http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Instytuty Polskie nie potrzebują salonów

Katarzyna Tubylewicz*
2008-07-11, ostatnia aktualizacja 2008-07-10 19:53

Po to, by Instytuty Polskie mogły skutecznie promować markę, jaką jest polska kultura, same w sobie muszą być dobrą marką

Instytut Polski w Sztokholmie
Instytut Polski w Sztokholmie
Mirosław Chojecki w artykule "Zmieniajmy Instytuty Polskie, ale z sensem" ("GW" z 19 czerwca) pisze, że promocja w budynkach Instytutów Polskich jest często jedyną szansą na promocję kultury polskiej za granicą. Nic bardziej błędnego. - Mało kto zdaje sobie sprawę, że wielokrotnie więcej wart jest wykład znanego historyka wygłoszony na Sorbonie, niż ten sam wykład w Instytucie Polskim - to słowa jednego z najwybitniejszych polskich dyplomatów Stefana Mellera. Były ambasador RP w Paryżu, a potem w Moskwie w wywiadzie rzece udzielonym Michałowi Komarowi podkreślał, że imprezy organizowane w siedzibach Instytutów Polskich odbywały się "według schematu "swój do swego po swoje" i oznaczały "przewidywalny zestaw gości, trochę dziennikarzy, głównie z Polski - i znikome efekty".

Zgadzam się w stu procentach, choć mogłabym podać przykłady imprez w siedzibach Instytutów, które przyciągnęły publiczność i zaowocowały artykułami w prasie. Przy naprawdę wyjątkowym temacie lub gościu, takie cuda się zdarzały, ale nie ma możliwości, by jakakolwiek szanująca się gazeta londyńska, sztokholmska, paryska czy warszawska pisała co tydzień, a nawet co miesiąc o kolejnych wieczorach autorskich, wystawach, koncertach oraz pokazach filmów w tym, czy innym instytucie kultury narodowej.

Chojecki pisze, że dla "paryżanina, brukselczyka, mieszkańca Lyonu czy Kolonii kultura polska nie jest aż tak atrakcyjna". Zgoda - i właśnie dlatego trzeba zabiegać o możliwości jej prezentacji w miejscach, które mają już swoją publiczność i prestiż. Jeśli na początku trudno do nich trafić, dobrze współpracować z offowymi festiwalami, niezależnymi i opiniotwórczymi galeriami, małymi, ale dobrymi teatrami. Niech zaczną mówić w branży, że Instytut Polski to dobry partner.

Chojecki twierdzi, że Instytutów Polskich nigdy nie będzie stać na organizowanie pokazów filmów w kinach w centrach miast. To teza zaskakująca. W tym roku Instytut Kultury Polskiej w Londynie zorganizował już po raz siódmy festiwal filmu polskiego m.in. w kinach Riverside Studios, the Barbican, TATE Modern and BFI Southbank. Instytut Polski w Berlinie regularnie organizuje duże festiwale i przeglądy filmów, w najbliższym czasie retrospektywę Polańskiego w kinie Babylon. Instytut w Sztokholmie koordynuje Polski Klub Filmowy w studyjnym kinie Zita, Instytut Polski w Rzymie zorganizował niedawno przegląd filmów Hasa. Miejscowi partnerzy dokładają się finansowo do prezentacji polskiego filmu, a Instytuty Polskie mają dziś potężnego sojusznika w postaci PISF.

Nie zgadzam się z Chojeckim, że wystawa nieznanego polskiego artysty w salce wystawowej instytutu może zaowocować jego wystawą w liczącej się miejscowej instytucji. Kuratorzy światowych muzeów i galerii sami podróżują po świecie i sami wyszukują artystów. Trzeba ich wysyłać na wizyty studyjne do Polski - niech odwiedzą najciekawsze instytucje. Taka metoda pracy sprawdziła się nie tylko w Nowym Jorku i Londynie, ale też w Sztokholmie. Nie nadążamy ze wspieraniem projektów, które narodziły się podczas wizyt studyjnych i nieformalnych spotkań z kuratorami.

W zmieniającej się Europie rosną możliwości promowania kultury narodowej, rośnie też konkurencja. Na zebraniach sztokholmskiego "cluster" EUNIC (European Union National Institutets for Culture) dyrektorzy instytutów kultury europejskiej mówią o "przekleństwie" dużych siedzib, do których nie trafiają jakoś tłumy Szwedów. To dlatego instytuty coraz częściej stawiają na projekty w przestrzeni publicznej, we współpracy z miejscowymi instytucjami. Sztokholmskie Instytuty Goethego i Cervantesa przeprowadziły się do nowej, wspólnej siedziby, podkreślając w ten sposób znaczenie współpracy europejskiej.

"Często Polonia jest najlepszym ambasadorem Polski i polskiej kultury" - twierdzi Mirosław Chojecki. Gdyby rzeczywiście tak było, Polska ze swoją ogromną diasporą byłaby dziś jednym z najlepiej wypromowanych państw świata, a naszą kulturę ceniono by wysoko od Chicago po Sztokholm. Rzeczywistość jednak skrzeczy i wystarczy pokręcić się chwilę, po którymś z krajów Europy Zachodniej, by zrozumieć, że z Polską częściej kojarzą się "polskie sprzątaczki" i "polscy hydraulicy" niż Szymborska, Miłosz, Gombrowicz, Kieślowski albo Chopin. Dzięki wieloletniej działalności polonijnych elit wiedza o kulturze polskiej trafiła do elit Zachodu. Jest to jednak wiedza niewystarczająca. Sytuację mogą poprawić Instytuty Polskie, jeśli będą promowały Polskę w sposób profesjonalny, w nieustannym dialogu z miejscowymi partnerami, z dbałością o tak podstawowe sprawy, jak dobra strona internetowa, bazy danych adresowych, dobre newslettery, wysoka jakość materiałów promocyjnych.

Błędne jest też przekonanie, że Instytuty Polskie mogą działać w każdym kraju na innych zasadach, zgodnie z wyczuciem i programem zmienianego co cztery lata dyrektora. Po to, by Instytuty mogły skutecznie promować markę, jaką jest polska kultura, same w sobie muszą być dobrą marką, a do tego potrzebna jest wspólna strategia oraz dynamiczni i dobrze opłacani pracownicy, a także wspólne logo i wyraźnie zarysowane kryteria oceny działalności, w tym - zainteresowanie polską kulturą miejscowych mediów.

Ostatnią rzeczą, która potrzebna jest dziś Instytutom Polskim są salony. Samo to słowo brzmi XIX-wiecznie.

* kulturoznawca, dziennikarka i tłumaczka. Współautorka i redaktorka antologii "Jestem mamą" (Znak 2004), autorka powieści "Własne miejsca" (Santorski 2005), od października 2006 r. dyrektor Instytutu Polskiego w Sztokholmie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów