Rafał Blechacz, laureat I nagrody na XV Konkursie Chopinowskim, powraca z nową płytą. Tuż po historycznym zwycięstwie w Warszawie - był wszak pierwszym Polakiem, który odniósł tu sukces po Krystianie Zimermanie w 1975 r. - pianista związał się kontraktem z elitarną niemiecką wytwórnią Deutsche Grammophon. Przed rokiem zadebiutował w niej Preludiami Chopina, teraz zaś sięga po sonaty klasyków wiedeńskich: Haydna, Beethovena i Mozarta.
Słuchając już pierwszych taktów Sonaty Es-dur Haydna, odetchnąłem z ulgą. Preludia Chopina, choć piękne, pozostawiały uczucie niedosytu - Blechacz był młodzieńcem, którego dokładnie poukładanej grze brakowało blasku i świeżości. Na nowej płycie pianista wyraźnie rozwija skrzydła, uwalnia się od schematów, podąża za swą intuicją, daje się ponieść fantazji. Jest dowcipny, swobodny, naturalny. W Sonacie Haydna, zdecydowanie najlepszej w tym zestawie, Blechacz ma bardzo dużo do powiedzenia: to o frazie, to o tym, w jaki sposób powiązać ze sobą poszczególne dźwięki i co zrobić, by prosty utwór nie stał się pustą zabawką, etiudą do ćwiczenia palców. Sonata A-dur op. 2 nr 2 Beethovena pochodzi z cyklu dedykowanego Haydnowi. Blechacz skrzętnie to wykorzystuje, "wiążąc" obu kompozytorów, pokazując, że jeden bez drugiego nie mógłby istnieć. Z kolei Sonata D-dur KV 311 Mozarta to drugi biegun - artysta wciąż jeszcze się z nim zapoznaje, "nie wypuszcza" spod palców.
Sonaty klasyków wiedeńskich w ujęciu Blechacza są piękne i proporcjonalne. Pianista - wyraźnie rozluźniony, pewniejszy niż podczas ostatnich recitali - buduje swój racjonalny świat ładu i porządku. Dojrzewa - także emocjonalnie. Ogląda partytury, stara się poznać ich kontekst, zrozumieć okoliczności powstania, odnajduje powiązania i analogie. Myśli przy klawiaturze i coraz bardziej, ku mojemu zadowoleniu, oddala się od stresującego okresu Konkursu Chopinowskiego.
Dziś nazwisko Blechacza znane jest już na całym świecie. W tej chwili pianista przebywa w Stanach Zjednoczonych - 4, 7, 11 października zagra swe pierwsze koncerty w Nowym Jorku. 11 listopada, w dniu Święta Niepodległości, wykona Koncert e-moll Chopina w Londynie. Potem
Hiszpania,
Niemcy,
Japonia - recitale solowe oraz koncerty z orkiestrą: II Saint-Saësna, IV Beethovena i oczywiście oba Chopina. Swą karierę buduje spokojnie, nigdzie się nie spiesząc. To dobrze wróży na przyszłość.
Haydn - Sonata Es-dur nr 52, Beethoven - Sonata A-dur op. 2 nr 2, Mozart - Sonata D-dur KV 311
Rafał Blechacz (fortepian)
Deutsche Grammophon
Z Chopinem na autostradzie rozmowa z
Rafałem Blechaczem
pianistą
Jacek Hawryluk: Nagrałeś sonaty klasyków wiedeńskich. Zestawiasz Sonatę Es-dur Hadyna z drugą sonatą Beethovena z opusu 2, dedykowanego Haydnowi właśnie. Co według ciebie łączy Haydna z wczesnym Beethovenem? Rafał Blechacz: Jest dużo podobieństw, ale i różnic. I to miałem na uwadze, wybierając te sonaty. Dla obu doświadczenie z symfonii było ważne dla ich podejścia do muzyki fortepianowej. Ale łączą ich także kwartety,
muzyka kameralna. I to można zaobserwować w niektórych fragmentach tych utworów. Kiedy przyglądam się sonacie Haydna, to odnajduję w niej myślenie orkiestrowe. Zresztą czasami więcej cech charakterystycznych dla Beethovena jest w utworze Haydna niż w tej wczesnej sonacie Beethovena. Ale pamiętajmy, że to Beethoven jeszcze młodzieńczy, elegancki, klasyczny.
Sonata D-dur KV 311 Mozarta to zupełnie inny świat? - Rzeczywiście stoi trochę z boku. Wcześniej grałem ją na koncertach, także po Konkursie Chopinowskim. Argument nagrywania utworów maksymalnie sprawdzonych, po doświadczeniach estradowych, zdecydował, by i ją umieścić na płycie. Jest mi szczególnie bliska, bowiem Mozart, pisząc ją, był w podobnym wieku jak ja teraz. Ta radość z życia, żarty, energia, która go rozpierała. Wszystko to słychać.
Pamiętam, gdy z maestro Maksymiukiem grałem Koncert A-dur KV 488 Mozarta, krótko przed konkursem, przed drugą częścią dyrygent powiedział: "Nie, tego nie mógł napisać człowiek, to pisał Pan Bóg. Tutaj Pan Bóg prowadził rękę Mozarta". I takie mam poczucie, gdy zaczynam grać drugą, liryczną część tej sonaty.
Twoja nowa płyta ukazuje się dokładnie rok po albumie z Preludiami Chopina. Co wydarzyło się w ciągu tych ostatnich miesięcy? - To był czas ważnych koncertów, które trzeba było zagrać. Oczywiście miałem też czas na pracę, studiowanie, poszerzanie repertuaru.
Teraz, trzy lata po konkursie, mam już większą swobodę w planowaniu swojego kalendarza koncertowego, zwłaszcza że w tych ważnych miejscach i na najbardziej liczących się festiwalach już się zaprezentowałem, czasami nawet kilka razy.
Zatem moja wolność artystyczna jest już znacznie szersza. Istotnym momentem był recital w Concertgebouw w Amsterdamie - fantastyczna sala, znakomita akustyka i wspaniała publiczność. Magiczne miejsce. Także festiwal w Salzburgu, na którym zagrałem po raz pierwszy w sierpniu. To było przeżycie, poza tym występ zaowocował zaproszeniem na rok 2010 do Wiednia, do Konzerthaus. A to - jak wiemy - będzie Rok Chopinowski, czyli okres intensywnej pracy. I kolejnej płyty, tym razem z dwoma koncertami fortepianowymi Chopina.
A z kim je nagrasz? - To jeszcze tajemnica i niespodzianka. Zapewniam, że to bardzo dobra orkiestra i wspaniały dyrygent. Do Chopina idealni.
Kiedyś chciałeś podjąć studia humanistyczne. Nadal o nich myślisz? - Tak, z zakresu historii sztuki, filozofii i estetyki. To są rzeczy, które mnie ostatnio nurtują. Na razie wiedzę o nich rozwijam indywidualnie, ale nie wykluczam podjęcia regularnych studiów na którymś z uniwersytetów.
Wiem, że kolekcjonujesz nagrania. Która z płyt zrobiła na tobie ostatnio największe wrażenie?
- Ostatnio słucham rzadziej - najwięcej, gdy podróżuję, siedząc za kierownicą na francuskich i niemieckich autostradach. Podoba mi się płyta Maurizio Polliniego z wczesnymi sonatami z opusu 2 Beethovena - to takie typowo klasyczne, racjonalne podejście. Mam już jego nową płytę z muzyką Chopina, której w Polsce jeszcze nie ma. Równie dobrą. Polliniego spotkałem w tym roku w Salzburgu, grał koncert dzień po mnie - solowy recital sonatowy, ciężki, ale piękny: Schumann, Chopin, Liszt. Sonaty były tu myślą przewodnią, podobnie jak na mojej drugiej płycie. Zrobił na mnie duże wrażenie, zwłaszcza że słuchałem go na żywo po raz pierwszy. Potem rozmawiałem z nim. Pollini [zwycięzca Konkursu Chopinowskiego 45 lat przed Blechaczem] powiedział mi: "Gdybyś chciał skorzystać z moich doświadczeń, służę radą".