http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ameryka tnie po kulturze

Zbigniew Basara, Anna Arno
2009-01-30, ostatnia aktualizacja 2009-01-30 14:52

Plajta teatrów operowych i orkiestr symfonicznych, pustki na Broadwayu, muzea, które wyprzedają się z kolekcji - recesja coraz dotkliwiej uderza w amerykańską kulturę i sztukę. A to dopiero początek

Teatry, galerie i domy aukcyjne, muzea i uniwersytety tną do kości budżety na ten rok, zamrażają lub likwidują najdroższe i najambitniejsze projekty. Nie brakuje spektakularnych plajt, jak bankructwo ambitnego teatru operowego w Baltimore, kalifornijskiej Pacific Opera czy orkiestry Santa Clarita Symphony.

Muzeum Sztuki Amerykańskiej w Minneapolis zamknęło czasowo galerie, bo nie stać go było na czynsz. Co najmniej dwa inne muzea - 183-letnie nowojorskie Muzeum Akademii Narodowej oraz Rose Art Museum na bostońskim Uniwersytecie Brandeis - posunęły się do ostateczności: sprzedaży obrazów ze stałej kolekcji. Słynne Muzeum Sztuki Współczesnej w Los Angeles (MOCA) uratował przed bankructwem lokalny miliarder Eli Broad, który w zamian za 30-milionowy zastrzyk mianował dyrektorem starego przyjaciela o znikomym doświadczeniu muzealnym.

Sprzedaż DVD z filmami spadła w zeszłym roku po raz pierwszy od wprowadzenia ich na rynek przed 11 laty



Recesję narastającą w amerykańskiej kulturze nazwać można cichą recesją, bo ogólnokrajowe media zauważają tylko tarapaty najszacowniejszych instytucji. Pewną rolę gra tu silna w Ameryce antyintelektualna tradycja traktująca sztukę jako margines życia, z którym bez większego żalu można się rozstać w sytuacjach kryzysu. - Nasi filantropi uważają, że ich pieniądze powinny iść w przede wszystkim na zdrowie czy bezpieczeństwo publiczne - mówi Randall Bourscheidt, dyrektor Sojuszu na rzecz Sztuki, jednej z najpoważniejszych nowojorskich organizacji lobbystycznych. - Kiedy pada bank braci Lehman, to jest to tytuł na czołówkę. Bankructwo instytucji kultury z trudem przedziera się do świadomości społecznej.

Wszystko poszło na Obamę

Kryzys jest tym bardziej dotkliwy, że w przeciwieństwie do krajów europejskich instytucje kulturalne w USA są niemal całkowicie sprywatyzowane. Według waszyngtońskiej organizacji lobbystycznej Amerykanie na rzecz Sztuki (AFTA) połowa rocznego dochodu przeciętnej organizacji non profit o profilu artystycznym to tzw. dochód wypracowany (zyski ze sprzedaży biletów, imprezy obliczone na zbiórkę datków itp.), 43 proc. - to dotacje ze źródeł prywatnych, 5 proc. - subwencje fundacji dobroczynnych, 2,5 proc. darowizny od korporacji, a tylko 7 proc. to pieniądze publiczne.

Jesienne tąpnięcie na Wall Street i późniejsze wstrząsy wtórne - jak choćby upadek 50-miliardowej piramidy finansowej Bernarda Madoffa, sponsora najbardziej prestiżowych instytucji kulturalnych Nowego Jorku - spowodowały drastyczne skurczenie się źródeł finansowania kultury. Dość powiedzieć, że tzw. żelazny fundusz Metropolitan Opera stopniał w ciągu kilku tygodni z 300 do 200 mln dol. Kryzys pogłębiła jeszcze kampania wyborcza Baracka Obamy, na którą łożyli liberałowie zaangażowani zwykle w sponsorowanie kultury, a także drastyczne cięcia w domowych budżetach (wyjście do muzeum z posiłkiem na mieście to dla rodziny z dwójką dzieci 100-150 dol.).

Nie dziwią więc wyniki grudniowej ankiety magazynu "The Chronicle of Philantropy" wśród 96 największych nowojorskich organizacji artystycznych: 78 proc. z nich obcięło budżet na ten rok, 42 proc. zwolniło pracowników, a 45 proc. skreśliło lub opóźniło planowane inscenizacje czy wystawy.

Pusto na Broadwayu

Podczas recesji najbardziej cierpi sztuka elitarna, a najmniej ta związana z technologią, szczególnie z internetem. Metropolitan Opera zrezygnowała właśnie z dwóch kosztownych inscenizacji, a dwie kolejne zamieniła na tańsze (zamiast "Kobiety bez cienia" Richarda Straussa będzie "Elektra" tego samego kompozytora). Nowy menedżer Peter Gelb musiał błagać robotników scenicznych, by zgodzili się tak samo jak primadonny na 10-proc. obniżkę płac.

Konkurująca z MET New York City Opera pół roku temu chciała powierzyć stery Gerardowi Mortierowi, który jako dyrektor prestiżowego Festiwalu Mozartowskiego w Salzburgu słynął z ekstrawaganckich inscenizacji. Nie mogła jednak pozwolić sobie na podyktowany przez Mortiera budżet i wystawi w tym sezonie tylko jedną premierę, w dodatku w wersji koncertowej.

Broadway od dawna nie przeżył takiego dnia jak 19 stycznia, kiedy to z afisza zeszło 12 sztuk i musicali - połowa repertuaru teatralnej dzielnicy. Zabrakło publiczności, bo bilety na najbardziej efektowne musicale dochodzą tu do 250 dol. W sezonie wiosennym zapowiedziano tylko dwie musicalowe premiery, w tym jedną śpiewogrę na dwóch aktorów. - Ludzie naprawdę nie mają pieniędzy - mówi "Gazecie" Steve Raiff, jeden z producentów broadwayowskiej inscenizacji "Przysięgi Ireny" o Polce ratującej Żydów podczas Zagłady. - Zadzwoniłem do jednej z producentek, powiedziała, że musi sprzedać dom i biżuterię, by się utrzymać na przyzwoitym poziomie.

Załamał się też niemiłosiernie pompowany od dekady rynek sztuki współczesnej. Według telewizji MSNBC najważniejsze jesienne aukcje domów Sotheby's i Christies przyniosły od 50 do 60 proc. mniejsze zyski od spodziewanych. W efekcie obydwa domy aukcyjne zwolniły co dziesiątego pracownika swoich oddziałów w USA.

Domy wydawnicze przeprowadzają masowe zwolnienia, a jedyny niemalejący sektor tego rynku to książki i albumy fotograficzne, których druk i marketing opłacą sobie sami autorzy - na ogół bogaci półamatorzy.

Nikt nie chce ryzykować

W Nowym Jorku wstrzymano inwestycje budowlane o wartości 5 mld dol., w tym budowę 74-piętrowego apartamentowca projektu Jeana Nouvela tuż obok MoMy, który - zdaniem krytyków architektury - byłby najciekawszym wzbogaceniem panoramy Manhattanu od czasu wzniesienia Chrysler Building w 1930 r. Nie wiadomo, czy Whitney Museum rozpocznie budowę nowej siedziby na dolnym Manhattanie projektu Renzo Piano, a Nowojorska Biblioteka Publiczna da zielone światło rozbudowie swojej siedziby według projektu sir Normana Fostera.

- Niepokój o przyszłość przekłada się na niechęć do podejmowania artystycznego ryzyka - mówi Randall Bourscheidt z Sojuszu na rzecz Sztuki. I tak np. The Metropolitan Opera zrezygnowała z inscenizacji "Duchów Wersalu" współczesnego amerykańskiego kompozytora Johna Corigiliano na rzecz frekwencyjnie pewniejszej "Traviaty" Verdiego.

W kinie komedie, w muzyce optymizm

A Hollywood? Stracił co prawda potężnych inwestorów - jak banki Merril Lynch czy Lehman Brothers - ale zyski ze sprzedaży biletów kinowych były w zeszłym roku tylko o 1 proc. niższe niż w 2007. Jednak recesja wpłynie na repertuar. Studia kupują na pniu scenariusze eskapistycznych komedii, a jednocześnie zamykają swoje filie (jak należące do Warner Bros. Picturehouse i Independent Pictures), które produkowały ambitne filmy niskobudżetowe. Także dystrybutorzy tracą zainteresowanie "alternatywą" - wygląda na to, że najciekawsze filmy tegorocznego festiwalu kina niezależnego w Sundance łatwiej będzie zobaczyć w Warszawie niż w Nowym Jorku.

Sprzedaż DVD z filmami spadła w zeszłym roku po raz pierwszy od wprowadzenia ich na rynek przed 11 laty, ale zyski Netflix - najpopularniejszej internetowej wypożyczalni DVD (miesięczne członkostwo od 5 dol.) - podskoczyły w ostatnim kwartale aż o 45 proc. Powody do optymizmu ma także przemysł muzyczny: w zeszłym roku zyski ze sprzedaży plików muzycznych w internecie (ok. miliarda transakcji) po raz pierwszy niemal wyrównały straty związane ze spadkiem sprzedaży kompaktów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':