Zadymka nadaje ton

Tomasz Handzlik
23.02.2009 , aktualizacja: 22.02.2009 20:08
A A A Drukuj
Po pięciodniowym maratonie nocnych koncertów zakończył się XI Lotos Jazz Festival - Bielska Zadymka Jazzowa. Festiwal gwiazd, legend i jazzowych odkryć
ZOBACZ TAKŻE
Bielska Zadymka Jazzowa to jeden z najważniejszych festiwali na jazzowej mapie Polski. Nie jest hermetyczną imprezą dla koneserów gatunku, bo jego organizatorzy otworzyli się na nowoczesność. Czerpiąc wzór z najciekawszych festiwali w Europie, nie prezentuje już tylko muzyki środka i rozpoznawalnych gwiazd, ale odkrywa też nowe nadzieje muzyki improwizowanej i ciekawe style, wplatając jednocześnie w swój program lżejsze koncerty o charakterze klubowym. I właśnie dzięki temu zaczyna nadawać ton wśród polskich festiwali jazzowych.

Tegoroczna edycja rozpoczęła się od popisów skrzypka Nigela Kennedy'ego, który wraz z grupą polskich muzyków zaprezentował kompozycje z najnowszej płyty "A Very Nice Album". Podobnie jak większość swoich koncertów tak i ten Kennedy potraktował jako okazję do scenicznego show. Zeskakiwał ze sceny, by witać się z publicznością, przeklinał, prosił fotoreporterów o pomoc w otwarciu butelki piwa, skandował stadionowe: "Cracovia Pany". A muzyka? Jak zawsze głośna i niewiele mająca wspólnego z jazzem. Zresztą najlepiej zdefiniował ją sam Kennedy, mówiąc, że to "niby-rock", "pseudo-blues", "plus kilka łacińskich stylów". Słowem - ciężkostrawny bigos.

Znacznie więcej w temacie jazzu miał do powiedzenia amerykański trębacz Christian Scott. Występujący w Polsce po raz pierwszy w rodzinnym kraju okrzyknięty już został jednym z największych młodych talentów. Nic więc dziwnego, że tuż po ukończonych studiach do współpracy zaprosił go sam Prince. Ale Scott realizował jednocześnie własne jazzowe projekty - w wieku 19 lat wydał pierwszą autorską płytę, a za kolejną otrzymał nominację do nagrody Grammy. Nawiązujący nieco do rocka i R'n'B nowoczesny styl Scotta wymyka się jednoznacznym definicjom. Z jednej strony jest subtelny i natchniony, głównie za sprawą miękkiego tonu trąbki lidera, ale przy śmiałych aranżacjach i popisach gitarzysty Mathew Stevensa zyskuje na drapieżności i energii.

Tegoroczna Zadymka stała się też okazją do pojedynku jazzowych saksofonistów. Na pierwszy ogień poszli Polacy, czyli zespół pochodzącego z Trójmiasta Wojciecha Staroniewicza. Tuż po nich na scenie brylował amerykański młody wilk James Carter. W konfrontacji z takim gigantem trudno nawet marzyć o zwycięstwie. Dobrze, jeśli uda się zejść z ringu o własnych siłach. A jednak polska grupa poradziła sobie znakomicie. Odwołując się do afrykańskich korzeni jazzu, świetnie skomponowana i bogato zaaranżowana muzyka Staroniewicza wzbudziła zachwyt publiczności. Dla Cartera zaś jazz był przede wszystkim okazją do zabawy, choć tej na najwyższym poziomie. Zaserwował więc solidną porcję energetycznego hard-bopu i wyśrubowanych emocji.

Niezapomniany będzie też popis zespołu francuskiego trębacza Erika Truffaza, który w swej muzyce genialnie połączył styl elektrycznego Milesa Davisa z rockiem i klubowymi rytmami drum and bassu. Jego występ miał stanowić preludium do całonocnej imprezy, którą rozkręcali później DJ Dusty i DJ Igor Boxx, ale to jednak Francuzi okazali się najmocniejszym punktem tego programu.

Z osobą Davisa związany był ponadto koncert głównej gwiazdy festiwalu, czyli legendarnego kontrabasisty Rona Cartera. W połowie lat 60. artysta występował w słynnym kwintecie Milesa i to właśnie jemu - niegdysiejszemu przyjacielowi i przewodnikowi po jazzowym świecie - poświęcił swój występ na Zadymce. W programie "Dear Miles" przypomniał największe przeboje z repertuaru króla jazzowej trąbki i udowodnił, że miano legendy nie musi być równoznaczne z określeniem "weteran". 72-letni dziś muzyk zachwycał wirtuozowską techniką i wciąż zaskakującą inwencją improwizatorskich pomysłów. Przywiózł ze sobą także kapitalnych muzyków, m.in.: popisującego się pianistyczną ekwilibrystyką Stephena Scotta i mistrza instrumentów perkusyjnych Rolando Moralesa-Matosa.

Podczas tego samego wieczoru poznaliśmy również laureata konkursu dla młodych. Zwyciężył zespół Witold Janiak Mainstreet Quartet z Łodzi.

Zgodnie z tradycją Bielska Zadymka Jazzowa zakończyła się w schronisku na szczycie wzgórza Szyndzielnia, gdzie fanom jazzu przygrywała francuska etnojazzowa kapela Pad Brapad Moujika.

Najczęściej czytane
  • Wszystko
  • PŁATNE