W jednym z ostatnich telewizyjnych spektakli Łazarkiewicza - zrealizowanym trzy lata temu według dramatu Krzysztofa Bizia "Fotoplastikonie" - XIX-wieczna szczecińska kamienica była lustrem, w którym odbijały się losy kolejnych polskich pokoleń. W "0_1_0" zdaje się obowiązywać właśnie zasada fotoplastykonu - tego "prawie" kina, które uwodzi serią obrazów-zbliżeń, ale jednocześnie nie ukrywa, że "ruch" jest tylko udawany.
Pomysł, by według tekstu Bizia "Generacje" realizować film, wydawał się szalony. Żywiołem szczecińskiego autora jest przecież monolog, dramat słowa, który akcję, przestrzeń ogranicza do minimum (tak wystawiał go m.in. w łódzkim Teatrze im. Jaracza inny filmowiec Wiesław Saniewski). A jednak w tym właśnie widzę odważny, reżyserski gest: rezygnacja z pogłębionej psychologii, z filmowej story każe oglądać "0_1_0" inaczej.
To kino, które odsłania szwy, pozwala zanurzyć się w kolejne epizody, a jednocześnie do końca stawia widza na zewnątrz. Sens kryje się nie tylko w tym, o czym się tu mówi, ale może przede wszystkim - jak.
"Kochanie, czy do ciebie naprawdę nic nie dotarło?" - pyta jakby zamroczonego męża Maria Peszek. "Przecież ty jesteś martwy!". Kapitalny, finałowy epizod - zapowiedziany już na początku - wydaje się tu kluczem: w "0_1_0" realizm zostaje od początku zawieszony. Skoro żona rozmawia całkiem serio ze zmarłym mężem ("wiesz, jaki status ma w dzisiejszym świecie wdowa?"), by razem z nim na koniec spojrzeć prosto w kamerę, czy można traktować ten świat dosłownie?
Kłótnie jak tango Bohaterowie kolejnych siedmiu epizodów w milczeniu mijają się tu na ulicy, bez słowa siedzą obok siebie na ławce przy plaży w Orłowie. Gdynię oglądamy z perspektywy pasażera taksówki, nadmorskiego strażnika, z lotu ptaka. Ale z tego realistycznego, "otwartego" świata Łazarkiewicz co chwilę przenosi postaci do zamkniętych pomieszczeń, gdzie prowadzą swoje przerysowane, damsko-męskie podchody i wojny.
Wśród tych kilkunastu bohaterów są m.in. dobrze ustawiony prawnik (Rafał Maćkowiak), który chce zabrać dziewczynę (znakomita Julia Kijowska) na branżowe party; zazdrosny o żonę (nominowana do Nagrody im. Cybulskiego Małgorzata Buczkowska) inwalida, który kiedyś, jadąc z kochanką, wjechał w drzewo; mężczyzna z tajemniczą przeszłością (Tomasz Tyndyk), którego uwodzi jego miłość sprzed lat (Maria Seweryn). Rozmawiają i krzyczą, wiją się, czasem szarpią. Bodaj najlepsi aktorzy swojego pokolenia grają przesadnie, na granicy szarży. Walczą na słowa, przerzucają się dramatycznymi historiami z przeszłości. Forma przytłacza treść - jakby odgrywali przed sobą i widzami miłosne tango: od nienawiści do miłości, od wściekłości do czułości. Reżyserski cudzysłów jest tu oczywisty. Ale czy podobnie efektowne, nienaturalne spektakle nie rozgrywają się w naszych wygładzonych i mieszczańskich domach na co dzień?
„W tym mieście jest przeludnienie!” Drażniąca z początku "teatralność", którą często się "0_1_0" zarzuca, jest zabiegiem świadomym: skondensowana, "taneczna" forma tak naprawdę odzwierciedla mentalny i językowy kod bohaterów. To oni potrafią porozumiewać się jedynie w systemie zero-jedynkowym - częstują się tragicznymi opowieściami o zgwałconej matce, prowadzą perwersyjną grę z męską prostytutką (zemsta na mężczyznach), noszą na rękach ślady samobójczych prób. Każdą rozmowę zmieniają w spektakl, sami wprowadzają się w trans. A przecież grają świadomie. "Czekaj, czekaj, luz - może trochę przesadziłam" - wycofuje się Maria (Magdalena Popławska), gdy w zabawie z wynajętym chłopakiem posuwa się za daleko.
Nie traktuję "0_1_0" jak portretu pokolenia 30-latków, nowych "Egoistów" - film Łazarkiewicza pokazuje, że taki portret nie jest dziś możliwy. A jednak jest w jego obrazie coś, co dotyka nerwu współczesności - to uchwycona w biegu pogoń za ekstazą. Uzależnienie od stanów, relacji, słów skrajnych: nieporadny bunt wobec mieszczańskiej nudy, banału codzienności. "Poszedłeś na rozmowę o pracy?" - pyta w filmie żona (Marta Chodorowska). Mąż (Rafał Mohr) rzuca odpowiedź z innej bajki: "Przeludnienie. W tym mieście jest przeludnienie!".
"Kto z nas umrze tej nocy?" Jest również w "0_1_0" inna perspektywa. Leitmotivem (trochę może nadużywanym) okazuje się powracający w retrospekcjach i rozmowach samochodowy wypadek. Nadciąga huragan, na plaży leżą mewy. Jednemu z bohaterów umiera ojciec, innym zabiła się kiedyś matka. "Nie będę trumną, w którą złożą jego twarz" - pisze na internetowym portalu tajemnicza dziewczyna w bieli o byłym chłopaku narkomanie, gdy w tle oazowa grupka śpiewa "Jezus jest the best".
W podszytym śmiercią filmie Łazarkiewicza od początku powraca nie katastrofa, ale przeczucie prywatnego "końca świata". "Kto z nas umrze tej nocy?" - pyta w audycji radiowy DJ, przywołując swą niecodzienną zabawę w przypatrywanie się ludziom. "Mogę cię zapewnić, że nikt nie zauważy, kiedy przestaniesz chodzić po ulicach" - mówi żonie mąż: ten sam, któremu przeszkadza w Gdyni przeludnienie.
Pozornie zduszony, konceptualny "0_1_0" paradoksalnie ma w sobie dużo powietrza i oddechu - przesadnie poważne rozmowy rozładowuje groteska albo czarny humor, uwodzi
muzyka Antoniego Łazarkiewicza i jego piosenki. Ale jest w filmie coś więcej - jakiś dyskretny naddatek, spojrzenie "z góry", trudny do nazwania spokój.
Niesie go zwłaszcza postać strażnika na plaży, którego gra magnetyczny, jakby akceptujący rozedrgany świat Marcin Kęszycki z Teatru Ósmego Dnia - to on ratuje mewy, nie pozwala kraść złomu, a w scenie burzy składa swoją budkę, wyłącza telewizor i światło. W finale żegna się też - ze słuchaczami? z widzami? - grany przez Wiesława Komasę dziennikarz: zdejmuje słuchawki z wyrazem twarzy człowieka, który musi odpocząć.
Kończy się spektakl? Tak, ale nie tylko: skończyć się może w każdym momencie.
0_1_0
reż. Piotr Łazarkiewicz
Polska 2008, dyst. Gutek Film