http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tutaj, Szymborska, Wisława

Piotr Śliwiński
2009-01-27, ostatnia aktualizacja 2009-01-29 11:23

Szymborska: - Mam niezły tytuł do zbiorku następnego, o ile oczywiście to i owo zdążę jeszcze napisać: ''Wystarczy''. Na zdjęciu poetka na Brackiej w Krakowie. Wrzesień 2008 roku
Szymborska: - Mam niezły tytuł do zbiorku następnego, o ile oczywiście to i owo zdążę jeszcze napisać: ''Wystarczy''. Na zdjęciu poetka na Brackiej w Krakowie. Wrzesień 2008 roku
Fot. Stanisław Rozpędzik / AG

Dziewiętnaście nowych wierszy z tomu "Tutaj" stanowi ciąg dalszy wybitnej twórczości, kontynuuje jej najważniejszą właściwość - spoglądanie na świat z boku, z ukosa, trzecim okiem. Co za ulga, czytać Szymborską

Wisława Szymborska w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej ''Manggha'', 14.02.2008
Fot. Paweł Piotrowski / AG
Wisława Szymborska w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej ''Manggha'', 14.02.2008
Jak czytać poetów największych? Na kolanach? To śmieszne i na dłuższą metę niewygodne. Krytycznie, zaczepnie, demaskatorsko, z nieukrywaną pretensją, że wielcy poeci nie chcą się zmienić, zaskoczyć nas czymś nowym, zboczyć z dawno obranego kursu? To pociągające, bo dzielność naszą wynosi na piedestał. To żenujące, bo pokazuje, że o książkach myślimy w kategoriach wydarzenia, widowiska, dziwowiska, które zajmuje nas stadnie i tylko przez chwilę.

"Tutaj" Wisławy Szymborskiej jest książką wybitną, ponieważ stanowi ciąg dalszy wybitnej twórczości, kontynuuje jej najważniejszą właściwość, spoglądanie na świat z boku, z ukosa, trzecim okiem.



Szymborska po mistrzowsku prześwietla oczywistości, pokazując ich niedostrzegane strony. Zadaje pytania sytuacjom, zachowaniom, wartościom, które zdają się doskonale przezroczyste, pozbawione zagadkowości czy grozy. Są to rzeczy, o które przestaliśmy pytać tak samo, jak wyrzekliśmy się dziecięcych fantazji czy młodzieńczych ambicji. Przestajemy wpatrywać się w niebo, jakbyśmy wszystko o nim wiedzieli albo przestali się czegokolwiek po nim spodziewać. Czas, pamięć, rozstanie, samotność, strach, w końcu przybierają w języku formę zdroworozsądkowych tautologii. Życie to życie, po co je rozumieć, może należy tylko starać się, żeby upływało wolniej i bardziej niepostrzeżenie? Znanym na to sposobem jest obnoszenie się z bezsiłą i absolutyzacja codzienności, w skrócie - powszednia paplanina, której zadaniem jest stworzenie silnej sugestii, że panujemy nad ruchem wskazówek zegara.

Ten porządek, oparty na bezmyślności, Szymborska burzy albo lepiej powiedzieć - rozbiera z przebrań, demontuje jego zwartą konstrukcję, by oswobodzić uwięzioną w nim myśl. Sokratejska ironia, analityczne podejście do przedmiotu, czyli najważniejsze narzędzia służące do ożywienia bezwładnych lub fałszywych poglądów, upodobniają jej wiersze do poezji Herberta. Jednak przy bliższym wejrzeniu pokrewieństwo tych dwóch poetyk okazuje się łudzące: ironia Szymborskiej ani na chwilę nie ustaje w pracy, gdy tymczasem Herbert szuka miejsca, w którym ironista mógłby nareszcie zmienić się w kapłana. W rezultacie ta pierwsza zainteresowana jest głównie w zdobyczach intelektualnych i estetycznych, ta druga zaś stara się wytyczyć jakąś wyrazistą granicę etyczną dla ludzkiej wolności. Pierwsza wierzy w introspekcję, która nie daje się oszukiwać pozorom siły, druga żąda mocy, odwagi, uporu.

Różnica postaw artystycznych odzwierciedla różnicę między czytelnikami obojga poetów. Za Szymborską idą raczej liberałowie, myślący o prawach natury, za Herbertem - konserwatyści wpatrzeni w powtarzalność historii. Łączy ich staromodna w typie inteligenckość, idealizm, odrobinę naiwna, lecz przemyślana i wierna swym zasadom szlachetność. Poprzez tę hipotezę, prowizoryczną i amatorską, próbuję wskazać na zdumiewającą, niemal organiczną przynależność poetki do ważnej tradycji, definiującej literaturę jako odkrywczynię ukrytych, zaniedbanych lub niechcianych prawd. Podobnie Herbert, który świetnie wpisuje się w mitologię prawd fundamentalnych. Za to Miłosz i Różewicz wydają się z różnych względów obcy, choć przecież nie mniej pociągający.

W nowym tomie wierszy Wisławy Szymborskiej - niewielkim, gromadzącym ledwie dziewiętnaście utworów - sceptyczny idealizm, ironiczna naiwność autorki wyrażają się z dobrze znaną swadą. Przynajmniej parę wierszy dorasta do poziomu jej znakomitych osiągnięć.



Na przykład "Kilkunastoletnia", wiersz będący oryginalną peryfrazą przemijania. Myślenie o sobie z okresu młodości zazwyczaj nastraja nas na nutę nostalgiczną. Melodia wspomnień bywa patetyczna, pamięć wypełnia poczucie niepowetowanej straty, choćbyśmy nie wiadomo, co osiągnęli, to i tak bilanse spełnień i rozczarowań wypadają przygnębiająco. Szymborska komplikuje te odruchy: zamiast wzruszenia - obcość, zamiast tęsknoty - wrażenie nieprzekładalności doświadczeń. Bo sprawy mają się jeszcze gorzej, niż zakłada sentymentalny wzorzec wspomnień. Oto upływający czas nie tylko pozbawia nasze ciała urody, a dusze nadziei, lecz tnie na kawałki naszą tożsamość, skraca przyszłość, ale i całemu życiu odbiera ciągłość. Nie jesteśmy w stanie być gwarancją własnego istnienia, jedynie ślady cudzej miłości, w tym przypadku szalik zrobiony przez matkę, mogą nas w nim upewnić. Jest jeszcze pamięć, czyli udręka.

Szymborska, poetka na wskroś pesymistyczna, tym się charakteryzuje, że nie pozwala swoim ciemnościom panoszyć się w wierszu bez reszty. Zakłada, że ciemność jest z gruntu banalna, co oznacza, że ani nie da się jej całkowicie pominąć, ani nie warto na niej całkowicie się skupiać. Poza tym sprawiedliwość wymaga, by widzieć także rzeczy olśniewające, będące dziełem tych samych sił, które życie czynią zjawiskiem zarazem incydentalnym i wiecznym. Przyrodoznawcza lub kosmologiczna perspektywa, którą Szymborska lubi nade wszystko, chroni przed zbytnią rozpaczą, nie dając przeobrazić się introspekcji w egocentryzm i nieskromną wylewność. W błyskotliwym wierszu "Otwornice" znajdujemy tę podwójność jasno zdefiniowaną:

I oto mam przed sobą

dwa widoki w jednym:

żałosne cmentarzysko

wiecznych odpoczywań

czyli

zachwycające, wyłonione z morza,

lazurowego morza białe skały,

skały, które tu są, ponieważ są.



Skały niczego nie zawdzięczają patrzącemu, należą do rzeczywistości bezwzględnej. Oprócz niej mamy jednak do czynienia ze światem snu i wyobraźni, w którym dzieją się rzeczy - i wiersze - ciekawe. Weźmy "W dyliżansie", gdzie dochodzi do spotkania poetki ze Słowackim, albo wiersz "Ella", wyjątkowo uroczy. Tu znowu znajdujemy tę samą Szymborską, którą poznaliśmy dawno Tę samą, to źle, ponieważ artysta winien się zmieniać; tę samą, jak dobrze, bo przywiązaliśmy się do niej, podziwiamy jej inteligencję, pomysłowość, dowcip, dystans, fantastyczny takt, nienaganne maniery.

W niedawno wydanym "Dzienniku dla dorosłych" Stefana Chwina znajduje się parę akapitów poświęconych poetce, naznaczonych życzliwością, ale i odrobiną rezerwy. Chwin pisze, że jej poezja jest nierówna (jakby ktokolwiek umiał pisać równo, ktokolwiek prócz grafomanów), jednak jej szczyty wznoszą się naprawdę wysoko. Najlepsze u niej jest "zdumiewające [ ] połączenie chłodnej mądrości, mrocznej powagi z lekkością słowa, kobiecym ciepłem i duchem żartu". Mimo że w odniesieniu do zbiorku najnowszego spostrzeżenie to nie traci na aktualności, nie da się nie zapytać: czy poecie wolno się powtarzać?

Wiersze zamieszczone w "Tutaj", także najświetniejsze z nich, mają ten sam rodowód co prawie cała twórczość Szymborskiej. Wzięły się ze zmieszania grozy, humoru, wrażliwości i konceptu, nadto - poczucia własnej wartości i świadomości własnych ograniczeń. Mimo upływu lat ingrediencja ta nie straciła swych własności pokrzepiających. Właśnie tak: poezja Szymborskiej, wprawdzie odarta ze złudzeń, krzepi człowieka myślącego, odżywia pewien rodzaj środowiskowej dumy, krzewi zaangażowanie i jednocześnie ironię, daje oparcie tradycyjnie inteligenckiej estetyce, bycie-ku-śmierci redefiniuje jako bycie-ku-światu, rozpaczy nie zezwala na przeobrażenie się w cynizm, goryczy w sarkazm.

Ktoś oczytany, kto jednakowoż cudownym sposobem zacząłby czytać Szymborską dopiero teraz, miałby wszelkie szanse zachwycić się jej inwencją i frazą. Co prawda przy niektórych wierszach ("Zamachowcy", "Nieczytanie", "Vermeer"), a w szczególności przy niektórych nadto skrzydlatych wersach ("Żyjemy dłużej,/ale mniej dokładnie/i krótszymi zdaniami"), pewnie zawahałby się, lecz jeśli nawet, to na moment, bo zaraz inne wiersze i inne frazy popchnęłyby jego zachwyt do przodu. Może pomyślałby: co za ulga, czytać Szymborską, po przeczytaniu kilometrów kwadratowych papieru wypełnionego płodami zblazowania lub bełkotu. Przez przypadek mając na biurku świeżo wydany tom wierszy Dariusza Sośnickiego, znanego poety średniego pokolenia, mógłby też odetchnąć z ulgą, że ideały Szymborskiej wcale a wcale nie rozmijają się z poezją najnowszą, bo w zbiorze tym ("Państwo P.") wiele na te ideały wskazuje.

No tak, ale czy taki ignorant erudyta nie jest z konieczności postacią fikcyjną, realia zaś są inne. Panuje w nich niecierpliwość, grzechem ciężkim artysty jest przewidywalność jego dzieła, podobanie się kulturalnemu odbiorcy to zjawisko wysoce podejrzane. Degradująca presja, wywierana na literaturę przez media i kulturę masową jest tak wielka, że nie da się dłużej mówić starannie ustawionym głosem. Gniewu, dzikości trzeba, Masłowskiej, zgoda.

Jednak oczekiwanie, iż Szymborska zmieni się w Masłowską jest absurdalne. Niepowtarzanie się twórcy jest utopią. Wyżywanie się na poezji od dawna znanej i słusznie cenionej jest łatwizną. Opieranie się rytmowi "wydarzeń" jest psim obowiązkiem recenzenta literatury. Pisanie i publikowanie choćby słabszych wierszy jest świętym prawem wielkiego poety.

''Tutaj'', Wisława Szymborska, Znak, Kraków

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 117 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów