http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

I Ty zostaniesz celebrytem

Marta Strzelecka
2008-08-28, ostatnia aktualizacja 2008-08-27 19:35

Romy Schneider rozebrana na plaży, Albert Einstein rozmawiający z brytyjskimi dyplomatami, Marlena Dietrich zakrywająca twarz przed fotografem w samolocie, Carla Bruni z papierosem i kieliszkiem wina podczas przyjęcia.

ZOBACZ TAKŻE
Artyści na czerwonych dywanach, stopklatki z imprez w nowojorskim klubie Studio 54, kolekcja amatorskich prac włoskiego biznesmena Jeana Pigozzi. Takie zdjęcia dokumentujące życie celebrytów od lat 50. do współczesności można oglądać w Fundacji Helmuta Newtona w Berlinie.

W Galerii Portretu w Edynburgu - przeciwieństwo stylu paparazzi. Zamiast podglądania, pozujące gwiazdy. Przegląd fotografii z amerykańskiego magazynu "Vanity Fair", zorganizowany przez londyńską Narodową Galerię Portretu to fotografie z lat 20. i 30. Nickolasa Muraya, Barona de Meyera, Edwarda Steichena oraz współczesne - Bruce'a Webera, Annie Leibovitz, Mario Testino.

Przy okazji promocji berlińskiej wystawy wypowiedzi udzielał Patrick von Ribbentrop, projektant mody, wnuk nazistowskiego ministra spraw zagranicznych, Joachima von Ribbentropa. Zapytany przez "The New York Times" o kulturę celebrytów w Niemczech, odpowiedział: "Nie istnieje. Kuleje marketing popkultury, finansowanie, wszystko, co jest potrzebne, by postaci publiczne mogły błyszczeć". Jednak przede wszystkim przeszkadza historia. Pewność siebie, bez której trudno być gwiazdą, wciąż nie jest w Niemczech dobrze widziana. Ulf Poschardt, który zakładał niemiecką wersję "Vanity Fair" twierdzi, że w jego kraju blichtr sławy długo jeszcze będzie wypierany przez "agresywny egalitaryzm".

W Stanach za początek kultury celebrytów można uznać pierwszy numer "Vanity Fair". Ukazał się w 1913 roku. Wstępniak informował: "Nie będzie brakowało tematów, które sprawiają, że świat inteligencji jest pociągający". Bohaterami magazynu byli James Joyce, Wacław Niżyński, Virginia Woolf, Josephine Baker, Louis Armstrong. "Boska dekadencja", jak Liza Minnelli mówi o swoim klubie nocnym w "Kabarecie" Boba Fosse'a.

"Vanity Fair" regularnie publikowało duże portrety celebrytów. Od 1930 roku - fotografie zbiorowe na dwie strony, do dziś znak rozpoznawczy magazynu. Na okładkach pojawiali się mało znani poza Ameryką broadwayowscy aktorzy czy Philip Roth. Od połowy lat 80. postaci popularne również w Europie - Demi Moore, Cindy Crawford, Barbra Streisand. 11 razy Madonna, najczęściej w obiektywie Mario Testino. Prace pokazywane w Galerii Portretu w Edynburgu wyglądają na dokumentację kultury, która przestaje istnieć.

Amerykański magazyn "Wired" na okładce sierpniowego numeru umieścił dziewczynę z długimi włosami, w błyszczących butach na obcasach, krótkiej spódnicy. Nie jest gwiazdą żadnego z nowych filmów, nie wydała płyty, nie napisała książki, nie jest nawet córką albo żoną znanej postaci. Jednak nie wygląda na kogoś, kto debiutuje w świecie mediów. Pod jej zdjęciem podpis: "Julia Allison i sekrety autopromocji. Zdobądź sławę w internecie. Nawet jeśli jesteś nikim".

Kilka lat temu zamieszkała w Nowym Jorku, żeby - jak wspomina - "zostać postacią kultową". Cel zaczęła realizować w serwisie Gawker, amerykańskim Pudelku, naśmiewającym się z amerykańskich gwiazd. Jedyną twórczością, jaką mogła się wtedy pochwalić, były felietony publikowane w "AM New York". Linki do nich zamieszczała w Gawkerze. Na punkt zwrotny swojej drogi do sławy wybrała imprezę Halloween zorganizowaną przez szefa serwisu. Pojawiła się przebrana za prezerwatywę. Być może czytała książkę Timothy'ego Ferrissa "Czterogodzinny tydzień pracy" o tym, jak zdobyć popularność w świecie blogerów. "Musisz się upewnić, że wybrałeś sposób dotarcia do publiczności, w którym spotkasz najmniejszą konkurencję" - radzi Ferriss. - Dziś najbardziej skuteczne są spotkania twarzą w twarz". Choćby po to, by cię znienawidzono. Nie dało się nie zauważyć Allison jako namolnej prezerwatywy, flirtującej bez wytchnienia, atakującej mało wyrafinowanymi dowcipami. Tak zachowanie Julii opisywał Gawker, który postanowił walczyć z jej żądzą sławy. Podjęła wyzwanie - żadnego z krytycznych komentarzy serwisu nie zostawiła bez odpowiedzi. W "Wired" zdradza kilka zasad autopromocji. Najważniejsza: "Myśl o sobie jak o bohaterze tekstu w kolorowym piśmie".

Każdy odcinek popularnego w latach 80. serialu "Fame" na podstawie musicalu Alana Parkera zaczynał się od sekwencji ze zdaniem: "Sława kosztuje, płaci się za nią potem". Dziś umiejętne zastosowanie kilku rad Julii Allison z każdego może uczynić bohatera okładki drogiego magazynu. Przestają być potrzebne zastępy tajemniczych menedżerów, takich jak specjaliści, którzy długo utrzymywali w tajemnicy alkoholizm Spencera Tracy'ego. Zdjęcie Britney Spears wyprowadzanej z domu w kaftanie bezpieczeństwa w ciągu kilku sekund znajduje się we wszystkich serwisach. Nie istnieją postaci show-biznesu ze znanym nazwiskami, ale nieznanymi twarzami - na tej obserwacji opiera się scenariusz "Być jak Stanley Kubrick". Popularność gwiazd takich jak Leonardo DiCaprio wyśmiana przez Woody'ego Allena w "Celebrity" jest dziś tak przewidywalna, że nie budzi emocji. Sława przestała być iluzją. Ale jej wartość spada przede wszystkim dlatego, że coraz częściej jest wyśmiewana.

Serwis Gallery of the Absurd publikuje parodie fotografii sprzedawanych kolorowym magazynom za miliony dolarów. Brad Pitt i Angelina Jolie z dzieckiem jako Święta Rodzina. Tom Cruise wrzeszczący "Zostań moją żoną, ale wcześniej uwierz w scientologię". Strona tmz.com publikuje "Listę B zdjęć niemowlaków". Są na niej dzieci Heidi Klum, która może tylko marzyć o kwocie, jaką za fotografię ze swoimi bliźniakami Pitt i Jolie dostali od pism "People" oraz "Hello" (w Polsce "Viva").

W jednej z ostatnich reklam w kampanii Johna McCaina, zatytułowanej "Celeb", tłum wiwatuje i krzyczy "Obama", Barack pokazuje białe zęby w szerokim uśmiechu. Między jego zdjęciami - Britney Spears i Paris Hilton. Komentarz lektora: "Jest największym celebem na świecie. Ale czy jest gotowy, by zostać przywódcą?". Bycie celebrytem zostało uznane za tak dużą wadę, że może być bronią w wyborczej walce. Równie ciekawa jest odpowiedź McCaina na wideo. Podobna sekwencja zdjęć z wiwatującym tłumem, uśmiechnięty republikanin, lektor: "Jest najstarszym celebrytem na świecie. Superstarym. Wystarczająco starym, by pamiętać czasy, w których taniec był grzechem, a piwo podawano w metalowych kubłach". Blondynka w skąpym kostiumie kąpielowym uśmiecha się do kamery: "Witaj Ameryko, nazywam się Paris Hilton. Też jestem celebrytem. Nie urodziłam się w dawnych czasach i nie obiecuję zmian, jak ten drugi. Po prostu jestem niezła". Symbol najłatwiejszej sławy, polegającej na byciu znanym z tego, że jest się znanym, śmieje się z samej siebie. Przy okazji krytykuje McCaina, który zbyt poważnie traktuje świat gwiazd.

"Sch.. tak naprawdę to nie oni" - gdyby nie to hasło na dole czarno-białego zdjęcia, mogłoby się wydawać, że jego bohaterami są premier Blair z żoną. Cherie wbija paznokcie w pośladek Tony'ego. Zdjęcie, które wygląda na zrobione z ukrycia, jest reklamą toniku Schweppes, zrealizowaną przez Alison Jackson. Brytyjska artystka od 11 lat tworzy prace, na których sobowtóry udają celebrytów. Na pomysł wpadła po śmierci księżnej Diany, kiedy narodowa żałoba zamieniła się w medialny wyścig, konkurs na zdjęcie Lady Di, które jeszcze potrafi zaskoczyć. Stworzyła portret Diany i Dodiego al Fayeda z ich małym dzieckiem, w stylistyce przypominającej sesję zrealizowaną przez Mario Testino dla "Vanity Fair". Potem serię ujęć, na których księżna jest świadkiem spotkania Karola z Camillą. Fotografie Jackson mają być dowodem na to, że dostajemy od kolorowych pism to, co chcemy widzieć: Królowa brytyjska, myjąca naczynia w żółtych gumowych rękawiczkach, George Bush nieudolnie próbujący ułożyć kostkę Rubika, David Beckham polewający keczupem owoce morza.

Na początku krytykowana przez prasę, zaczęła być przez nią wykorzystywana - jej sfabrykowane zdjęcia ukazują się na okładkach, miała swoją rubrykę w magazynie dziennika "Guardian". "Im więcej widzisz, tym bardziej ci się wydaje, że znasz postać publiczną - mówi Jackson - więc chcesz zobaczyć jeszcze więcej, bo uważasz, że ci się należy. Przyzwyczailiśmy się wierzyć temu, co przedstawiają zdjęcia. Tymczasem moje projekty mają tak samo niewiele wspólnego z prawdą jak praca paparazzi".



Wystawę w Fundacji Helmuta Newtona można oglądać do 16 listopada, portrety z „Vanity Fair" w Edynburgu do 21 września



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne