Nazywają go reżyserem emigrantów. On za swoją ojczyznę uważa Hamburg - miasto, w którym się urodził i gdzie ciągle grywa czasami jako didżej. Może dlatego, że - jak pokazał w dokumencie "Życie jest muzyką" o Stambule - to właśnie
muzyka jest najlepszą metaforą dzisiejszej niejednorodnej tożsamości i jedynym światem, w którym "przekraczanie mostów" (oryginalny tytuł dokumentu) odbywa się bezboleśnie?
W Unii będzie lepiej? W swoim debiucie "Szybko i bezboleśnie" (1998) w stylistyce kina akcji pokazywał "gangsterską" przyjaźń Turka, Greka i Serba. W "Solino" (2002) przedstawiał losy włoskich imigrantów ("to równie dobrze mogli być Turcy" - mówił o bohaterach), którzy w Duisburgu otwierają pizzerię. Od czasu nagrodzonego w Berlinie "Głową w mur" (2004) emigrancki los i zderzenie izolowanej Turcji z konsumpcyjną Europą mają jednak u Akina sens głębszy.
W "Na krawędzi nieba" (druga część planowanej trylogii Miłość-Śmierć-Zło) to zderzenie jest wyraźne. Młoda Turczynka Ayten, ścigana w swoim kraju za działalność wywrotową, w Niemczech nie ma co jeść i gdzie spać - dla Lotte, jej koleżanki Niemki (w tej roli córka polskich emigrantów Patrycja Ziółkowska mieszkająca w Niemczech od dziecka) trzy euro na
obiad i dach nad głową problemem już nie są. "Kiedy
Turcja wejdzie do Unii, wszystko będzie lepiej" - powtarza matka Lotty (znakomita Hanna Schygulla, muza Fassbindera), gdy słyszy, że w Turcji wsadza się do więzienia, zabija za poglądy i wygląd, nie pozwala na kształcenie. Buntownicza Ayten wykrzykuje coś szybko o "pieprzonej Unii" i globalizacji, ale ma rację: Europa i europejska wspólnota rajem jest oczywiście pozornym.
Ciągle w drodze W filmach Akina nie chodzi o banalne trudności z asymilacją, o gospodarcze czy kulturowe przepaści między krajami. W "Na krawędzi nieba" mieszkający w Stambule właściciel niemieckiej księgarni sprzeda ją i wróci do ojczyzny ("Czuję się jak w muzeum, tęsknię"). Zastąpi go z kolei przybysz z Niemiec - profesor germanistyki, którego ojciec był Turkiem. "Ziemia go wezwała" - pisał w "Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk. Ale u Akina powrót "do domu" okazuje się niemożliwy: nie wiadomo, gdzie i czym ten dom miałby być.
Niemiecko-turecki reżyser pokazuje świat, w którym nie tylko imigranci swojej tożsamości muszą ciągle szukać. Staczający się na dno muzyk i jego "papierowa" żona z "Głową w mur", turecka prostytutka czy deportowana do kraju aktywistka z "Na krawędzi nieba" wszędzie czują się nie u siebie. Ciągle w drodze - tej zewnętrznej i wewnętrznej. Ciągle "pomiędzy". Jeśli wszyscy - i Turcy, i
Niemcy - ciągną tu do Stambułu, to dlatego, że w tym specyficznym mieście łączącym Azję z Europą, w którym na ulicach słychać hip-hop, muzykę tradycyjną i covery Madonny, najłatwiej pozbyć się złudzenia, że można dziś mówić o jednej tożsamości, narodowości, ale też jednej, wielokulturowej wspólnocie.
Śmierć, która łączy Siła filmów Akina zdaje się polegać na czymś innym: to kino wtajemniczenia w niejednoznaczność. Czy staruszkowi z "Na krawędzi nieba", który chce "wykupić" na własność prostytutkę, chodzi o seks, czy o miłość? Czy matka Lotty patrzy na kochankę córki z wyniosłością, bo przeżarta jest zachodnim chłodem, czy może dlatego, że widzi w dziewczynie siebie sprzed lat - dziecko roku '68, które kiedyś jeździło do Indii i buntowało się w atmosferze zabawy?
W "Głową w mur" wyjście z kolein, otwarcie na inność prowokowało długo nieuświadomione przez dwójkę głównych bohaterów uczucie. W "Na krawędzi nieba" tę rolę odgrywa - głupia, przypadkowa - śmierć. Tragedia, która ma swój paradoksalny, jasny wydźwięk. Która dziwnie łączy.
To dlatego właśnie Akin zmienia się tym razem w demiurga - bawi się chronologią, krzyżuje fabularne nitki, każe bohaterom się mijać. Wszyscy okazują się ze wszystkimi połączeni, odległe światy są sobie zaskakująco bliskie. A jednak film kończy się w sposób otwarty - nic się przecież zbyt łatwo rozwiązać nie może. Jeśli matka Lotty opuści wygodną niemiecką stabilizację i pomoże w Turcji obcej sobie dziewczynie, to dlatego, że sama nie wie, gdzie ją to zaprowadzi.
Goethe był rewolucjom przeciwny, bo "kwiaty nie powinny rosnąć zimą". Stara kobieta o zmęczonej twarzy Schygulli zdecyduje się jednak zacząć rewolucję własną, prywatną i intymną - bez haseł "precz z globalizmem" i banałów o Unii. I dopiero wtedy z turecką buntowniczką i kochanką córki będzie mogła się spotkać. Czy nie to właśnie próbuje konsekwentnie mówić w swoich filmach Akin?