"Wszystko jedno, jaką człowiek ma głowę, jeśli chce uchodzić za Europejczyka, musi mieć na sobie marynarkę, spodnie i jakiś kapelusz. To beznadziejne i bezbarwne ubranie jest mundurem cywilizacji" - pisał w 1932 r. z Frankfurtu turecki poeta Ahmet Ha im. Wtedy od dziewięciu lat ten mundur narzucał Turkom Kemal Atatürk, który postawił sobie za cel radykalną westernizację kraju. Kobietom zakazano nosić chusty. Alfabet arabski zastąpiono łacińskim. Meczet podporządkowano państwu, a ludy zamieszkujące Turcję zostały w imię jedności narodowej albo uznane za Turków, albo zmuszone do opuszczenia kraju. Manifestacje odrębności etnicznej zwalczano szykanami i terrorem, aż po regularną wojnę z Kurdami we wschodniej Anatolii.
Dla tureckich pisarzy Berlin jest przedmieściem Stambułu, tak jak Stambuł przedmieściem Berlina
Jak mówił obecny na targach pisarz i publicysta Rasim Özdenören, ten drakoński model westernizacji wprowadził Turcję w ślepą uliczkę, bo nie wynikał z wewnętrznej dynamiki kultury tureckiej, lecz jedynie naśladował zachodnie wzorce. We Frankfurcie
Turcja jakby na przekór uniformizmowi kemalistycznych reform postanowiła zaprezentować się jako kraj wielobarwny i zróżnicowany.
Tak brzmiał slogan tureckiej prezentacji, na którą składała się tysiącosobowa delegacja pisarzy i 165 wydawców. Już sam fakt, że wystawę otworzył prezydent Turcji w asyście noblisty Orhana Pamuka, komentatorzy uznali za symbol zmiany - jeszcze nie tak dawno temu pisarz był nękany przez sądy za "obrazę tureckości". Teraz gdy Pamuk upomniał się o wolność słowa, prezydent Abdullah Gül klaskał, choć członkowie jego świty zachowali kamienne twarze.
Meczety jak grzyby po deszczu Zwrot ku różnorodności i osmańskim korzeniom szwajcarska "Neue Zürcher Zeitung" wywodzi z "frustrującego doświadczenia" Turcji z Unią, która boi się przyjęcia do zachodniego klubu licznego narodu ukształtowanego przez islam.
Z jednej strony Turcja była i jest potrzebna Europie jako członek NATO, ważny element w polityce wschodniej i bliskowschodniej. Z drugiej strony cztery miliony Turków (i tureckich Kurdów) już wpływają na koloryt miast niemieckich, w których coraz okazalsze meczety powstają jak grzyby po deszczu. Prasa berlińska alarmuje co jakiś czas, że w niektórych szkołach Turcy stanowią większość i ignorują niemieckich nauczycieli, odnotowuje przypadki morderstw honorowych popełnianych w skrajnie konserwatywnych rodzinach na dziewczynach, które chcą żyć na zachodnią modłę. Alarmuje, że druga generacja tureckiej diaspory - urodzona w Niemczech - lekceważy wykształcenie i nie integruje się z kulturą niemiecką.
A jednocześnie niemieccy Turcy są coraz bardziej widoczni w życiu publicznym. Film Fatih Akina "Głową w mur" zdobywa Złotego Niedźwiedzia, a Cem Özdemir ma szansę stać się pierwszym tureckim szefem niemieckiej partii politycznej - Zielonych.
Bez literatury ofiar Tegoroczne targi miały pokazać Turcję jako kraj o żywej i różnorodnej kulturze literackiej. Patrzyłem na to z zazdrością: w porównaniu z naszą specjalną prezentacją we Frankfurcie sprzed kilku lat Turcy wypadli - paradoksalnie - jako o wiele bliżsi niemieckim gospodarzom niż my.
Wykorzystali szansę.
Zachodni dziennikarze wsłuchiwali się w nowe tony pisarzy reprezentujących "mniejszości etniczne" - ormiańską, żydowską i kurdyjską. Byli zaskoczeni, gdy ci irytowali się, mówiąc, że chcą być uznani jako pisarze, a nie wstawiani do mniejszościowego kojca. - Od dziesięcioleci jestem pisarzem - wybuchnął Mario Levi - i piszę po turecku o wielobarwnym Stambule, a nie o jakiejś mniejszości.
Natomiast Semo Telim, Kurd, przyznał, że nie potrafi - choć chciałby - uwolnić się od ciężaru swego pochodzenia. Nie czuje prawdziwej więzi ani z językiem tureckim, ani z kurdyjskim. Najchętniej zanurzyłby się w "literaturze światowej", ale nakaz użalania się, uprawiania "literatury ofiar" ciążą na nim niczym literacki "wyrok śmierci". Ormianka Karin Karaka l dorzuciła mądre zdanie: "Literatura zaczyna się wtedy, gdy zapominam, kim jestem". Przekleństwo dla nacjonalistów
Druga generacja tureckiej diaspory - urodzona w Niemczech - lekceważy wykształcenie i nie integruje się z kulturą niemiecką
O wolności słowa i kłopotach wydawców mówił wydawca ormiańsko-tureckiego tygodnika "Agos", którego założyciel Hrant Dink został zamordowany w styczniu 2007 r. Jego zdaniem nawet represje mogą być pożyteczne, gdy pobudzają do pomysłowych kontr. Wprawdzie "Zwrotnik raka" Henry'ego Millera wydano w Turcji z zaczernionymi fragmentami, ale jako posłowie dołączono wyrok sądowy, w którym te fragmenty były cytowane.
Dwie płyty tektoniczne "Nasz kraj jest głęboko rozdarty przez kwestię kurdyjską i walkę o wolność kultury" - mówi Oya Baydar, 68-letnia autorka powieści "Utracone słowa". Turcja istotnie jest oparta na dwóch płytach tektonicznych, z których ta zachodnia co roku przesuwa się o kilka centymetrów ku Europie, a ta wschodnia - ku Azji. To stąd ciągłe
trzęsienia ziemi, a także wstrząsy w tureckiej kulturze.
W „Utraconych słowach” bohater jest sfrustrowanym pisarzem, a bohaterka biochemikiem, oboje są lewicowymi intelektualistami, należą do kosmopolitycznej elity Stambułu. Kiedyś, w latach 60., chcieli zmienić społeczeństwo, kraj i świat. Dziś są wyblakli jak stare płótno na słońcu. Ömer gardzi sobą, wie, że jego ostatnie bestsellery są zakłamane. Gdy widzi, jak na ulicy postrzelono ciężarną Kurdyjkę, pomaga jej mężowi, po czym wyjeżdża do kraju Kurdów. W tym czasie jego żona wyjeżdża do Norwegii, by - daremnie - nawiązać kontakt z synem emigrantem. Rodzina rozpada się tak jak kraj na wschód i zachód. Pozostaje hüzün - turecka melancholia.
Oya Baydar była kiedyś cudownym dzieckiem literatury tureckiej. Swą pierwszą powieść napisała w wieku 18 lat. W czasie stanu wojennego była uwięziona. Potem przez 12 lat żyła we Frankfurcie. Dziś znów mieszka w Stambule. Nie tylko ona żyła na huśtawce między Orientem i Okcydentem.
Drakoński model westernizacji wprowadził Turcję w ślepą uliczkę, bo nie wynikał z wewnętrznej dynamiki kultury tureckiej, lecz jedynie naśladował zachodnie wzorce
Emine Sevgi Özdamar, aktorka i pisarka, do Berlina przyjechała po raz pierwszy w 1965 r. na półtora roku. Potem pracowała w teatrze w NRD. Z tęsknoty za Stambułem powstała książka "Życie jest karawanserajem". Wróciła w 1985 r. - Gdy jestem w Turcji - mówi - chciwie czytam gazety, bo wszystko mnie interesuje. W Niemczech ich nie czytam, bo mnie tu nic nie obchodzi. Jednak przed tureckim faszyzmem uciekam do języka niemieckiego. Wróciłam do języka tureckiego, pisząc powieść "Garbaty sam sobie krawcem". Jest to wspomnienie o znakomitym poecie anarchiście Ece Ayhanie, nieznanym na Zachodzie. Od sześciu lat znów żyję w Berlinie, który stał się w międzyczasie zupełnie innym zwierzęciem. Na Friedrichstrasse nic już nie przypomina NRD. Mieszkam w Kreuzbergu, dzielnicy tureckiej, który jest tandetną kopią nawet nie Stambułu, lecz tureckiej prowincji. Ale i tu są ciekawi ludzie. Jak starszy pan spacerujący po parku z rękoma splecionymi na plecach. On wciąż obchodzi swoje pole. Turcy wciąż nie są tu u siebie. Nazywam ich przelotnymi ptakami, które siedzą na gałęzi.
Berlin przedmieściem Stambułu Dla tureckich pisarzy Berlin jest przedmieściem Stambułu, tak jak Stambuł przedmieściem Berlina. Dowodem powieść Sabahattina Alego „Madonna w futrze” o nieudanej miłości Żydówki i Turka w Berlinie lat 20. Narrator jest znudzonym urzędnikiem z Ankary. W pracy natyka się na Raifa, który wrócił z Berlina jako melancholik i życiowy rozbitek, jeszcze jeden przykład hüzün, który Orhan Pamuk nazywa duchem Stambułu. Ali był po powrocie z Berlina w 1932 r. wielokrotnie aresztowany - m.in. za satyryczny wiersz o Atatürku, żyjącym wówczas jeszcze założycielu państwa tureckiego.
Prasa turecka była zachwycona frankfurckim sukcesem swych pisarzy. Oczywiście ten i ów sarkał, że wszyscy patrzą tylko na Pamuka jak na "gwiazdę rocka", oburzano się, że w głównej hali nie było tureckiej flagi. Zaimoglu narzekał, że było za mało Orientu, natomiast turecki krytyk Hami Cagdas utyskiwał na nadmiar folkloru historycznego: "Wczoraj oratorium ku pamięci sufickiego poety Yunusa Emre. Dzisiaj klasyczne hymny. A jutro tradycyjna turecka
muzyka i osmańska kaligrafia. A gdzie oblicze nowoczesnej Turcji?".
Jakbym czytał nasze narzekania na polski pawilon na Expo 2000 w Hanowerze.
Następnym gościem honorowym frankfurckich targów będą
Chiny.