Powiedział mi wróżbita. Lądowe
podróże po Dalekim Wschodzie
Tiziano Terzani
przeł. Jerzy Łoziński
Zysk i S-ka, Poznań
Ryszard Kapuściński tak pisze w "Lapidarium III" (1997) o Tiziano Terzanim: "florentyńczyk. Od 25 lat mieszka w Azji. Jest korespondentem "Der Spiegel" w New Dehli. Autor świetnych książek reporterskich. Dostałem od niego list:
Nasz zawód ginie, pisze, nowi 'koledzy' stanowią wymienialny gatunek - jutro każdy z nich może zostać maklerem lub pracować na giełdzie, co zresztą wielu z nich rzeczywiście robi. Świat wydaje się coraz bardziej zajęty materialną stroną życia, ludzi interesuje przyjemne spędzenie czasu i różne hobby, a obojętność na wszystko staje się nową zasadą moralną."
Jedenaście lat później na skrzydełku "Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie", pierwszej wydanej w Polsce książki Terzaniego (we Włoszech ukazała się w 1995 roku), znalazła się rekomendacja Kapuścińskiego, który chciał, byśmy poznali tę "wielką książkę", wpisującą się w najlepszą tradycję literackiego dziennikarstwa. To "książka głęboka, bogata, przeniknięta skupionym namysłem". Jest autobiografią reportera jak "Podróże z Herodotem", bo przepowiednia wróżbity z Hongkongu, którą Tarzani usłyszał wiosną 1976 roku ("Strzeż się! Istnieje wielkie ryzyko, że umrzesz w roku 1993. Dlatego nie wolno ci w tym roku latać. Ani razu!"), skłoniła włoskiego dziennikarza do zmiany stylu swojej pracy na rok. Nie było to łatwe, ale jednak okazało się możliwe, mimo że "obecnie statki przewożą tylko towary ( ) Musiałem odepchnąć pokusę, aby zrezygnować z postanowienia - pisze Tarzani - zacząłem więc wszystkim wokół opowiadać o jasnowidzu z Hongkongu i mojej rezygnacji na cały rok z latania. Z jednej strony w ten sposób sam umacniałem się w swej decyzji, z drugiej - zaskarbiłem sobie sympatię zaprzyjaźnionych Tajlandczyków, którzy natychmiast mnie 'rozumieli'. Fakt, że poważnie potraktowałem przepowiednię chińskiego wróżbity, oznaczał, iż przyjąłem ich logikę, zaakceptowałem kulturę Azji."
Choć przestał latać, nie zerwał z zawodem i udało mu się dotrzeć na czas na pierwsze demokratyczne wybory w Kambodży, na otwarcie pierwszej lądowej trasy komunikacyjnej, łączącej
Chiny z Tajlandią via
Birma. W lecie nie zaniedbał corocznych odwiedzin matki, pokonując pociągiem w miesiąc 20 tysięcy kilometrów z Bangkoku do Florencji. A przy okazji, przyjrzał się dokładniej swojemu 55-letniemu życiu.
Jak się potem okazało, ta z pozoru irracjonalna decyzja bardzo się Terzaniemu opłaciła.
Rezygnacja z samolotów przywróciła mu świadomość gigantycznych rozmiarów globu ("Znowu zobaczyłem tę ogromną część ludzkości, o której za sprawą samolotów niemal kompletnie zapominamy ") oraz poczucie niespodzianki i zaskoczenia:
"Wystarczy zrezygnować z samolotów, aby sobie uzmysłowić, jak bardzo zmieniają one perspektywy i proporcje. Tak, zgoda, redukują odległości, co jest bardzo wygodne, zarazem jednak minimalizują wszystko, łącznie z twym pojmowaniem świata. ( ) Tymczasem w rzeczywistości każdy mijany kraj ma własny charakter. Na jego spotkanie trzeba się specjalnie przygotować, trzeba się wysilić, aby poczuć radość podboju".
Przepowiednia uratowała go od katastrofy powietrznej. 20 marca 1993 roku rozbił się w Kambodży helikopter ONZ z 15 dziennikarzami na pokładzie. Wśród nich znajdował się niemiecki kolega, który zajął jego miejsce.
Ale nie wszystkie przepowiednie okazały się tak trafne - Tarzani nie dożył 84 lat, jak mu wróżył jasnowidz z Hongkongu, ani 78, które przepowiadał mu wróżbita z Bangkoku - zmarł na raka w 2004 roku, mając 66 lat.
Napisał 10 książek, m.in. o Wietnamie, o Chinach, o Kambodży za panowania Czerwonych Khmerów, gdzie od śmierci uratował go uśmiech: "- Jestem dziennikarzem, nie zabijajcie mnie Poczekajcie na jakiegoś oficera politycznego, niech on zdecyduje - i wymachując paszportem, bez przerwy się uśmiechałem ( ) 'Jeśli ktoś mierzy do ciebie z karabinu, uśmiechaj się', powtarzałem odtąd dzieciom; zdaje się, że to jedna z nielicznych lekcji życiowych, jakie mogłem im przekazać z czystym sumieniem." (Jakże to zdarzenie - wspominane przez Terzaniego - przypomina przypadek Kapuścińskiego, który także uśmiechem rozbroił żołnierzy mających go rozstrzelać).
Latem 1991 roku Terzani odbył podróż po republikach rozpadającego się ZSRR, od wyspy Sachalin po Moskwę, co opisał w książce "Buonanotte, signor Lenin!" (1992). Jakże ciekawe byłoby porównanie tej wizji Terzaniego z "Imperium" Ryszarda Kapuścińskiego. Miejmy nadzieję, że poznamy ją dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka, które właśnie reaktywowało znakomitą serię "Naokoło świata", jaka w latach 1956-1994 (ok. 200 tytułów) ukazywała się w Iskrach. I w przekładzie Jerzego Łozińskiego, filozofa znanego z "Lapidariów" Kapuścińskiego, który świetnie przetłumaczył "Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie" Terzaniego.
"Tiziano i Kapuściński spotkali się w życiu raz albo dwa razy, ale pisali do siebie kilkakrotnie krótkie listy. Tiziano go bardzo podziwiał - wspominała w lutym 2007 roku żona włoskiego reportera Angela Terzani (www.bezgranic.net.pl). - Kiedy Tiziano umarł i Stowarzyszenie Vicino/Lontano z Udine zdecydowało się zorganizować konkurs literacki poświęcony Terzaniemu, Kapuściński zgodził się od razu być członkiem jury. Przypominam sobie pierwsze spotkanie z nim, w maju 2006 roku w Udine, kiedy Kapuściński objął mnie, jakbym była żoną jego wielkiego przyjaciela i powiedział o Tizianie rzeczy przepiękne. Uznawał w nim sobie podobnego, zarówno pod względem sposobu widzenia świata, jak i w pasji odkrywania świata, wykraczającej poza dziennikarską ciekawość. Myślę, że zbliżał ich fakt, że byli indywidualistami niezwiązanymi z żadną grupą czy partią, byli całkowicie osamotnieni w swoich poszukiwaniach. A w ostatnim okresie życia zbliżała ich wewnętrzna, głęboko ukrywana melancholia, bo po tylu nadziejach i bataliach, świat nie stawał się lepszy.
Kapuściński mi wtedy powiedział, że kiedy w Polsce brakowało wolności słowa, ta wolność była najwyższą wartością, dziś natomiast, kiedy jest wolność, wykorzystuje się ją, aby się wzbogacić, a nie tworzyć rzeczy piękne oraz nowe idee.
Taką samą dyskusję można było przeprowadzić z Tiziano."