Wojna o polskie archiwa audiowizualne, zwłaszcza te z czasów PRL, toczy się od lat. Kto ma do nich prawo? Czy
TVP jest ich właścicielem (z prawem do sprzedawania materiałów po cenach rynkowych), czy jedynie depozytariuszem majątku narodowego (mogącym żądać opłat jedynie za przechowywanie i konserwację nagrań)? Czy akademicy, studenci, badacze powinni mieć do nich bezpłatny, nieograniczony dostęp? Kto i jak powinien zabezpieczać archiwa przed zniszczeniem?
To zadanie Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego, działającej od 2005 r. ministerialnej placówki odpowiedzialnej także za tworzenie wideoteki współczesnej kultury polskiej: rejestrację najważniejszych wydarzeń artystycznych w kraju i rozpowszechnianie ich w mediach.
PWA nie ma jednak w tej chwili ani pieniędzy, ani fachowców, ani technologii, by sprostać kryzysowi, jaki grozi polskim archiwom.
Problemy polskich zbiorów radiowych i telewizyjnych mają zakończyć się dzięki współpracy z INA (L'institut national de l'audiovisuel) - francuskim Narodowym Instytutem Audiowizualnym.
Założony w 1974 r. instytut archiwizuje, digitalizuje, zabezpiecza i rozpowszechnia francuskie archiwa radiowe (z 70 lat historii
radia) i telewizyjne (60 lat). Na bieżąco 24 godziny na dobę nagrywanych i zabezpieczanych jest ponad 90 kanałów telewizyjnych (rocznie - ok. 400 tys. godzin) i 17 radiowych - publicznych i prywatnych.
Większość nagrań dostępna jest od razu i za darmo na stanowiskach komputerowych w bibliotekach publicznych, bez możliwości ich kopiowania (niekomercyjna część zbiorów, zwana „Legal Deposit”, tzn. „Depozyt ustawowy
”). Dla uczelni i szkół w ramach „Legal Deposit” przeznaczony jest pakiet „Les Jalons” („Kamienie milowe
”): opatrzone komentarzem ekspertów 1200 klipów audio i wideo, o szczególnym znaczeniu edukacyjnym (do wykupienia i udostępniania w lokalnej sieci placówki).
Dla producentów i twórców INA stworzyła dostępne za opłatą, profesjonalne narzędzie do tworzenia własnych materiałów - największą bibliotekę audiowizualną online. Zwykli odbiorcy mogą za darmo wyszukiwać i oglądać tysiące godzin programów zgromadzonych na stronie internetowej .
INA nie udostępnia więc za darmo wszystkich materiałów (znaczną część jej budżetu stanowią dochody ze sprzedaży zdjęć i nagrań). Do wszystkich oferuje za to łatwy dostęp - można je pozyskiwać w wielu miejscach (w tym przez internet) i na jasnych zasadach. Na razie bezpłatne materiały dostępne są wyłącznie w wersji francuskiej.
Wszystkie nagrania są zabezpieczone przed piractwem w systemie "Fingerprinting", pozwalającym śledzić nielegalne kopie zawartości zbiorów INA. Instytut posiada własną szkołę archiwizacji i produkcji, przede wszystkim jednak prowadzi akcję "Fading Memory", czyli ratowania, odzyskiwania i digitalizacji najstarszych nagrań. INA jest jednym z najważniejszych i najbardziej nowoczesnych ośrodków archiwizacji i produkcji na świecie. Czy uda nam się powtórzyć jej sukces?
rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim, ministrem kultury i dziedzictwa narodowego Joanna Derkaczew: Czy jest szansa, żeby Polska zrobiła dla swojego dziedzictwa audiowizualnego to, czego Francuzi dokonali dzięki INA? Bogdan Zdrojewski: Przymierzamy się do przekształcenia ministerialnego Wydawnictwa Audiowizualnego w Instytut Narodowej Pamięci. Musi on powstać jak najszybciej, bo wszystkie nośniki magnetyczne, które były używane wcześniej, zwłaszcza w latach 80. i 90., tracą trwałość. Trzeba je koniecznie zdigitalizować.
Chcemy także bardzo szybko zacząć archiwizować w sposób najnowocześniejszy to, co jest produkcją obecną.
Czy instytut będzie archiwizować, digitalizować i udostępniać produkcję wszystkich polskich nadawców - publicznych i prywatnych, radiowych i telewizyjnych? - Taki powinien być cel. Ważne, żeby to robić w jednorodnej formie i odpowiednio katalogować. Budowanie takiego systemu musi opierać się na doświadczeniach francuskich, brytyjskich, nieco innych - amerykańskich. Nie ma co wyważać otwartych drzwi, nie stać nas na eksperymenty ani na dalszą stratę czasu.
Czy do tej pory nikt nie myślał o przyszłości naszej „pamięci audiowizualnej”? - Cyfryzację prowadzi wiele instytucji, m.in.
telewizja publiczna, PAP w zakresie fotografii, ale czynią to na własny użytek i bardzo wolno. Trzeba też pamiętać, że są to archiwa państwowe. Można powiedzieć, że telewizja korzysta ze stałego depozytu za cenę jego opracowywania.
Poza tym używane systemy, a zwłaszcza nośniki, są rozmaite. Jeśli ten stan się utrzyma, za dziesięć lat nie będzie łatwo z tych zasobów korzystać. A atrakcyjność większości materiałów nowo produkowanych to - z punktu widzenia nadawcy - rok, maksimum dwa lata. Potem wartość produktu gwałtownie spada.
Jednym z największych problemów naukowców i nadawców prywatnych jest dostępność archiwów TVP. Skarżą się na wysokie opłaty, trudność z dotarciem do konkretnych nagrań. Myśli pan o otwarciu archiwum na wzór INA? Czy polski instytut udostępniałby za darmo wszystkie zarchiwizowane materiały - także nadawców prywatnych?