http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemiecka prasa o "Tataraku"

Jerzy Płażewski
2009-02-18, ostatnia aktualizacja 2009-02-17 17:50

Jury Berlinale, jednego z trzech największych festiwali filmowych świata, potwierdziło międzynarodową rangę kina polskiego. Świadczy o tym nagroda dla "Tataraku" Andrzeja Wajdy z niebywałą rolą Krystyny Jandy

ZOBACZ TAKŻE
Filmy
Film dostał Nagrodę Alfreda Bauera. W Polsce premiera wiosną. Cytujemy fragmenty opinii berlińskich dzienników na dowód, że decyzja jury odzwierciedla dość powszechne opinii o filmie.

Matthias Heine w "Berliner Morgenpost" napisał m.in.: "Janda gra żonę doktora, która w 1944 r. straciła dwóch synów, a ich pokój pozostaje zamknięty od chwili, kiedy wyruszyli walczyć z Niemcami. Sympatyczny mąż Marty usiłuje bezskutecznie wyciągnąć ją z nieustającej żałoby. Ta porywająca Madame Bovary znad Wisły nawiązuje kontakt uczuciowy z 20-letnim młodzieńcem. Kończy się on tragicznie. Chłopiec ginie, jak jej synowie; topi się, zrywając kobiecie naręcze tataraku. Ramę filmu stanowi opowieść Jandy o tym, jak na realizację tej miłosnej tragedii rzuciła cień śmierć jej męża, wybitnego operatora Edwarda Kłosińskiego. Widzimy ją w pustym pokoju, po prostu siedzącą na łóżku, i to jest wspaniałe. Wajda ma 83 lata i w przeciwieństwie do innych europejskich filmowców swego pokolenia, np. obecnego na Berlinale Theo Angelopulosa, utrzymuje swą sztukę na wysokim poziomie... Jego prawda o śmierci i daremności wstrząsa".

„Poruszająca medytacja o śmierci" - tak tytułuje obszerną recenzję Kerstin Decker w „Tagesspiegel": „Robić kino po osiemdziesiątce to dokonywać bilansów. Najpiękniejsze filmy Wajdy są adaptacjami Jarosława Iwaszkiewicza - »Brzezina « i »Panny z Wilka «. (...) Wajda skomponował swój film z odwagą kamikaze. Zrobił to, co najwłaściwsze".

Z kolei Margit Voss w „Neues Deutschland" zaczyna tak: „Woda rzeki bardzo rzadko bywa tak uwodzicielska. Letnie słońce haftuje na niej lśniący dywan. To jest motto, które operator Paweł Edelman przypisuje »Tatarakowi « Wajdy i równocześnie swemu zmarłemu koledze Edwardowi Kłosińskiemu. Gdy Janda opowiadała Wajdzie o ostatnich dniach i godzinach swego męża, reżyser spytał ją, czy zgodziłaby się upublicznić te intymne zwierzenia. I teraz słyszymy ją, jak w pustym pokoju opowiada: »Pocałowałam go i wyczułam, jak jego wargi stygną «. Na drugim poziomie narracji widzimy pracę nad filmem: nieucharakteryzowana aktorka i sam Wajda czytają nowelę Iwaszkiewicza. Dopiero trzecim poziomem jest historia Marty. Gdy Boguś się topi, Marta usiłuje mu pomóc. Ale tu aktorka wyskakuje z roli i w kostiumie z lat 60. ucieka z planu, porażona własnym nieszczęściem. Dopiero następnego dnia, w następnej scenie, ból Marty i ból Jandy zlewają się w jedno. Że fikcja nie osiąga tej samej głębi, co autentyczne przeżycie - któż mógłby się temu dziwić?".

Bert Rebnkadl w „Berliner Zeitung": „Andrzej Wajda pozwala sobie na spojrzenie z boku na robienie filmów. Jego film w filmie pozostaje w cieniu śmierci. Sceny z Krystyną Jandą w zimnym pokoju nie są inscenizowane. Ona mówi naprawdę o swym własnym życiu, które rozciąga się między nią i rolą Marty. Sztuka wynika z życia, innego materiału ona nie ma, ale zazwyczaj sztuka trzyma widoczny dystans od życia. Różnicę widać w zachowywanym dystansie, który Wajda potrafił estetycznie unicestwić. Centralnym motywem jest moment, gdy Marta chce pożyczyć Bogusiowi książkę. Jest nią »Popiół i diament « Jerzego Andrzejewskiego, którego adaptacja to jeden z głównych filmów Wajdy. Jego kino przesiąknięte wiarą, że losy człowiecze wpisane są w historię, doznaje w »Tataraku « znamiennego rozdarcia. Tego samego, którego doznali Ingmar Bergman czy Andriej Tarkowski, wielcy humaniści. Nie dowierzali grze aktora przed kamerą i usiłowali dochodzić do prawdy poza obrazem. Sztuka filmowa zawdzięcza swój impuls takim wielkim dziełom. »Tatarak « jest dziś wielkim wspomnieniem tamtej epoki, dziełem dojrzałej starości z patetycznym finałem, którego istotą jest wielki ból. Żadna fikcja go nie uśmierzy, ani nawet sztuka w ogóle".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':