http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wszyscy święci od tanga

Magdalena Felis
2008-11-07, ostatnia aktualizacja 2008-11-07 08:21

Razem z dokumentem "Café de los Maestros" wyszła płyta z prawie 30 najważniejszymi tangami w historii

"Jak wiadomo, słynny gitarzysta Compay Segundo z Buena Vista Social Club istniał od zawsze. Ale ludzie poznali go dzięki Ryowi Cooderowi" - mówił w jednym z wywiadów dwukrotny laureat Oscara za muzykę Gustavo Santaolalla. To on - na emigracji w Stanach, a wcześniej w Argentynie - produkował latynoskich muzyków i ich dźwiękami zaraził świat.

On też w 1984 r. - 15 lat przed "Buena Vista..." Wima Wendersa - wpadł na pomysł, by zebrać w jednym studiu największych mistrzów tanga. Jeździł po Argentynie razem z Leonem Geico, nagrywał ludowych artystów i stworzył płytę, która do dziś pozostaje białym krukiem - "De Usuahia a la Quiaca".

Muzyczno-filmowy projekt "Café de los Maestros" nie jest więc kolejną wersją "Buena Vista Social Club", ale zwieńczeniem pracy sprzed lat. Dzięki Santaolalli w jednym studiu w listopadzie 2003 r. spotkali się wszyscy żyjący Maestros, by nagrać płytę i wystąpić na pokazanym w filmie paryskim koncercie.

Po raz ostatni. Kilka godzin przed nim zmarł bandeonista José Pepe Libertella (rocznik 1933). Nie żyje też Carlos Garcia (1914), klezmer, ceniony kompozytor i dyrygent, który w dokumencie zza wielkich okularów sprawdza aranżacje i z niedowierzaniem mówi: "Mogę sprawdzić, jak to zostało napisane? Mam wrażenie, jakbym nie ja to skomponował".

Muzyka burdeli i slumsów

- Nie mogę uwierzyć, że tu jestem, że śpiewam - wyznaje w filmie skromna, czarnoskóra Lagrina Rios z Urugwaju. Już dawno zostawiłam ten świat. Ci starzy, a wciąż pełni pasji muzycy, których Santaolalla zbiera, w Polsce są nieznani, ale w Argentynie obrośli legendą.

Gdy śpiewak Juan Carlos Godoy na stadionie obstawia konie i coś nuci, wyłapuje go wielbiciel sprzed lat: "Nikt nigdy tak nie śpiewał!". Magnetyczną Virginię Luque (r. 1927), która nawet w studiu mówi i zachowuje się jak unosząca się nad ziemią gwiazda, na scenie od razu poznają tłumy - dla Argentyńczyków jest przede wszystkim aktorką, ponadczasowym uosobieniem kobiecości. Marilyn Monroe z Buenos Aires.

Wszyscy oni okres największej sławy przeżywali w latach 40. i 50. - złotym okresie tanga. Wtedy właśnie tango, na początku XX wieku uznawane za taniec nieprzyzwoity i potępione przez papieża Piusa X, wyszło z podziemia, czyli - jak mówiono - z burdeli i slumsów.

Trochę dzięki polityce - specyficzną opieką otoczył wtedy tango Juan Domingo Perón, który faworyzował muzykę klasy średniej, by zjednać sobie swój elektorat. Ale kiedy w 1955 r. jego miejsce zajęła wojskowa junta, tango znów stało się źle widziane. Muzyków (i często zwolenników Peróna) prześladowano i więziono bez powodu, w latach 60. i 70. kluby tanga były często kontrolowane przez policję. Nawet rock and roll wydawał się władzom mniej podejrzany.

Tango z brudną duszą

Nikt już jednak tanga nie mógł zabronić. - Buenos Aires to jedyne miejsce, gdzie tango było wszędzie, gdzie muzycy nie bali się ryzykować, bo nie mieli nic do stracenia - wspomina w filmie José Pepe Libertella. Od początku zresztą w tango wpisana była wielonarodowość - narodziło się przecież w rejonie Rio de la Plata, u zbiegu dwóch rzek - Parany i Urugwaj - nad którymi leżą Montevideo i Buenos Aires (stąd obecność w filmie Urugwajki Rios - śpiewaczki "z drugiego brzegu").

Widać w tej muzyce połączenie hiszpańskiej habanery i flamenco z candombe - tańcem afrykańskich niewolników z Urugwaju. Bóg tanga Carlos Gardel (rocznik 1890) był Francuzem, a obecny w filmie i na płycie Ernesto Baffa (r.1932) - wirtuoz bandeonu - to dziecko włoskich emigrantów. Baffa minął się z Gardelem (wielki śpiewak zginął w katastrofie lotniczej w 1935 r.), ale przez wiele lat był ukochanym uczniem legendy tanga, wielkiego Anibala Troilo.

W zespole bandeonisty Gabriela Chula Clausiego grał inny potomek włoskich emigrantów z Mar der Plata, młody Astor Piazzolla. A wśród wielbicieli pianisty Horacio Salgána, który jako 14-latek występował z największymi w swoich słynnych krótkich spodenkach, był sam Artur Rubinstein.

Ale tango nigdy nie weszło w tradycyjny sposób na salony. "Żeby je grać, trzeba mieć brudną duszę" - mówił "Gazecie" Santaolalla. "Co da ci gra, gra ci odbierze" - kończy swoją opowieść o chevrolecie kupionym za pieniądze z hazardu, który zgniotło walące się drzewo, uzależniony od wyścigów konnych Godoy. Jakby mimochodem wspomina się w filmie dawne, mocno zakrapiane alkoholem zabawy i zadymione kafejki, które dla muzyków były prawdziwym domem. Trochę niebezpiecznym, trochę perwersyjnym. Gdy Atilio Stampone został zaproszony przez wielkiego Pedro Maffię do kabaretu, ojciec Stampone bał się, że chłopak wpadnie w złe towarzystwo. Zgodził się, ale pod warunkiem że Maffia będzie syna osobiście odprowadzał do domu zaraz po występie.

Bunt nie nadchodzi

Starzy Maestros wciąż jednak zdają się mieć coś z niegrzecznych chłopców i dziewczyn. Mają od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu kilku lat, ale nie brakuje im ani biegłości, ani temperamentu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ich orkiestra - wbrew klasycznym wzorom - złożona jest z samych solistów. W niezachwianych unisonach, karkołomnych rytmicznie przebiegach czuć podskórny niepokój. Czekamy na bunt, który jednak nie nadchodzi.

"Będziemy nagrywać tylko raz!" - rzuca w studiu Luque, której matowy głos niby się zestarzał, a przecież brzmi tak, że rozrywa trzewia. Tę niepowtarzalność słychać na całej płycie. "Un cielo para los dos" to spontaniczny duet, do którego Lágrima Rios (r. 1924), diwa z Montevideo, zaprosiła w trakcie nagrania Santaolallę (r.1951). "Chiqué" to z kolei spotkanie Baffy z gitarzystą Ubaldo de Lio (r. 1929) - niemożliwy kiedyś dialog muzyków z dwóch zupełnie różnych szkół tanga. Rozkoszny chaos "Al maestro con nostalgia" tylko pozornie nie trzyma się batuty, a w zachwycającym "Pa'la Guardia" skrzypce prowadzą czuły, dziwnie lekki dialog z bandeonem.

W większości utworów pojawia się też 32-letni Javier Casalla - znany z Bajofondo Tango Club Santaolalli wirtuoz skrzypiec, który z pokorą wpatruje się w swoich mistrzów, jakby chciał wyczytać z nich tajemnicę.

Czy świat z "Café de los Maestros" to przeszłość czy teraźniejszość? 84-letni Alberto Podesta do dziś daje trzy-cztery koncerty w tygodniu, zabawnie brzmiący tenor Godoy swoją łzawą pieśń "Alba en pena" śpiewa w duecie z Cristóbalem Repetto, młodym wykonawcą tanga w stylu lat 20. i 30., a zamykający album "Taquito militar" to brawurowa mieszanka tanga ze swingującym jazz-bandem. Ta muzyka wciąż dostaje nowe życie. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że - w filmie i na płycie - pewien świat Santaolalla uchwycił w ostatnim momencie.

Magdalena Felis

"Café de los Maestros", Universal Music Group 2008

"Café de los Maestros", reż. Miguel Kohan, USA-Brazylia-Wlk. Brytania-Argentyna 2008, dystr. Best Film

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':