Maja Szymanowska: „Opowiedz mi o deszczu” to historia Agathe Villanova, feministki, która postanawia zostać politykiem. Agathe to pani ? Agnes Jaoui: Jeśli chodzi o jej program wyborczy i przekonania, to tak. Ale jeśli chodzi o jej zachowanie, nie. Też chciałabym, żeby wszyscy ludzie byli za równością płci, żeby nie było rasizmu, a wszyscy byli hojni, uprzejmi i solidarni. Ale wszystko jest na odwrót: jak ten tytułowy deszcz, choć akcja filmu rozgrywa się na południu Francji, gdzie deszczu być nie powinno.
Polityków zwykle się krytykuje. Pani pokazuje ich pozytywne strony. - Spotkałam wielu polityków, kiedy zaangażowałam się w obronę praw artystów bez kontraktów. Boję się, że chętnych do polityki będzie coraz mniej, bo ta profesja straciła reputację. Boję się, że zawładną nią wariaci i ideolodzy. Wolę więc okazać wsparcie tym, którzy wybrali tę niewdzięczną pracę. Myślę o politykach niższego szczebla, tych z urzędów lokalnych pracujących po 16 godzin dziennie. To ludzie, którzy po prostu wierzą w demokrację.
Znana jest pani z lewicowych opinii, ale broni także Nicolasa Sarkozy'ego. - Ja go nie bronię, ale kiedy podejmuje decyzję, które popieram, nie będę się z tym kryła. To pierwszy prezydent, który wprowadził tyle kobiet do rządu, i to jeszcze emigrantki.
Bohaterka „Opowiedz mi o deszczu” wzbudziła we Francji wiele emocji. - Pewna dziennikarka, która według mnie jest podobna do Agathe, powiedziała mi: "Ależ ona jest okropna!". Agathe jest może trochę sztywna, ale ja ją lubię. Są osoby, które z wiekiem stają się bardziej wierzące, inne bardziej rodzinne, a ja coraz bardziej podzielam ideały feministyczne.
Zwalczam małe przyzwyczajenia, które w nas tkwią. Na przykład na wakacjach po zakończonej kolacji wszystkie kobiety wstają odruchowo od stołu, żeby zacząć sprzątać, a żaden mężczyzna się nie ruszy. Często wściekam się, kiedy obserwuję moje przyjaciółki i ich dzieci. Istnieje kolosalna różnica w wychowaniu dziewczynki i chłopca.
Pani ma dzieci? - Niedawno zaadoptowałam chłopca i dziewczynkę. Od razu wydało mi się, że dziewczynka jest silniejsza i że muszę chronić chłopca. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę i spytałam o to moje koleżanki, większość z nich odpowiedziała, że też tak uważa. Może po prostu kobiety lepiej rozumieją dziewczynki? Choć nie chcemy być traktowane jak podnóżek, to istnieje w nas lęk, że będziemy zbyt ostre w stosunku do swoich mężczyzn. Ja, owszem, awanturuję się, ale i tak gotuję i sprzątam
To, co mnie dobija, to nasze przygniatające poczucie odpowiedzialności. Nie znam mężczyzny, który by zrezygnował z wyjazdu służbowego, dlatego że ma poczucie, że za rzadko widzi swoje dzieci. Podobnie z rodzicami - my, kobiety, mamy wyrzuty sumienia, kiedy nie zadzwonimy do matki czy ojca. Czujemy się nieustannie winne. To mnie uderzyło, kiedy byłam w Brazylii. To tam adoptowałam moje dzieci. Spędziłam tam z nimi miesiąc. Kobiety, które spotykałam w centrum adopcji, chciały od razu, żeby dzieci je polubiły. Mężczyźni nie mieli takich oczekiwań. Dzięki temu mają naturalny autorytet i nie dbają o to, czy dzieci je pokochają, czy nie. Zdrowy egoizm, którego im zazdroszczę.
To, że Agathe jest feministką, sprawia, że nie traktuje się jej jak kobiety, a wręcz jej kobiecość wydaje się podejrzana. Czy ten stereotyp jest we Francji żywy?