Bohaterami tej powieści są "ludzie wymyśleni przez przypadek". To dziewczyna zza Buga Maria, Janek - chłopak z Poznańskiego, Anna z Podkarpacia i Niemka, rodowita szczecinianka Ula (dawniej Ulrike). Postacie drugoplanowe to także - jak mówi o nich pewien ubek - "elementy z różnych stron Polski". Wszyscy mieszkają w podarowanym Polsce przez Stalina i Churchilla Szczecinie.
Dostaliśmy panoramę "polskich losów" o imponującym zakroju czasowym (od lat II wojny światowej po rok 1981), w której historia pisana małym "h" zdecydowanie dominuje nad Historią
Różni ich wiele, wszak są ludzką "zbieraniną", łączy natomiast to, iż w powojennym Szczecinie nie mają żadnych krewnych, jakichkolwiek punktów oparcia i odniesienia, są ludźmi - jeśli wolno tak powiedzieć - doskonale wykorzenionymi. Łączy ich również niesamowity głód normalności - chcą po prostu żyć i pracować, mieć rodziny i święty spokój. Słusznie mniemają, iż po okupacyjno-wojennej traumie, po przesuwaniu granic i wysiedleniach mają do tego prawo. Sęk w tym, że to pragnienie normalności jest tak radykalne, iż ostatecznie powoduje katastrofę, której ofiarami są przedstawiciele następnego pokolenia. Do tej generacji należy urodzona w 1963 r. w Szczecinie pisarka. To wiele wyjaśnia.
Przede wszystkim odsłania się geneza tej powieści. Z jednej strony ma ona charakter czysto prywatny, z drugiej - ponadindywidualny. Iwasiów jest w Szczecinie nie tylko osobą instytucją (profesorem tamtejszego uniwersytetu, redaktor naczelną dwumiesięcznika "Pogranicze"), ale i wielką patriotką miasta z narożnika mapy. Wielokrotnie wypowiadała się na temat fenomenu polskiego Szczecina, a zwłaszcza społecznego rodowodu szczecinian. Nic więc dziwnego, że napisała powieść będącą ni to fantazją, ni to rekonstrukcją, odpowiadającą na pytanie, skąd się wzięłam (wzięliśmy), a przy okazji podarowała swojemu miastu opowieść założycielską.
Tytułowe "Bambino" to nazwa kiepskiego baru ulokowanego w centrum miasta. W nim znalazły zatrudnienie Anna i Ula, to tu Marysia poznała Janka. Bambino pełni także funkcje symboliczne. Owszem - bar jest peerelowski, ale jednocześnie jest znakiem nowego porządku, dowodem na to, że udało się stworzyć społeczeństwo bezklasowe (zaglądają tu wszyscy, bez względu na pochodzenie, wykształcenie czy gust). Wreszcie włoskie bambino to tyle co dzieciątko. Powieść - podkreślam jeszcze raz - napisało "dziecko Szczecina", bardzo dorosłe wprawdzie, ale zdolne do zadawania dziecięcych pytań: co takiego sknocili moi przodkowie (tu: dziadkowie i rodzice), jakie klęski i kłamstwa "zatruły kolejne pokolenie"?
Nie ujawnię odpowiedzi pisarki. Warto samodzielnie do nich dotrzeć w lekturze. A jest co czytać i podziwiać. Wymienię kilka zalet tej wyśmienitej powieści.
Po pierwsze, dostaliśmy panoramę "polskich losów" o imponującym zakroju czasowym (od lat II wojny światowej po rok 1981), w której historia pisana małym "h" zdecydowanie dominuje nad Historią. Przyglądamy się zwykłym sprawom zwykłych ludzi, którzy, żyjąc w Historii, nie wiedzą, co przeżywają. Nie dlatego, że są ślepi czy nieświadomi. Iwasiów przekonuje, że tak jest zawsze - Historię można dostrzec tylko z ogromnego dystansu. Dlatego obraz Polski Ludowej, jaki wyłania się z "Bambino", jest na wskroś oryginalny. Inaczej niż bodaj wszyscy nasi pisarze szczecińska autorka nie przenosi współczesnych, jakże krytycznych mniemań na temat PRL-u ponad dziesięcioleciami. Jej bohaterowie w latach 50. czy 60. nie wiedzą tego, co wiemy dziś, 20 lat po upadku systemu, i to jest znakomite, nie mówiąc o tym, że jest uczciwe.
Po drugie, orientacja na codzienność i pospolitość sprawiła, że życie prywatne bohaterów zawsze jest tutaj ważniejsze od losu zbiorowości. Mamy świetną ilustrację tej reguły. Otóż autochtonka Ula (Ulrike) wiąże się z warszawskim Żydem Stefanem, jednym z rozbitków, którzy próbują ułożyć sobie życie w Szczecinie. Jest rok 1968, Stefan traci posadę licealnego profesora i musi wyjechać z kraju. Nie tylko nie ma mowy o tych, którzy go do emigracji przymuszają, ale i cały dramat rozgrywa się w sferze intymnej. Ula, romansując ze Stefanem, nie wyszła za mąż, poświęciła mu najlepsze lata, nie chce wyjechać wraz z nim. Wygnanie nie jest tu więc skandalem moralnym i politycznym, lecz katastrofą poniekąd matrymonialną. I tak jest ze wszystkim sprawami, o których traktują podręczniki historii najnowszej. Odważne i osobne to rozwiązanie.
Autorka napisała powieść będącą ni to fantazją, ni to rekonstrukcją, odpowiadającą na pytanie, skąd się wzięłam (wzięliśmy), a przy okazji podarowała swojemu miastu opowieść założycielską
Wreszcie, po trzecie, należy podziwiać, w jaki sposób Iwasiów "rozpisała" kwestię bodaj centralną, czyli problem wykorzenienia. Tu także pisarka zaznaczyła odrębność swojego głosu. W naszej literaturze takie zjawiska jak powojenny awans, migracja ze wsi do miast, zerwana ciągłość, rozpad wspólnot i tradycji są oceniane negatywnie. Na dobrą sprawę Iwasiów patrzy na te problemy podobnie. Na przykład wydobywa utajone konflikty, które prędzej czy później odezwą się w typowych szczecińskich "małżeństwach mieszanych", w chwili gdy wygaśnie uczucie ("Ruska, niemra, wsiok, żydek. Te wszystkie niedorzeczne przypomnienia. To ciągłe przywoływanie korzeni").
Zarazem jednak wykorzenienie jest tu przedstawiane jako zmarnowana szansa. Była okazja, żeby zerwać z "kastową reprodukcją", nie szukać męża lub żony tylko wśród "swoich". Można było przezwyciężyć uwarunkowania majątkowe i kulturowe, wcielić w życie utopię "pierwszych ludzi", którzy budują swoje szczęście, odwołując się tylko do kapitału uczuć, nie zaś do dziedzictwa. Ów śmiały projekt poniósł klęskę.
Czy była to socjalistyczna mrzonka o ukształtowaniu "nowego człowieka"? W dużej mierze tak, ale było - przekonuje Iwasiów - coś jeszcze, coś szalenie ważnego z kobiecej perspektywy. Powojenne osadnictwo na Ziemiach Odzyskanych sprzyjało kobiecej emancypacji. Anna wyrywa się z objęć krakowskich ciotek, które chciały meblować jej życie, Maria wymyka się z chłopskiej chaty i może żyć po swojemu, Ula jest także wolna pod każdym względem. Na czym więc polegał błąd? To także pytanie, na które warto poszukać odpowiedzi, zaglądając do tej znakomitej powieści.
"Bambino", Inga Iwasiów, Świat Książki, Warszawa