NIECH TO NIE BĘDZIE SEN
DANIEL ODIJA
Wydawnictwo Literackie, Kraków
„Pierwsza po pięciu latach od ukazania się »Tartaku « powieść Daniela Odiji” - to hasło reklamujące najnowszą książkę słupskiego pisarza. Dziwny slogan. Jest w nim zawarta supozycja, jakoby „Tartak” był wielkim wydarzeniem literackim, po którym nastała dokuczliwa cisza, a tak przecież nie było.
Wspominam o tym, ponieważ chcę powiadomić o kłopocie, jaki mam z prozą Odiji. Zawsze sądziłem, że jest to pisarstwo na swój sposób solidne, ale dalekie od jakkolwiek rozumianej zjawiskowości czy wybitności. Lektura "Niech to nie będzie sen" w pełni potwierdza to rozpoznanie. Wydaje się, że jest to powieść napisana na miarę możliwości pisarza - ani porywająca, ani słaba.
Zastanawia to, iż w krótkim czasie ukazuje się trzecia powieść o życiowym i artystycznym bankructwie napisana przez prozaika tej samej generacji. Dwa miesiące wcześniej poznaliśmy Roberta, jednego z bohaterów "Senności" Wojciecha Kuczoka, przed miesiącem pojawił się Grzegorz z "Gestów" Ignacego Karpowicza, teraz mamy Adama. Każdy z nich jest pisarzem w dołku. Cała trójka w okolicach czterdziestki orientują się, że ich dotychczasowe życie, zwłaszcza osobiste, było pomyłką. Toż to epidemia!
Różnica sprowadza się do tego, że Kuczok i Karpowicz pogrążonych w depresji i niemocy twórczej bohaterów uśmiercili, podarowawszy im chorobę nowotworową, Odija natomiast nie tylko pozwolił swojej postaci żyć, ale i pojednał Adama ze światem. W finale czytamy: "I nie było już żadnej rzeczy, której Adam by żałował. Jak swobodnie szedł, tak swobodnie siedział, oddychał lekko i na nic nie czekał. Po prostu był".
Co się wcześniej stało i jak doszło do uzdrowienia? Niewiele wiemy o Adamie Nowaku jako pisarzu. Opublikował dwie dobrze przyjęte książki, a kolejnej nie potrafi dokończyć. Sporo zaś wiemy o bohaterze jako - by tak rzec - człowieku rodzinnym. Szczerze kochał swych nieżyjących rodziców oraz młodszego brata, który zapadł na chorobę umysłową i popełnił samobójstwo. Uwielbiał swoją żonę Ewę, lecz ta rzuciła go dla innego. Łatwo się domyślić, że dla chama z pieniędzmi. Dorośli synowie Adama zlekceważyli go. Chudy literat poniósł klęskę na każdym polu.
Na wiosce zabitej dechami został domek po rodzicach. Adam wraca na stare śmieci, rozkoszuje się przyrodą (mamy pełnię lata). Wszechwiedzący narrator przedstawia najbardziej malowniczych mieszkańców wsi i ich sprawy. Sam Adam głównie wspomina - dzieciństwo spędzone na wsi, rodziców i krewnych, przeróżne zdarzenia z udziałem wioskowych ekscentryków. Analizuje także swoją porażkę małżeńską i klęskę ojcostwa.
Pozostawiony sam sobie, pogrążony w depresji bohater ma kłopoty z odróżnieniem jawy od snu. Stąd tytuł powieści - Adam chce, aby jego halucynacje (zawsze przyjemne) stały się realnością.
Nie jest do końca jasne, co uleczyło Adama. Kontakt z przyrodą? Przyglądanie się prostym ludziom i ich prostemu życiu? Praca fizyczna przy remoncie domu? A może ciągłe wspominanie starych, dobrych czasów? Tak czy owak, mamy happy end.
Ta prosta historia byłaby nawet sympatyczna, gdyby nie refleksyjno-filozoficzne aspiracje pisarza. Aforyzmy Odiji są po prostu nieznośne. Kilka przykładów: "Ciężko udawać twardziela, gdy szczęście i miłość, jakie do tej pory znaliśmy, okazały się fałszywe"; "Czasami nieszczęście innych pomaga dostrzec własne szczęście"; "Mężczyzna, któremu kobietę ukradł drugi mężczyzna, niewart jest szacunku".
Wracam do sprawy trzech powieści, które łączy wspólny bohater, naciągana prostota, melodramatyzm i kicz. Trudno ustalić, skąd się wzięły te ponadindywidualne skłonności. Nie chcę powiedzieć, że to kwestia metryki pisarzy, że cała trójka znalazła się na zakręcie i dała temu wyraz w powieściach. Skłaniam się ku przypuszczeniu, że to problem artystyczny. Pisanie o nieudacznikach rozpamiętujących przeszłość to łatwizna podszyta fałszywą intuicją, iż rzekomo czytelnicy czekają na proste opowieści wydarte życiu. O samotności, nieudanych związkach, depresji i podobnych przypadłościach.
Źródło: Gazeta Wyborcza