http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Samochody płoszą się dziś na widok konia

Rozmawiała Joanna Szczęsna
2011-01-27, ostatnia aktualizacja 2009-01-27 12:31

W czwartek ukaże się "Tutaj", nowy tom Wisławy Szymborskiej. Miał mieć tytuł "Szczegóły". - Nagle jednak wyobraziłam sobie, że jakaś pani X pyta pana Y: "Czy miałeś już w rękach szczegóły Szymborskiej?", i zrezygnowałam - mówi nasza noblistka

Wisława Szymborska
Fot. Paweł Piotrowski
Wisława Szymborska
Rozmowa z Wisławą Szymborską

Joanna Szczęsna: Byłam kiedyś świadkiem, jak na promocji nowego tomiku uznanego poety młody człowiek spytał: „A w jakim momencie pan już wie, że pojedyncze wiersze stworzyły tomik?”. W pytaniu czuło się takie emocje, że było jasne, iż ten młody człowiek pisze wiersze i oczekuje od starszego kolegi praktycznej porady. Ja sobie wtedy uświadomiłam, że mnie też to intryguje. „Chwila” miała 23 wiersze, „Dwukropek” - 17, „Tutaj” - 19. Ale przecież nie chodzi o arytmetykę, tomik poezji to nie powieść, nie pisze się tomików. Na czym to polega, że przychodzi taka chwila i mówisz sobie: „Skończyłam”?

Wisława Szymborska: Joanno droga, masz do czynienia z osobą bardzo niesystematyczną. Żadnymi uchwytnymi regułami w układaniu zbiorku się nie kieruję. Czasem mam ochotę coś jeszcze do zbiorku dodać, a czasem coś z niego wyrzucić. Ale zawsze nachodzi mnie ta chęć w ostatniej chwili, kiedy książka jest już w druku.

A tytuł? W którym momencie się pojawił? I czy od razu wiedziałaś, że to ma być „Tutaj”?

- Nie. Tomik miał mieć tytuł "Szczegóły". Nagle jednak wyobraziłam sobie, że jakaś pani X pyta pana Y: "Czy miałeś już w rękach szczegóły Szymborskiej?". W języku mówionym cudzysłowu przecież nie ma. Zrezygnowałam. Mam natomiast niezły tytuł do zbiorku następnego, o ile oczywiście to i owo zdążę jeszcze napisać.

Jak brzmi?

- "Wystarczy".

Niechętnie, bo niechętnie, ale jednak od czasu do czasu ujawniasz coś z „poetyckiej kuchni”, choć częściej próbujesz wykpić się żartem. Ale wiadomo, że masz notes, gdzie zapisujesz słowa, tematy, z których kiedyś może powstaną wiersze. Które z wierszy w tym tomiku miały takie długie leżakowanie?

- Chyba tylko "Identyfikacja". Kiedyś, sporo lat temu, miałam smutną okazję obserwowania osoby w szoku. Opisałam tę sytuację dopiero teraz, zmieniając trochę realia.

Jakiś czas temu wyznałaś jednak, że od dawna myślałaś o wierszu o Elli Fitzgerald, której jesteś wielbicielką, lecz „skończyło się tylko na napisaniu felietonu”. Ale w końcu nie skończyło się na felietonie i właśnie możemy przeczytać „Ellę w niebie”.

- Cudowna, bezkonkurencyjna Ella... Gdyby rzeczywiście znalazła się w niebie, przypuszczam, że chóry anielskie usiłowałyby ją stamtąd wygryźć.

W wierszu „Nieczytanie” przywołujesz Marcela Prousta, do którego dzieł „nie dodają w księgarni pilota” i który „Podobno pisał w łóżku całymi latami./Kartka za kartką,/z ograniczoną prędkością./A my na piątym biegu...”. I jeszcze: „Żyjemy dłużej,/ale mniej dokładnie/i krótszymi zdaniami”. Poza czasem ponoblowskiego zamieszania tobie udaje się chyba żyć we własnym, niespiesznym rytmie, nie zaś „na piątym biegu”.

- Zamęt i związany z nim brak skupienia jeszcze dosyć często mi się zdarza. Ale już nie "na piątym biegu". Zresztą określenie to nie bardzo mnie dotyczy, bo nie mam samochodu. Kiedyś Tuwim pytany, dlaczego nie jeździ na nartach, odpowiedział: "Narty są dla narciarzy". Ja mogłabym odpowiedzieć podobnie. Samochody są dla samochodziarzy.

Czy próba zatrzymania człowieka w jego nie zawsze rozumnym pędzie, by na chwilkę zadziwił się nad tym światem, to właśnie rola poezji?

- Od tego między innymi jest literatura. Jednak nie ma ona monopolu na budzenie zdziwień. Przecież zwykłe, powszednie życie bezustannie stwarza do nich okazję. W nauce i technice ciągle coś nowego i zdumiewającego się dzieje. Tyle tego jest, że nie nadążamy. Każdemu kolejnemu wynalazkowi czy odkryciu dziwimy się coraz krócej, nie doceniając jak należy ich niezwykłości. Wydaje mi się, że kiedyś balon braci Montgolfierów budził dużo większą i dłużej wspominaną sensację niż lądowanie ludzi na Księżycu. A tak przy okazji, chciałam cię o coś zapytać. Czy masz kogoś znajomego w Australii?

Mam.

- No to pięknie. Wyobraź sobie, że pewnego dnia dzwoni telefon, odbierasz i słyszysz głos dobiegający z drugiego końca świata. To przecież jest wstrząsające, a jednak już cię nie dziwi. Co więcej, posiadacz tego głosu komunikuje ci, że za chwilę wylatuje do Europy, i prosi cię, żebyś za dwadzieścia parę godzin czekała na niego na lotnisku. I znowu cię to nie dziwi, choć dobrze wiesz, że jeszcze nie tak dawno statki przemierzały tę drogę w kilkanaście tygodni.

To prawda, że coraz mniej nas dziwi w naszym życiu powszednim. Może dlatego wciąż czytamy wiersze? Zresztą przyznam ci się, że niektóre przejawy naszej cywilizacji nie tyle mnie dziwią, ile wprawiają w popłoch, by nie powiedzieć w przerażenie.

- Niestety, tak. W dodatku, o ile nasze zdziwienia trwają krótko, o tyle nasze przerażenia mają charakter długotrwały i bez przerwy trzymają nas w napięciu. Bezustannie jakieś apokalipsy pojawiają się na horyzoncie.

Chyba jednak na tak ponurych myślach nie zakończymy tej rozmowy? Przypomniało mi się coś z dzieciństwa. Wtedy jeszcze na wiejskich drogach konie płoszyły się na widok samochodu. Teraz samochody płoszą się na widok konia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':