http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polak przed telewizorem

Rozmawiała Donata Subbotko
2008-09-27, ostatnia aktualizacja 2008-09-26 19:40

Najbardziej bawi nas humor fiński. O polityce rozmawiamy jak o serialu. Mamy tyle osobistych kłopotów, że w telewizji szukamy ucieczki od rzeczywistości. I nie rozumiemy aż 75 proc. informacji przekazywanych w "Faktach" i "Wiadomościach"



Rozmowa z dr Lucyną Kirwil

psychologiem mediów ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej



Donata Subbotko: Prezes TVP Andrzej Urbański powiedział niedawno w rozmowie z "Przekrojem", że pomaga rządowi, dając 50-latkom "M jak miłość", dzięki czemu nie wychodzą na ulice i nie rzucają w ministrów jajkami. To cynizm czy faktyczna władza?

Dr Lucyna Kirwil: "M jak miłość" oglądają głównie kobiety, raczej starsze, raczej ze wsi, miasteczek i małych miast. Trudno sobie wyobrazić, że miałyby rzucać w rząd jajkami. Prezes użył tu skrótu myślowego - miał pewnie na myśli, że identyfikując się z bohaterami serialu, widzowie uciekają do lepszej rzeczywistości.

Ale kiedy w zeszłym roku pielęgniarki założyły białe miasteczko i protestowały przeciwko rządowi PiS, to "M jak miłość" ich nie powstrzymało. Akurat leciały słabsze odcinki?

- Samo oglądanie telewizji rzadko wywołuje konkretne działania. Telewizja może budować klimat emocjonalny dla społecznych wydarzeń, ale nie odnosi się to do seriali typu "M jak miłość". Zresztą w dojrzałym społeczeństwie media nie stworzą raczej nowych postaw, mogą tylko zaktywizować te, które już istnieją.

Z badań wynika, że człowiek potrafi zarażać się zachowaniem, które ogląda na ekranie - ale dotyczy to zachowań prostych i wyrazistych, a nie takich, które wymagają podejmowania decyzji i są wynikiem refleksji. Mimowolne zarażanie się oglądanym zachowaniem jest wyraźne tylko u dzieci.

A czy serial może nas uzależnić - na tyle, że ciężko podczas jego emisji wyjść z domu?

- Może. W typowym serialu na koniec każdego odcinka akcja zostaje zawieszona, co wciąga do regularnego oglądania. Poza tym im bardziej realistyczny serial, tym większa szansa, że uzależni. Niektóre kobiety oglądające "Klan" i "M jak miłość" twierdzą, że czują niepokój, gdy nie obejrzą jakiegoś odcinka. Jakby czegoś nie dopełniły i chcą to jak najszybciej nadrobić.

Czego - oprócz "M jak miłość"- oczekują od telewizji widzowie po pięćdziesiątce?

- U nas się tego nie bada. Ludzi po 45. roku życia nie traktuje się jako znaczących konsumentów - mają kupować tylko czekoladki dla wnuków i precjoza religijne. A czego oni oczekują? Starsze kobiety, często samotne, potrzebują kontaktu z Kościołem, chcą wiedzieć, co mówią osoby duchowne, pobożne. Dla mężczyzn liczą się informacje polityczne - bezpośrednie, rzetelnie podane. Mężczyźni, którzy chcieliby jeszcze zachować trochę młodości, przerzucą się na sporty ekstremalne. Dojrzałe kobiety - chociażby na TVN Style. Inni starsi widzowie, zmęczeni lub sfrustrowani, niechętnie oglądają coś, co jeszcze bardziej ich frustruje, stąd popularność seriali, gdzie wszystko jest "jak w życiu", ale barwniejsze emocjonalnie i dobrze się kończy.

A skąd popularność programów typu "Interwencja", "Prosto z Polski", które opowiadają o cudzych nieszczęściach?

- Niektórzy widzowie, oglądając takie historie, może nie cieszą się na głos, ale pozwala im to poczuć się kimś lepszym, komu bardziej się w życiu udało. Inni oglądają takie programy dla rzeczywistej rozrywki i silnych emocji. Jednak z czasem tracą one dla nich swoją siłę - nazywamy to znieczuleniem emocjonalnym. Widzowie ci chcą oglądać coraz większe nieszczęścia, więc telewizje starają się ich dostarczyć - powstaje błędne koło.

Jeszcze inny typ widzów woli porównywać się do lepszych od siebie. Myślą, że kupując sobie takie same perełki jak bohaterka telewizyjna, należą do tej samej co ona warstwy społecznej.

W serialach typu glamour bryluje TVN - wcześniej z "Magdą M.", obecnie z "Teraz albo nigdy!".

- Takie produkcje zaspokajają potrzeby eskapistyczne. Są w nich księżniczki lub prawie księżniczki i wspaniały świat, w którym wszystko dobrze się kończy - jak kiedyś w "Dynastii". Oddziaływanie tych seriali zależy nie tylko od płci, lecz także od poziomu wykształcenia, miejsca zamieszkania, stylu życia i indywidualnych potrzeb odbiorców.

A jak na nas działa telewizyjny dowcip? Które orędzie bardziej się podoba przeciętnemu Polakowi - prezydencki oryginał czy parodia Marka Kondrata o wyższości naszej kiełbasy z reklamy banku?

- Polacy mają potrzebę tego typu humoru, ale to nie znaczy, że nie są zainteresowani na serio tym, co powie prezydent: w jaki sposób to powie, jak będzie wyglądał, czy będzie się uśmiechał. Informacja w reklamie Kondrata jest skierowana do wąskiej grupy - tych, wobec których nadawca może sobie pozwolić na dowcip, bo go zrozumieją, czyli zamożnych, inteligentnych, wykształconych. Orędzie prezydenta ma dotrzeć do wszystkich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':