http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Holocaust w Manchesterze

Jerzy Jarniewicz
2008-12-09, ostatnia aktualizacja 2008-12-10 11:12

Swoją nominowaną do Bookera powieścią Howard Jacobson dołącza do grupy wielkich twórców pisanej po angielsku prozy żydowskiej: Philipa Rotha, Bernarda Malamuda, Saula Bellowa

<b>Wieczory kaluki</b>, Howard Jacobson, przeł. Maciej Świerkocki, Cyklady, Warszawa
Wieczory kaluki, Howard Jacobson, przeł. Maciej Świerkocki, Cyklady, Warszawa
Filmy dokumentujące ludobójstwo w nazistowskich obozach zagłady wyświetlano zaraz po wojnie niemieckim cywilom w przekonaniu, że szok, jaki w nich wywołają, położy ostateczny kres szaleńczym mrzonkom o cywilizacyjnym posłannictwie nazizmu.

Takie same filmy pokazywano podczas procesów hitlerowskim przywódcom nie tylko w celu wsparcia aktu oskarżenia, ale także po to, by doprowadzić ich do naocznej konfrontacji z konsekwencjami zbrodniczej ideologii. Oglądanie zdjęć zmuszało oskarżonych do odwracania wzroku.

Tymczasem w tragikomicznej powieści Howarda Jacobsona znalazła się scena, w której kilkanaście lat po wojnie młodzi brytyjscy Żydzi z wypiekami na twarzy oglądają książkę Bertranda Russella "Pod biczem swastyki". Książka ta ma smak owocu zakazanego: rodzice jednego z chłopców wyrwali z niej wkładkę ze zdjęciami, a uszkodzony egzemplarz pewien nastolatek kupił za kilka bezcennych komiksów.

Jacobson irytuje i szydzi, rozśmiesza, przeraża i demaskuje. Nic dziwnego, że jego powieść nominowana do nagrody Bookera, uznana przez wielu krytyków za arcydzieło spotkała się też z oskarżeniami o operowanie stereotypami i kalanie własnego gniazda



Jednak to właśnie ta wkładka interesuje chłopców najbardziej. Fotograficzny zapis losu, który spotkał stosunkowo niedawno Żydów, członków ich społeczności, odbiera chłopcom mowę. Ale zdjęcia te wywołują w nich także inne - wstydliwe - uczucie: podniecają ich. Po raz pierwszy oglądają nagie ciała kobiet, choć zdjęcia nie pochodzą z pornograficznych pisemek - to fotografie z Auschwitz i Buchenwaldu.

"Wieczory kaluki" imponują odwagą drążących myśl pytań, niejednoznacznych, przemilczanych i niewygodnych: przed czym chronili swoje dzieci żydowscy rodzice, którzy wyrwali z historycznej książki fotograficzną wkładkę?

Czy chodziło o zaoszczędzenie nieletnim widoku potwornej zbrodni, której sami mogli paść ofiarą i której cień nadal nad nimi wisiał? A może impuls wynikał z purytańskiej umysłowości, która kazała usunąć z książki zdjęcia uznane za nieprzyzwoite, bo naruszające poczucie skromności?

Erotyzacja Holocaustu jest dziś dość powszechnym zabiegiem, który wykorzystują tacy pisarze jak chociażby Jonathan Littell, autor "Łaskawych".

W "Wieczorach kaluki" Holocaust również dziwnie wiąże się z erotyką. Można więc za Jacobsonem zapytać, czy za tym powiązaniem nie kryje się jakaś dokuczliwa prawda. Czy w relacjach kata i ofiary nie ujawnia się pewna mroczna strona erotyki, na którą odpowiadali wzmożonym zainteresowaniem dojrzewający chłopcy z żydowskiej dzielnicy Manchesteru?

Jacobson dużo ryzykuje, zadając takie pytania i komplikując możliwe odpowiedzi. Czyni na przykład narratora zawodowym kopistą pornograficznych pisemek gejowskich, a potem każe mu opracowywać komiks o erotycznym związku nazistowskiej zbrodniarki z żydowskim więźniem Auschwitz. Zagłada w oczach młodego pokolenia Żydów, którzy jej bezpośrednio nie doświadczyli, była koszmarnym snem, od którego chcieli się uwolnić, ale też wzbudzała w nich dziwną fascynację.

Z drugiej strony w pokoleniu rodziców chęć uchronienia dzieci przed traumatyczną wiedzą o najnowszej historii nie wykluczała tej bardziej tradycyjnej chęci odcięcia ich od wiedzy o seksualności.

Idąc tym tropem, Jacobson nie boi się stawiać najbardziej kontrowersyjnych tez: antysemityzm, nawet w swoim odrażającym i zbrodniczym wydaniu, może wabić. Powieściowy narrator obsesyjnie szuka partnerek życiowych wśród antysemitek, by z powodu swojego pochodzenia doznawać upokorzeń, także w sytuacjach intymnych. Być może robi to po to, by wystawiając się na antyżydowskie ataki, uzyskać status ofiary, nie tyle nobilitujący, ile stawiający go na tej samej płaszczyźnie co pokolenie rodziców, którzy antysemityzmu doświadczyli w innych, trudniejszych czasach.

Młodzi bohaterowie powieści Jacobsona muszą się bowiem zmierzyć nie tylko z emocjonalną niestabilnością okresu dojrzewania, ale też ze skrywaną, choć boleśnie wyczuwalną obecnością niedawnej historii własnego narodu. A także z dojmującym poczuciem wykluczenia ze społeczności ocaleńców.

Jedni, jak narrator powieści Jacobsona, będą szukać związków z "sziksami", które miałyby być "odpowiedzią na kryjącą się w każdym Żydzie potrzebę poniżenia".

Inni będą mitologizować swoją biografię, dopisując do niej rozdziały z epoki Zagłady; jeszcze inni w desperackim porywie spróbują Holocaust odtworzyć na nowo (powieść Jacobsona to historia śledztwa mającego odpowiedzieć na pytanie, dlaczego młody, religijny Żyd z Manchesteru zabił swoich rodziców).

Jacobson nieustannie zderza wątki żydowskie z tym, co poza żydowskość wykracza. Sam autor po zakończeniu pracy nad książką nazwał ją "najbardziej żydowską powieścią, jaką kiedykolwiek napisano". Żydowskość powieści trudno mierzyć, choć w "Wieczorach kaluki" jest ona głównym tematem, którego siła tkwi jednak w tym, że pojawia się zawsze w splocie z tematyką ogólniejszą, uniwersalną. Żydowskość na przemian stapia się z tym, co ogólnoludzkie, to znów, przeciwnie, oddziela się i okopuje na swoich pozycjach.

Ta nieustająca oscylacja sprawia wrażenie, jakby Jacobson próbował wykazać, że - jeszcze - nie sposób pisać o Żydach z pominięciem ich żydowskości. Pojawia się tu ona w najrozmaitszych postaciach i odmianach, od ortodoksji po asymilację, ale w podobnym zróżnicowaniu pojawiają się też postacie gojów, od żydożerców po filosemitów. Są tu goje bardziej żydowscy niż Żydzi i Żydzi bardziej aryjscy niż Aryjczycy. Można odnieść wrażenie, że żydowskość jest kontestowana jako pojęcie wyrosłe ze skompromitowanego esencjalizmu, którego najbardziej rozpowszechnionym przykładem są kulturowe stereotypy.

Erotyzacja Holocaustu jest dziś dość powszechnym zabiegiem



W powieści Jacobsona znajdziemy zresztą imponujący ich przegląd. Teściowa narratora patrzy na niego poprzez przyswojone sobie bezmyślnie antysemickie schematy; ale też sami Żydzi odgrzewają stare stereotypy, tym razem antyirlandzkie, gdy okazuje się, że w ich rodzinie może pojawić się Irlandczyk. U Jacobsona żydowskość jawi się więc jako żywiący się uprzedzeniami i pełniący represyjną funkcję społeczny konstrukt, groźny także dla samych Żydów.

Istnieje jednak pewien wymiar żydowskości, który trudno zlekceważyć - jest nim pamięć zbiorowa o Zagładzie. To ona głębiej niż religia, obyczaje czy nawet więzi rodzinne zakorzenia młodych Żydów w żydowskości. Zgoda, również ta pamięć, która nie pozwala Żydom być "przede wszystkim ludźmi", może być czynnikiem represyjnym. Ale Jacobson jest daleki od tego, by wzywać do zaprzestania pielęgnowania pamięci o Zagładzie. Świadom jest bowiem istnienia rewizjonistów, którzy takie zapomnienie, nie tylko na Żydach, chcieliby wymusić. Jacobson nie ma tu wątpliwości: w obliczu prób kwestionowania Holocaustu nie można w imię realizacji własnej podmiotowości dawać przyzwolenia na wymazywanie historii.

Wśród wielu niebezpiecznych pytań, jakie stawia Jacobson, jest i pytanie o to, na ile Żydzi, pielęgnując postawy ofiarnicze, odpowiadają za swój los; pisarz być może zgodziłby się nawet z tezą Jerzego Kosińskiego o "drugim Holocauście", w który przemienia się żydowska współczesność zredukowana do pamięci o Zagładzie. Powieść Jacobsona nie przynosi pokrzepienia, gdy w zakończeniu proponuje skierowane do Żydów gorzkie słowa: "Sami sobie zrujnowaliście życie".

Nie szuka jednoznacznych rozwiązań, ale ukazuje współczesnych Żydów w trudnym kulturowym klinczu: z jednej strony zdają sobie oni sprawę, że spoczywa na nich obowiązek pamięci, z drugiej - świadomi są, jak bardzo zaborcza może być żydowskość.

Stawiając te pytania, Jacobson irytuje i szydzi, rozśmiesza, przeraża i demaskuje. Nic dziwnego, że jego powieść nominowana do nagrody Bookera, uznana przez wielu krytyków za arcydzieło spotkała się też z oskarżeniami o operowanie stereotypami i kalanie własnego gniazda. Ale przecież podobnie przyjęto wczesne powieści Philipa Rotha.

''Wieczory kaluki'', Howard Jacobson, przeł. Maciej Świerkocki, Cyklady, Warszawa

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów