http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A

Starowieyski opowiadał nam o świecie, który się rozpadł

Dorota Jarecka
2009-02-23, ostatnia aktualizacja 2009-02-24 09:44

Takiego maga, który wierzyłby w powołanie artysty, w świętość i wyjątkowość jego każdego gestu, już nie ma - i pewnie nie będzie...

Franciszek Starowieyski na wystawie retrospektywnej w Muzem Plakatu w Wilanowie,2006r.
Fot. Anna Bedynska / AG???????
Franciszek Starowieyski na wystawie retrospektywnej w Muzem Plakatu w...
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Ostatnio swoją sztukę zamieniał w otwarty dla publiczności efektowny spektakl, urządzając od 1980 r. tzw. Teatry Rysowania. Grał w tych spektaklach główną rolę - wielkiego artysty, maga i twórcy, kontynuatora podniosłych humanistycznych tradycji baroku i renesansu.

Był ostatnim albo jednym z ostatnich malarzy, którzy wierzyli jeszcze w głęboki sens tego teatru - on za sztalugami, przed nim pozująca naga modelka lub modelki. Takiego teatru i takiego artysty, który wierzyłby w powołanie artysty, w świętość i wyjątkowość jego każdego gestu, już nie ma - i pewnie nie będzie. Sam siebie tak rozumiał i taką miał w ostatnich latach wizję świata - jako upadającego estetycznie, z trudem przechowującego dawne, niszczone przez współczesność wartości.

Powtarzał, że świat, w którym się wychował, rozpadł się dla niego w czasie wojny, a ostatecznie pogrążył się w 1945 r. "Wzeszło martwe, szare słońce socjalizmu" - mówił w zakończeniu "Opowieści o końcu świata" - wspomnieniach o swoim życiu do 1945 r., które spisała 15 lat temu Krystyna Uniechowska.

Jednak trzeba odróżnić prawdziwego Franciszka Starowieyskiego od legendy, którą tworzył i która z pewnością była mu potrzebna jako powrót do krainy dzieciństwa i młodości, do tradycji polskiego ziemiaństwa i dawnego nazwiska Biberstein, którym się szczycił.

Urodził się w 1930 r., po wojnie zapisał się na studia artystyczne. Najpierw malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (jeszcze u Wojciecha Weissa), a potem w Warszawie.

Studia w Warszawie ukończył w 1955 r. i jeszcze w tym samym roku wystawił obraz "Starość" na Ogólnopolskiej Wystawie Młodej Plastyki zorganizowanej pod hasłem "Przeciw wojnie, przeciw faszyzmowi" w warszawskim Arsenale. Wystawa ta była symbolicznym końcem socrealizmu.

Jak wspominał, już w 1953 r. oddał legitymację ZMP. Po 1955 r. wziął udział - jak wielu artystów i artystek z jego pokolenia - w odwilżowym nurcie odnowy kultury i życia artystycznego. W 1956 r. namalował jeden ze swoich najsławniejszych plakatów w ogóle i jeden ze swoich rzadkich plakatów politycznych - gołąbka pokoju roniącego łzę. Był to hołd dla ofiar powstania węgierskiego.

W latach 60. zasłynął jako twórca znakomitych plakatów, głównie teatralnych i operowych. Obok Henryka Tomaszewskiego, Romana Cieślewicza, Waldemara Świerzego, Jana Lenicy został jednym z najbardziej znanych twórców plakatu, tworząc wraz z nimi znaną na świecie Szkołę Polskiego Plakatu.

Był twórcą, dzięki któremu zyskała ona cechy wybitnie malarskie. Jego plakaty są niezwykle charakterystyczne - pojawia się tam często wzięta jakby z Boscha albo Goi postać kobiety-ptaka, demonicznej, fantazyjnej, surrealistycznej.

Do jego najwybitniejszych prac należą plakaty do "Lulu" Albana Berga czy "Tańca Śmierci" Strindberga. W 1974 r. zdobył Grand Prix za plakat filmowy na festiwalu w Cannes.

Tworzył też scenografie, m.in. w 1994 r. do "Króla Ubu" Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim w Łodzi.

Jego pasją było też kolekcjonerstwo, był wybitnym znawcą sztuki użytkowej i dekoracyjnej.

W 1998 r. wywołał skandal. W budynku polskiego przedstawicielstwa w Brukseli wystawiono jego obraz przedstawiający byka, czyli Europę, porywającego kobietę o barokowych kształtach, czyli Polskę.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Podręczniki drogie, droższe...

Będzie VAT na książki, podrożeją też podręczniki - ostrzegają wydawcy. A kolejne roczniki uczniów muszą kupować nowe