http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Paweł Chochlew: Nie jestem amatorem

Paweł Chochlew
2008-12-04, ostatnia aktualizacja 2008-12-03 19:45

Większość dziennikarzy, polityków, księży, urzędników, którzy chętnie spaliliby mnie na stosie za rzekome antypolskie zapędy, zapewne w ogóle nie zna mojego scenariusza. A ja dysponuję dowodami na poparcie każdej tezy zawartej w scenariuszu - pisze Paweł Chochlew, reżyser "Tajemnicy Westerplatte"

Twórcy filmu
Fot. Robert Kowalewski / AG
Twórcy filmu "Tajemnice Westerplatte" - Paweł Chochlew, reżyser i Jacek Lipski...
W ostatnim czasie w "Gazecie" ukazały się trzy rozmowy, w których jest mowa o mnie i moim filmie "Tajemnica Westerplatte". Reżyser Władysław Pasikowski, minister Bogdan Zdrojewski i szefowa PISF Agnieszka Odorowicz wypowiadają swoje opinie na ten temat. Pragnę zauważyć, że przy okazji wielokrotnie mijają się z prawdą.

W wywiadzie z Pasikowskim czytam, że jestem kompletnym amatorem. Wielu wybitnych twórców kina światowego (np. Tarantino) przychodziło do filmu dosłownie znikąd. Ja jednak do kategorii kompletnych amatorów się nie zaliczam. Jestem absolwentem PWSFTViT na wydziale aktorskim. W trakcie studiów wyreżyserowałem przedstawienie teatralne na deskach szkolnego teatru. Przez kilka lat grałem w Teatrze Syrena. Pracowałem w serialach jako aktor. Do dziś mam na koncie osiem scenariuszy filmowych i serialowych. Nakręciłem niezależny film fabularny, który pokazałem na festiwalu w Los Angeles, gdzie pisma branżowe ciepło go przyjęły. Pracowałem przy serialu i filmie fabularnym dla Polsatu jako II reżyser.

W wywiadzie z ministrem kultury czytam, że projekt filmu "Tajemnica Westerplatte" fałszuje historię. Dysponuję opiniami historyków zamówionymi przez PISF, z których jasno wynika, że scenariusz został oparty na prawdziwych wydarzeniach. Większość dziennikarzy, polityków, księży, urzędników, którzy chętnie spaliliby mnie na stosie za rzekome antypolskie zapędy, zapewne w ogóle nie zna mojego scenariusza. A ja dysponuję dowodami na poparcie każdej tezy zawartej w scenariuszu, bo dotarłem do dokumentów, których wcześniej prawie nikt nie znał.

Dlaczego to ja, filmowiec "amator", muszę być katalizatorem dyskusji, co na Westerplatte się naprawdę wydarzyło? Przecież już dawno powinni to załatwić historycy. W Polsce spraw tak rozgrzebanych, niezałatwionych jest niestety wiele. Jednak wielu rodaków woli zajmować się podcinaniem skrzydeł i kopaniem dołków. Prywata, zawiść, egoistyczne interesy różnych grup doprowadziły do tego, że w 70. rocznicę wybuchu wojny nie będziemy mogli, my, Polacy, pokazać w kinie, że to stało się w Polsce. Że my pierwsi powiedzieliśmy NIE Hitlerowi. Filmy o Papieżu kręcą Włosi, Amerykanie i Bóg wie kto jeszcze, o "Solidarności" - Niemcy, o bitwie pod Grunwaldem - Litwini.

Dlaczego gdy dostałem dotację, kiedy zebraliśmy budżet, kiedy Allan Starski narysował scenografię, kiedy zebraliśmy ekipę, obsadę, kiedy przystąpiliśmy do prób - dlaczego nikt wówczas nie mówił: "amator"? Przecież to nie była tajemnica. A środowisko jest malutkie.

Proponowaliśmy ten film różnym reżyserom. Gdy za moją namową producent udał się do pana Pasikowskiego, został przez niego wyśmiany. A teraz skandal! Amator bierze pieniądze podatników (kolejne kłamstwo) i chce stanąć przed kamerą! Tylko że ten amator dzięki promesie od PISF na 3,5 mln zł zdołał zebrać dalszych 10,5 mln zł. Gdyby wszyscy w tym kraju tak podchodzili do swojej pracy, bylibyśmy potęgą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':