Frank Gehry projektuje butelki wódki, Norman Foster - jachty. Robią to nie dlatego, że umieją to lepiej od innych, tylko dlatego że mają znane nazwiska. Sukienki Zahy Hadid są żywo komentowane w pismach o modzie, a pewna sieć kawiarni zbija majątek dzięki temu, że z jej firmowym kubkiem lubi pokazywać się Daniel Libeskind. Gehry użyczył głosu własnej parodii w kreskówce "Simpsonowie", a także stał się bohaterem filmu Sydneya Pollacka ("Szkice Franka Gehry'ego") i przyjął na staż do swojej pracowni Brada Pitta, który ponoć zawsze marzył o budowaniu domów dla biednych ludzi. Dziś sławni architekci są nie tylko częścią popkultury, ale także potężnej machiny marketingowej, w której projektowanie domów schodzi na dalszy plan. Zaha Hadid to dziś wśród celebrytów architektury najmocniejsza marka. Projektuje meble, samochody, buty, lampy i sztućce. Po świecie wędruje właśnie zaprojektowany przez nią przenośny pawilon z kolekcją prac modnych światowych artystów zainspirowanych kształtem słynnej torebki Chanel. Siła tych dwóch marek występujących razem daje gwarancję sukcesu.
Po pierwsze: nazwisko
W Dubaju, unikalnej na skalę światową stolicy konsumpcjonizmu, przepychu i manii wielkości, Zaha Hadid buduje operę, Norman Foster - centrum biurowe, Frank Gehry - Muzeum Guggenheima, Rem Koolhaas - sztuczną wyspę dla 1,5 mln mieszkańców. Arabscy szejkowie, którzy swoje pieniądze chcą zainwestować w coś, o czym będzie mówił świat, zapraszają do współpracy starchitektów, bo ich nazwiska gwarantują medialny sukces.
Głośne nazwisko architekta to dla dewelopera pewność, że dom czy osiedle sprzeda się szybciej niż inne. W Polsce powstaje teraz kilka bardzo wysokich superluksusowych apartamentowców. Ale głośno jest tylko o jednym - o stołecznym wieżowcu Złota 44 projektu Daniela Libeskinda. Gdy kilka miesięcy temu biurowiec dla Warszawy zaprojektowała Zaha Hadid, prezydent stolicy była gotowa zgodzić się na wyburzenie okolicznych budynków, by ten sam projekt Irakijki można było powielić w kilku egzemplarzach.
Pewność siebie oraz ceny, jakie dyktują słynni architekci, powodują, że coraz więcej miast zleca projekty mniej znanym pracowniom
Santiago Calatrava zaprojektował niedawno most nad weneckim Canale Grande. Przeprawa nie tylko nie pasuje do zabytkowej zabudowy, ale okazała się też niefunkcjonalna z powodu źle zaprojektowanych schodów. Wszystkie te wady władze miasta zauważyły dopiero po wybudowaniu mostu - samo znane nazwisko miało być gwarancją jakości. Wątpliwości budzi też projekt Centrum Sztuki autorstwa Tadao Ando, które dzięki fundacji bogatego handlowca François Pinaulta ma pod koniec przyszłego roku stanąć obok najsłynniejszej weneckiej świątyni Santa Maria della Salute. Czy miłujący surowy beton Japończyk przygotuje coś stosownego dla XVII-wiecznego miasta?
Skąd to się wzięło
Gdy w 1997 roku w Bilbao ukończono budowę Muzeum Guggenheima, nikt nie sądził, że jedna budowla odmieni prowincjonalne hiszpańskie miasto. Przez wieki Bilbao było znane z kopalń i hut - wizjonerski gmach, który dla muzeum zaprojektował Frank Gehry, nie tylko zmienił ten wizerunek, ale też spowodował napływ do miasta dużych pieniędzy. "Już w pierwszym roku po otwarciu muzeum miasto zarobiło 148 mln euro ( ). Ludzie z całego świata chcieli oglądać muzeum. W czasie krótszym niż rok zwróciły się nam koszty budowy. Co więcej, dochody miasta wciąż rosną" - mówił niedawno "Gazecie" wiceprezydent Bilbao Ibon Areso Mendiguren.
Zwiastun dokumentu o Franku Gehry
Złożony z pozornie niepasujących do siebie elementów, obłożony błyszczącą blachą budynek stał się największą atrakcją turystyczną w regionie - i o "efekcie Bilbao" zaczęli marzyć włodarze miast na całym świecie. Narodziła się moda na budynki ikony, które nie musiały być funkcjonalne, nie musiały też szanować zastanego otoczenia - celem ich istnienia było zwrócenie na siebie uwagi i rozsławienie miasta. Z tego też powodu rozstrzygnięciu konkursu na siedzibę warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej towarzyszyły głosy protestu - surowy, minimalistyczny projekt Christiana Kereza okazał się mało "ikoniczny".
I choć jak dotąd "efektu Bilabo" nigdzie na świecie nie udało się powtórzyć, nadal u starchitektów zamawiane są budynki, które można nazwać "współczesnymi ikonami". W księgarniach na całym świecie można kupić przewodniki turystyczne, w których trasy wyznaczają hotele zaprojektowane przez znanych architektów (np. Hotel Puerta America w Madrycie, w którym każde z 14 pięter zaprojektował inny architekt, m.in. Zaha Hadid i Norman Foster). Rem Koolhaas, holenderski architekt i teoretyk, uznany niedawno przez magazyn "Time" za jednego ze sto najbardziej wpływowych ludzi świata, mówi otwarcie, że starchitektów wymyślili sterujący rynkiem deweloperzy. Tam, gdzie są pieniądze, wcześniej czy później pojawią się starchitekci. Doskonale widać to dziś w Rosji, Chinach, Emiratach Arabskich.
Jak to się skończy
Wielka machina marketingowa, w której tak świetnie funkcjonują dziś Gehry, Foster, Hadid, Libeskind, ma coraz mniej wspólnego z dobrą architekturą. Nie trzeba być znawcą, by zauważyć, że ich pomysły powtarzają się, a brak szacunku do zastanego otoczenia coraz częściej spotyka się z reakcją. W 2007 roku mieszkańcy Bazylei odrzucili w miejskim referendum projekt nowej sali koncertowej przygotowany przez Zahę Hadid. Szwajcarzy woleli, aby budynek w ich mieście zbudował ktoś mniej sławny, kto jednak bardziej uszanuje lokalną zabudowę i tradycję.
Pewność siebie oraz ceny, jakie dyktują słynni architekci, powodują, że coraz więcej miast zleca projekty mniej znanym pracowniom. Prestiżowe Nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku zaprojektowała w ubiegłym roku japońska pracownia SANAA. Główny stadion na Olimpiadę w Londynie w 2012 roku projektuje lokalna pracownia Foreign Office Architects, a Centrum Darwina przy słynnym londyńskim Muzeum Historii Naturalnej powstanie w tym roku według planu duńskiego biura C.F. Moller Architects. Duńczycy na pomieszczenie największej na świecie kolekcji roślin i owadów zaproponowali gmach w kształcie kokonu.
W Dubaju, unikalnej na skalę światową stolicy konsumpcjonizmu, przepychu i manii wielkości, Zaha Hadid buduje operę, Norman Foster - centrum biurowe, Frank Gehry - Muzeum Guggenheima, Rem Koolhaas - sztuczną wyspę dla 1,5 mln mieszkańców
Miejmy nadzieję, że nie jest to tylko wymiana nazwisk na liście starchitektów, ale raczej powrót do czasów, gdy bardziej niż nazwisko liczyła się jakość projektu.
Pierwsza piątka starchitektów
Frank Gehry - podobno każdy jego projekt powstaje najpierw w formie makiety ugniecionej spontanicznie z szarego papieru. Sam Gehry uważa, że jego największym talentem jest umiejętność przetworzenia takiej właśnie nieskładnej wizji w rzeczywisty budynek. Do jego najgłośniejszych realizacji należą Muzeum Guggenheima w Bilbao, "Tańczący Dom" w Pradze, Sala Koncertowa Walta Disneya w Los Angeles.
Sir Norman Foster, Baron Foster of Thames Bank - laureat 190 nagród architektonicznych, zwycięzca ponad 50 międzynarodowych konkursów, w swoich biurach na świecie zatrudnia ponad pół tysiąca osób. Dzięki pracującym dla niego inżynierom i konstruktorom Foster może podpisywać się pod tak różnymi projektami jak najwyższy wiadukt świata (Millau na południu Francji), największe lotnisko świata (międzynarodowy terminal w Pekinie), najczęściej fotografowany biurowiec ("Ogórek" 30 St Mary Axe w Londynie), futurystyczna szklana kopuła berlińskiego Reichstagu czy owalny biurowiec Metropolitan w Warszawie.
Rem Koolhaas - ceniony nie tylko za budynki, ale też prace teoretyczne (jest autorem trzech rozpraw z teorii współczesnej architektury). Sam mówi, że każdy jego projekt to gra z konwencjami, przyzwyczajeniami i zastanym otoczeniem. Jednym z takich eksperymentów jest zbudowana w tym roku pekińska siedziba chińskiej państwowej telewizji CCTV. Kolosalny biurowiec (większy jest tylko Pentagon) mieszkańcy Pekinu nazywają "wielkie gacie" albo "ciastko z dziurką".
Daniel Libeskind swój pierwszy duży projekt - Muzeum Żydowskie w Berlinie - zrealizował dopiero w wieku 53 lat. Warto było czekać, bo to ono przyniosło Amerykaninowi z Łodzi międzynarodową sławę. Choć jego koncepcja wygrała konkurs na zagospodarowanie miejsca po zburzonych wieżach WTC w Nowym Jorku, po naciskach deweloperów odstąpiono od jego realizacji. Libeskind za to coraz chętniej buduje w Polsce - po projekcie wieżowca dla stolicy opracowuje koncepcję budynku dla Gdańska.
Zaha Hadid - tak jak sukienkę od Prady potrafi założyć na lewą stronę, tak samo jej projekty wywracają do góry nogami pojęcie o prawach fizyki i geometrii. Jej budynki wiją się i falują, choć najczęściej zbudowane są z surowego betonu. Niestety, najlepiej wyglądają na zdjęciach - są podobno niefunkcjonalne. Przez lata wygrywała prestiżowe konkursy, ale długo nie mogła doczekać się realizacji; dziś projektuje całe dzielnice miast (np. Kartal - Pendik w Stambule) i gigantyczne osiedla (Farrer Court w Singapurze złożone m.in. z siedmiu 150-metrowych wieżowców).