Korzenie. Drrama wieloaktowe - przeczytaj niepublikowany utwór Stanisława Lema
Bezkompromisowy enkawudysta Anichwili Tegonieradze, dzielny radziecki szpieg Diementij Psichow, który stracił oko próbując podglądać imperialistów przez dziurkę od klucza, ideowa komunistka Awdotia Niedonagina, genialny uczony Miczurenko (uczeń Łysiurina), a przede wszystkim Stalin - jak zawsze nadludzko genialny i nieludzko uśmiechnięty. To bohaterowie satyrycznego utworu Stanisława Lema, który przez pół wieku pisarz uważał za zaginiony.
Lem napisał go pod koniec lat 40., w apogeum stalinizmu. Za znacznie mniejsze przewinienie można było wtedy stracić wolność, a nawet życie. Jeszcze w latach 60. Janusz Szpotański za wykonywaną w kręgu przyjaciół operę "Cisi i gęgacze" dostał swoistą nagrodę literacką - 3 lata więzienia.
Utwór Lema miał podobny charakter. Napisany jeszcze w czasach studenckich jest niby-operą o świetlanej przyszłości komunizmu i geniuszu Stalina. Pisarz wykonywał go tylko dla swojego najbliższego grona znajomych - Romana Husarskiego i jego późniejszej żony, Haliny Burton, a także m.in. Jana Józefa Szczepańskiego i Aleksandra Ścibor-Rylskiego.
Wśród osób dopuszczonych do tego kręgu była też studentka medycyny Barbara Leśniak, która potem została żoną Lema.
- Po raz pierwszy usłyszałam ten utwór na pewno jeszcze w czasach kawalerskich Staszka, chyba około roku 1949 - wspomina Barbara Lem. - Staszek sam wcielał się we wszystkie postacie, najlepszy był w roli kobiecej. Wykonywał to tak długo, jak długo Stalin żył - najwyraźniej potrzebował takiego odreagowania.
O zaginionym utworze Lem mówił w wielu wywiadach, m.in. ze Stanisławem Beresiem i Tomaszem Fiałkowskim. - Przewróciliśmy z żoną do góry cały dom. Ciągle mi się wydaje, że to gdzieś wypłynie - mówił Beresiowi.
Przez wiele lat poszukiwał go też sekretarz pisarza, Wojciech Zemek. - Co jakiś czas pan Lem mnie pytał, czy już to gdzieś znalazłem, a ja wciąż z żalem odpowiadałem, że nie - wspomina. - A przecież teczkę, w której spoczywał ten utwór, miałem wielokrotnie w rękach.
Teczka - szara, tekturowa, zawiązana na wstążkę - podpisana była "Sknocony kryminał" i zawierała niedokończoną powieść kryminalną w stylu Chandlera, którą Lem zaczął pisać w połowie lat 50. Okazało się, że posłużył się tym maszynopisem do sporządzenia schowka tak genialnego, że tekst przepadł na pięć dekad - po prostu ukrył swoją operę o Stalinie w innym maszynopisie.
- Zawsze wiedziałem, że każdy utwór Lema ma jakieś drugie dno - nawet sknocony kryminał może ukrywać operę o Stalinie! - skomentował to Zemek.