http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Francja uczy się Europy

Joanna Derkaczew
2008-07-16, ostatnia aktualizacja 2008-07-15 21:11

Dawne mocarstwo kulturalne korzysta z szansy, jaką stała się dla niej prezydencja UE. Poprzez setki projektów, Francja próbuję poznać na nowo Europę, którą współtworzyła, otworzyć się na wpływy innych krajów, ale też odzyskać dawną pozycję arbitra i mecenasa kultury

Pół roku prezydencji francuskiej w Unii Europejskiej (1 lipca - 31 grudnia 2008) ma być przełomowe dla kultury. Kraj, który przez lata należał do najbardziej wpływowych centrów sztuki, który wyznaczał trendy, który od czasów André Malraux zawsze miał wybitnych ministrów kultury zamierza powrócić do roli mecenasa i opiekuna pozostałych państw członkowskich. Organizując Saison Culturelle Européenne (Europejski Sezon Kulturalny) pod hasłem "Poznajcie kreatywność, bogactwo i różnorodność kultur europejskich", stara się udowodnić, że ciągle ma szanse być nie tylko tytularnym, ale także faktycznym przywódcą UE.

- Zdajemy sobie sprawę, że nasza wiodąca pozycja sprzed lat nie jest już tak oczywista - mówi Claude Blanchemaison, sekretarz generalny prezydencji francuskiej. - Pojawiają się nowe kraje, których znaczenie na świecie wzrasta nieoczekiwanie szybko, np. Chiny.

Europejski Sezon Kulturalny (ESK) faktycznie zapowiada się imponująco. Z przeznaczonych na niego 6 milionów euro ufundowano kilkaset projektów, w tym tzw. Tandemy, czyli koprodukcje Francji z wszystkimi członkami UE (w przypadku Polski - koncert Sinfonii Varsovii w Théâtre du Châtelet), otwarte koncerty, spektakle i wystawy, z których transmisje mają znaleźć się we wszystkich telewizjach europejskich, retrospektywy wybitnych twórców oraz - najciekawsze - cykle "27", czyli prezentacje książek, grafik, filmów, instalacji plastycznych, spektakli, wykładów historycznych ze wszystkich 27 krajów członkowskich.

Spośród wszystkich tych inicjatyw jedno wydarzenie z pewnością ma znaczenie nie tylko polityczne i prestiżowe, ale też artystyczne. W liczących 55 hektarów powierzchni i 18 km długości jaskiniach Domaine Pommery w Reims, gdzie od 1868 roku przechowuje się słynnego Champagne Pommery, przygotowano niezwykłą wystawę europejskiej sztuki współczesnej. Artyści z 27 krajów zaproszeni przez 27 magazynów o sztuce (z Polski Janek Simon i Michał Budny zaproszeni przez "Piktogram") w wysokich, gotyckich przestrzeniach piwnic przygotowali instalacje dźwiękowe, filmy, specjalne przejścia, projekcje zdjęć, przedmioty-zagadki. Idąc korytarzem "Manchester", widz może wdrapywać się coraz wyżej po piętrzącym się chodniku (Rada Bukova, Bułgaria) symbolizującym wykres wzrostu napięcia na ulicach Manchesteru. Wychodząc z ciasnego przesmyku między skałami, w ogromnych podziemnych salach zobaczy nadmuchiwany czołg (Michael Sailstofer, Niemcy) i wystawę nieistniejących przedmiotów, po których pozostały jedynie cienie (Terike Haapoja, Finlandia), podejrzy mieszkańców łotewskiej kamienicy (Katrina Neiburga), stanie twarzą w twarz z przelatująca kometą (Nicolas Keogh i Paddy Bloomer, Irlandia), przejdzie się po zamkniętej między skałami plaży (Enrique Marty, Hiszpania), wpadnie do pomieszczenia wypełnionego grającymi na strunach gitar ptakami (Celeste Boursier-Mougenot, Francja).

Niezwykłe przestrzenie Pommery skutecznie uruchomiły wyobraźnię artystów, przez co także w wyobraźni zwiedzających musiały zatrzeć się granice między ekspozycją, spektaklem a podróżą po ukrytej, podziemnej Europie. Ale po jakiej Europie? Jakie wspólne trendy, pomysły, wizje, wyłaniają się z tuneli Pommery? Wspólne zainteresowanie konfliktem natury i technologii? Absurdami pojawiającymi się w krajobrazie? Przemocą? Poszukiwaniami formalnymi? Mijając kolejne korytarze, trudno stwierdzić, która z napotkanych prac jest włoska, która czeska lub cypryjska. Żadna z nich nie ma typowo narodowego charakteru. Żadna z nich nie ma też charakteru typowo europejskiego - identyczne instalacje mogliby przygotować artyści z Kanady, Chile i Izraela. Czy to znaczy, że francuskie ambicje, by poprzez sztukę odkryć nową tożsamość europejską, nie mają sensu? Że europejska sztuka po prostu nie istnieje?

Kurator projektu Fabrice Bousteau zdaje sobie sprawę, że Stary Kontynent przyciąga dziś mniej zainteresowania niż Azja lub Ameryka Łacińska. - W 50 lat od czasu swego powstania Europa nie istnieje - mówi. - Jest abstrakcją, a co najwyżej projektem opartym w dużej mierze na wspólnej walucie, z pewnością nie na wspólnej kulturze. Dla Europejczyków to pojęcie nie dotyczy już geografii ani przeszłości, ale formy organizacji. Główną odpowiedzialność za ten stan ponosi sama Wspólnota Europejska, która przeznacza na twórczość artystyczną jakiś nieistniejący, minimalny procent budżetu.

Dlatego też sprawy finansowe mają stać jednym z naczelnych haseł ESK.

- Istnieje ogromny związek między kulturą a wzrostem ekonomicznym - mówi Renaud Donnedieu de Vabres, były minister kultury, ambasador kulturalny prezydencji francuskiej. - We Francji np. eksport kultury jest ważniejszy niż eksport samochodów.

Francuski minister kultury planuje zatem już 21 lipca zorganizowanie nieformalnego spotkania ministrów kultury z całej Europy, po którym w następnych miesiącach nastąpią przeznaczone dla nich seminaria (na temat praw autorskich, archiwizacji, dziedzictwa, ewolucji technologii audiowizualnych) i spotkania z ministrami finansów.

- To będzie jak spotkanie "poważnych ludzi" z "trubadurami", ale mamy nadzieję, że odnajdą wspólny język - dodaje Donnedieu de Vabres. Wspólnego języka będą także szukać na licznych spotkaniach wielkie osobowości ze świata sztuki i ekonomii, jak Bill Gates i Frank O. Gehry. Wszystko to w celu wykrycia błędów w finansowaniu kultury i ukazania jej jako dziedziny, w którą warto inwestować.

Francja spróbuje także zmienić perspektywę dzisiejszej polityki kulturalnej w Europie. Będzie przekonywać, że zamiast stawiać na instytucje, należy więcej środków przekazywać niezależnym artystom.

Projekty są ambitne, a czasu pozostało niewiele, zaledwie 4,5 miesiąca (w sierpniu większość instytucji UE nie pracuje). Politycznych efektów nie można być zatem pewnym, widać już za to ciekawe rezultaty artystyczne. Oprócz wystawy w Reims wystartowała już niezwykła wystawa fotografii w Arles (część tamtejszego festiwalu), powstał zbiór 26 dramatów z całej Europy,przetłumaczonych na język francuski (z Polski - Andrzej Stasiuk), Narodowy Instytut Audiowizualny (INA) stworzył stronę, na której publikuje materiały, jakie ukazały się we francuskiej telewizji na temat kultury każdego z krajów.

Pytanie tylko, czy te projekty i wystawy rzeczywiście zbliżą do siebie twórców europejskich, pomogą zrozumieć specyfikę i potrzeby europejskiej sztuki? Czy to tylko Francja korzysta z okazji, by nauczyć się czegoś o członkach wspólnoty, którą współtworzyła? Po raz pierwszy zrozumieć, że coraz częściej będzie musiała nie tylko mówić, oceniać i radzić, ale także słuchać?

Więcej www.ue2008.fr/PFUE/lang/fr/accueil/Saison_Culturelle_Europeenne

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów