http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Gorące emocje, chłodne oko

Rozmawiali Jerzy Armata, Małgorzata I. Niemczyńska
2008-09-18, ostatnia aktualizacja 2008-09-17 17:36

Lubię ciemne wnętrza, taką rzeczywistość głębinową - mówi Marcin Koszałka, autor zdjęć do "Rysy" Michała Rosy

Marcin Koszałka - ur. 1970, operator, reżyser, scenarzysta, zadebiutował głośnym dokumentem ?Takiego pięknego syna urodziłam? (1999) nagrodzonym m.in. Prix Europa, nakręcił też m.in. ?Imieniny? (2003), ?Jakoś to będzie? (2004), ?Śmierć z ludzką twarzą? (2006) i ?Istnienie? (2007), za które w tym roku został nominowany do Paszportu Polityki. Jako operator nagrodzony na festiwalu w Gdyni za zdjęcia do filmu ?Pręgi? Magdaleny Piekorz (2004), robił też zdjęcia do ?Kochanków z Marony? Izabeli Cywińskiej. Najnowsze jego filmy: ?Do bólu? i ?Martwe ciało?, będą miały premiery w przyszłym roku.
fot. Adam Golec
Marcin Koszałka - ur. 1970, operator, reżyser, scenarzysta, zadebiutował...
ZOBACZ TAKŻE


Małgorzata I. Niemczyńska, Jerzy Armata: Historia w "Rysie" jest wpisana w cztery pory roku. Razem ze spadkiem temperatury zmieniają się relacje między bohaterami.

Marcin Koszałka: Główny kod, jaki zaproponowałem reżyserowi, to zmiana barw. W miarę rozwijania się akcji stają się coraz chłodniejsze. W scenariuszu ujął mnie pomysł przedstawiania krakowskich Plant cały czas z jednego punktu widzenia. One mają swój rytm. Kamera regularnie pokazuje jedno miejsce, zmieniają się tylko pory roku. Dużo jest dłuższych, klasycznych ujęć - ktoś wchodzi, wychodzi z kadru, kadr zostaje na chwilę pusty.



Albo - jak w scenie z Jerzym Nowakiem - bohaterowie zostają sami w rogu ekranu, a przed nimi roztacza się niemal pusta przestrzeń.

- W tej scenie bohater za chwilę odda pod siebie mocz. Niby z powodu demencji starczej nic nie wie, ale jednak są w nim echa przeszłości. Być może nie ujawnia informacji, bo nie chce ich ujawnić. Nie wiemy tego i to właśnie jest ciekawe. W jednej chwili staje się samotny, jak dziecko przerażony, bo opiekująca się nim krewna zostawia go w pokoju samego z dociekliwym gościem. Ogarnia go pustka dziecka-starca. Dlatego ten kadr jest taki szeroki.



Ciemne wnętrza odzwierciedlają rozpacz bohaterów?

- My, operatorzy, lubimy ciemne wnętrza, które mają okna i wiele planów. To rzeczywistość głębinowa. Mieszkanie, w którym kręciliśmy zasadniczą część "Rysy", właśnie takie było. Z tą ciemnością był nawet trochę problem. Meble, ściany, zasłony wszystko było ciemne. Musieliśmy uważać, żeby nie zatopić filmu w totalnej czeluści. Ale to mieszkanie mnie zaskoczyło. Było prawie gotowcem. Ktoś żył w tym mieszkaniu i przez lata utrzymywał je w dawnym angielskim stylu. Idealne dla starzejącego się małżeństwa inteligentów. Scenograf przyniósł tylko parę rekwizytów.



W "Rysie" najbardziej wymowne wydają się właśnie sceny bez słów. To pole do popisu dla operatora.

- Kamera obserwuje relacje pomiędzy nimi niemal przez cały film chłodno. Pozostaje z boku, czasem nawet za szybą. W filmie znalazła się tylko jedna scena, w której kamera przyspiesza. To zresztą jedyna scena kręcona z ręki. Kiedy przyjeżdża córka bohaterów, grana przez Kingę Preis, kamera staje się nerwowa, jest uczestnikiem dramatu. Reżyser od razu kupił ten pomysł.



To chłodne oko obserwatora bierze się z twojego kina dokumentalnego?

- Chyba nie, wiele filmów tak się robi. Większość rzeczy robię intuicyjnie - ustawiam światło czy komponuję kadry. Nie analizuję ich. Często, gdy czytam recenzje z moich dokumentów, okazuje się, że krytyk zobaczył w mojej pracy coś, czego ja wcześniej w ogóle nie dostrzegłem.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne