Canteta, zwycięzca ostatniego Cannes, dostała Cezara za scenariusz będący adaptacją powieści, pisarza Philippe'a Claudela nagrodzono za debiutancki film "Il y a longtemps que je t'aime", 80-letnią
Agnes Vardę za dokumentalny autoportret "Plaże Agnes", a antywojenny animowany "Walc z Baszirem" Izraelczyka Ari Folmana uznano za najlepszy film zagraniczny 2008 r.
Wieczór upłynął wśród żartów. Brytyjska aktorka Emma Thompson wybiegła na scenę, by podciągnąć suknię opadającą na biuście jednej z pań wręczających nagrody (ta oczywiście opuszczała suknię celowo), Amerykanin Sean Penn wyszedł ucałować inną zapowiadającą, która odczytała z fałszywego scenariusza ceremonii, że Penn ma się nią zachwycić, zaś prowadzący de Caunes śpiewał i tańczył z parasolem "Deszczową piosenkę" (woda naprawdę się na niego lała). Zapowiedział też, że z powodu kryzysu tegoroczne statuetki Cezara są tylko wypożyczane laureatom do 31 grudnia 2009.
Ceremonię zamierzał zbojkotować reżyser i aktor Dany Boon, którego film "Jeszcze dalej niż Północ" dostał tylko jedną nominację za scenariusz. "Jeszcze dalej..." obejrzało we Francji ponad 20 mln widzów, a Boon zarobił na nim 26 mln euro. W końcu reżyser jednak w teatrze Châtelet się pojawił, za to w żółtych spodniach, mówiąc: - To mój smoking. Gdy je kupowałem, usłyszałem, że nieważne, co założę, i tak nie dostanę Cezara. I tak się rzeczywiście stało.