Muzycy z Białorusi, którzy nagrywają w Polsce wideoklipy dla satelitarnej telewizji Biełsat, narzekają na współpracę z polskim konsulatem w Mińsku. Urzędnicy pod byle pretekstem przeciągają procedury wizowe, czasem odmawiają wydania wiz z błahego powodu.
Działalność Biełsatu finansuje polskie MSZ. Działająca od grudnia ubiegłego roku białoruskojęzyczna telewizja satelitarna ma wspierać demokrację i społeczeństwo obywatelskie na Białorusi. Wiele zespołów współpracujących z Biełsatem miało do niedawna zakaz występów na Białorusi z powodów politycznych.
Teraz mają problem z polskimi urzędnikami. - Z powodu opóźnień wizowych kilka razy musieliśmy przekładać zdjęcia. Tracimy czas i pieniądze - mówi Paweł Kwaśniewski z warszawskiej firmy TOtamTO Media TV produkującej wideoklipy dla Biełsatu.
Problemy miało co najmniej pięć zespołów nagrywających dla Biełsatu: Tawarysz Mauzer, Dżambibum, Kalmary, Parason i Post Scriptum. Dostawali polskie wizy w ostatniej chwili lub po terminie wyjazdu (mimo że składali wnioski z wyprzedzeniem) - w jednym przypadku odmówiono im, bo w formularzu nie wymienili wszystkich wcześniejszych wizyt w Polsce, w innym zostali wysadzeni na granicy z pociągu pod pretekstem braku zaproszenia. Zdarzało się, że zespoły docierały na nagrania w niepełnym składzie.
Po wejściu Polski do strefy Schengen pod koniec ubiegłego roku opłata za wizę schengeńską dla obywateli Białorusi wzrosła z 35 do 60 euro. Kiedyś wizy wydawano z dnia na dzień, dzisiaj trwa to dziesięć dni i dłużej. Co prawda wiza krajowa (dająca prawo pobytu tylko na terenie Polski) kosztuje nadal 35 euro, ale minimalny czas pobytu z taką wizą to trzy miesiące.
- Procedury wydawania wiz Schengen regulowane są przepisami unijnymi, na które nie mamy wpływu. My tylko je stosujemy - rozkłada ręce Mirosław Stawski, zastępca dyrektora departamentu konsularnego MSZ.
Wielu białoruskich artystów wystąpiło jednak o wizy schengeńskie do placówek innych krajów unijnych Szwecji i Niemiec - i zostali obsłużeni szybko i bez utrudnień. - Do polskiego konsulatu w Mińsku nawet nie można się dodzwonić. Słuchawkę podnosi ochroniarz, który odmawia połączenia z konsulem - mówi producent współpracujący z Biełsatem.
Dyrektorka Biełsatu Agnieszka Romaszewska rozmawiała w styczniu z MSZ o ułatwieniach dla białoruskich współpracowników stacji: - Otrzymałam zapewnienie, że wizy dla nich będą załatwiane priorytetowo.
To jednak nie rozwiązuje problemu. Białoruskich artystów zapraszają do Polski także stowarzyszenia kultury białoruskiej, agencje koncertowe i rozgłośnie. Ostatnio kłopoty z polskimi wizami mieli muzycy zespołu Troitsa, jednej z najważniejszych kapel folkowych w Europie. W ubiegły piątek mieli rozpocząć nagrywanie nowej płyty w studiu Polskiego Radia Białystok.
Mówi Jury Dzmitreu, gitarzysta Troitsy: - 14 stycznia polski konsulat w Mińsku odmówił przyjęcia naszych wniosków wizowych pod pretekstem, że Radio Białystok nie wysłało do nich faksu z zaproszeniem. Zostaliśmy odprawieni spod okienka.
Dopiero po interwencji posła Tomasza Lenza (PO), którego zaalarmował menedżer zespołu, konsulat załatwił sprawę. Wizy wydano w piątek po południu, kiedy zespół miał już wchodzić do studia.
Dzmitreu: - Polska zawsze była krajem, który nas wspierał. Teraz mamy poczucie, jakbyśmy byli nieproszonymi gośćmi.
Pod znakiem zapytania stoi festiwal białoruskiego rocka Basowiszcza w białostockim Gródku. Co roku przyjeżdżały tu tysiące fanów z Białorusi, dla których była to jedyna okazja posłuchania na żywo białoruskich zespołów, do niedawna zabronionych w ich kraju. Teraz nowe, zaostrzone przepisy mogą przeszkodzić w organizacji imprezy.
Eksperci Fundacji Batorego już w lutym ubiegłego roku w raporcie "Polska w strefie Schengen" ostrzegali: "W momencie gdy zasadniczą osią polityki unijnej ma być izolowanie reżimu przy jednoczesnym budowaniu pomostów ze społeczeństwem białoruskim, podwyższenie ceny wiz stanowi bolesny paradoks. To doskonały prezent dla łukaszenkowskiej propagandy, która systematycznie tępi proeuropejskie nastroje przy użyciu twierdzenia, że na Białorusinów nikt w Europie nie czeka. Decyzję Rady trzeba niestety uznać za porażkę polskiej dyplomacji".
Zaporowe opłaty i restrykcyjne procedury to wynik braku umowy między UE a Białorusią o ułatwieniach wizowych. Taką umowę ma od zeszłego roku Ukraina. Wizy Schengen kosztują tam 35 euro, procedury są uproszczone, a osoby biorące udział w przedsięwzięciach kulturalnych są w ogóle zwolnione z opłat.
Źródło: Gazeta Wyborcza