Marcin Wolski - kiedyś satyryk, dziś przede wszystkim członek Honorowego Komitetu Poparcia dla Lecha Kaczyńskiego, doradca prezesa Urbańskiego i przyjaciel "Gazety Polskiej" - już po raz 19. odgrzał w
TVP swoje stare kuplety zwane szopką noworoczną. Były te same motywy co rok temu, podobna scenografia, identyczne rekwizyty, wciąż niezmienne obsesje i podteksty, które mają abonamentowemu widzowi nieść konkretny przekaz: w tym kraju to PiS ma szlachetne intencje, reszta tylko kombinuje.
Tłem dla podsumowania zeszłorocznych rozgrywek politycznych postanowił Wolski uczynić raj, w którym co chwila zdarza się cud, rząd chwalą media i kocha go lud. Ale przecież tylko pozornie, bo brama do prawdziwego edenu pozostaje zamknięta, a przed ojczyzną chude lata. Ścierają się w tym niby-raju dwie podstawowe frakcje - niebieskie postacie PiS i różowa "drużyna z PRL-u", a gdzieś między nimi miota się Platforma. W (k)raju pod jej rządami ciągle wybuchają strajki ("złodzieje, złodzieje" - krzyczą ni stąd, ni zowąd jak na ulicy, wyłamując się z konwencji satyrycznej szopki, pielęgniarki i górnicy),
PZPN triumfuje, Tusk wywiesza białą flagę, a oligarchowie mogą spać spokojnie.
Dostało się "pierwszemu kadrowemu" Grzegorzowi Schetynie za to, że potrafi powstrzymać kibiców szał "z pomocą
policyjnych pał", co jest aluzją do decyzji o aresztowaniu 700 tzw. pseudokibiców podczas zamieszek po meczu Legii z Polonią.
Podobnie jak w szopce ubiegłorocznej Wolski skarykaturował Adama Michnika (umieścił go wśród różowych postkomunistów). Naczelny "Gazety" został przedstawiony jako "kombatant wolności", który staje w obronie pomówionych przez "policjantów pamięci" z IPN i domaga się sądów, co skwitowano włożoną komuś w usta puentą: "Ale ja przepraszam, ten sąd by uniewinnił nawet Judasza". Tradycyjnie oberwała od Wolskiego
Monika Olejnik - ta, co w swojej "kropce nad WSI" dla jednych ma marchew, a dla innych tylko bata. Pojawił się też Lech Wałęsa - jako kapuś, który "nie chciał, choć musiał". Insynuacja goni insynuację i insynuacją pogania.
Nieustraszonym tropicielem kapusiów pozostaje jak zawsze szlachetny Antoni Macierewicz ("kap, kap, kapuś kap, do kariery szansę łap" - śpiewa). To jemu i jego towarzyszom broni - Jarosławowi Kaczyńskiemu, Jackowi Kurskiemu i Zbigniewowi Ziobrze - pozwala Wolski na pocieszenie po "wyborczym pechu" zaśpiewać podnoszącą na duchu pieśń: "Ale nie bój nic, minie jakiś czas, żegna naród ich, znowu wezwie nas". Męczennikiem za prawo i sprawiedliwość okazuje się Zbigniew Ziobro, dla którego jeszcze przyjdzie czas "z woli Boga oraz mas". Sieroty po klęsce wyborczej śpiewają też refren "Chłopaki nie płacą". Czyżby to była satyryczna zapowiedź, że Ziobro nie zapłaci zasądzonej kary na rzecz doktora G.? Albo Kancelaria Prezydenta nie uiści za wyczarterowany samolot?
W szopce nie pojawia się Dalajlama (bo rocznica 25-lecia Nobla mogłaby pewnie przedstawić Lecha Wałęsę w zbyt korzystnym świetle), pojawia się za to amerykański prezydent elekt, który gibie się do niedwuznacznej melodii "Bananowego songu" (w wersji szopkowej "obamowego"). Jak wiadomo, w naszym kraju czarnoskórzy kojarzą się niektórym z bananami - co widać zwłaszcza na piłkarskich stadionach. "Murzynek Bambo w baraku mieszka" - radośnie i rasistowsko zauważa autor-poeta i do roli naszego swojskiego Obamy przymierza w swej szopce wiecznie brązowego Andrzeja Leppera, który smażąc się na solarce, czeka na swój come back.
Biedny jest w tym świecie dobroduszny, acz krnąbrny prezydent Lech Kaczyński, który choć lata do Gruzji, to i tak mu spadają sondaże i wszystko wskazuje na to, że naród prędzej niż jego wybierze "wyszczekaną babę, świra, komucha, a nawet Murzyna". "Czasem nachodzą mnie intencje szczere, żeby drugą kadencję oddać walkowerem, niech Donald pokaże wszystkie cuda świata, ale na sercu mam państwo. I brata" - pieje żałośnie prezydent wszystkich czwartorzeczpospolitowych Polaków.
Puentą do tego jawnie jednopartyjnego teatru tandety są tęskne przemyślenia śpiewane przez szopkowych patriotów: "Za wcześnie na krach, za późno na strach. A ja się wciąż pytam, gdzie Rzeczpospolita wyśniona we snach ".
Po "Szopce w Raju" miał krążyć - wedle zapowiedzi - Wąż Ponton będący uosobieniem prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego. W ostatniej chwili autor musiał usunąć z widowiska tę wybitnie komediową postać swojego protektora, ponieważ wzięła ona udział w innej real-politycznej szopce na Woronicza, przy której ta Wolskiego już całkiem blednie.
"Szopka noworoczna" - TVP 1, 1 stycznia, godz. 00.20