eDonkey to sieć komunikujących się ze sobą komputerów z całego świata, których użytkownicy mogą dzięki specjalnemu programowi ściągać na swój dysk pliki z innych komputerów, w zamian oferując internautom zawartość swojego dysku. System znany jest jako peer-to-peer. Jako pierwsza wykorzystała go na dużą skalę sieć Napster, która stała się symbolem cyfrowego przewrotu w muzyce, ale i internetowego piractwa. Jej użytkownicy, udostępniając sobie nawzajem za darmo muzyczne pliki MP3, doprowadzili do gwałtownego spadku dochodów firm fonograficznych. Zniknięcie eDonkey jest wynikiem walki przemysłu muzycznego z działającymi poza prawem sieciami peer-to-peer.
MySpace to coś z innej beczki - interaktywny portal, na którym użytkownicy mogą poznawać innych internautów, tworzyć własne i komentować cudze profile, wysyłać i odbierać wiadomości, zawiązywać grupy przyjaciół, prowadzić blog, umieszczać własne zdjęcia, pliki muzyczne i wideo. Z możliwości witryny korzystają zarówno zwyczajni internauci, jak i początkujący artyści: muzycy, filmowcy, fotografowie czy aktorzy. Podczas gdy pierwsi używają MySpace głównie do wyszukiwania znajomości czy wymiany informacji, drudzy zdobywają za jego pośrednictwem fanów, a czasem docierają do ludzi związanych z mediami i rozpoczynają wielką światową karierę.
Generacja MySpace
Powiedzieć, że MySpace jest bezpośrednim spadkobiercą sieci peer-to-peer, byłoby przekłamaniem, choć w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z wymianą informacji za pośrednictwem internetu oraz tworzeniem i angażowaniem do ich wymiany dużych grup internautów. Zarówno sieci peer-to-peer, jak i portale społecznościowe takie jak MySpace to fenomeny popkultury.
Dzięki sieciom peer-to-peer stało się jasne, że instytucja firm płytowych prędzej czy później odejdzie do historii. Sieci przyspieszyły dystrybucję nagrań - dziś skompletowanie nagrań niezależnych zespołów hiphopowych z Nowej Zelandii czy undergroundowych brazylijskich kapel punkowych nie stanowi żadnego problemu, podczas gdy w świecie tradycyjnego rynku zabierało to całe miesiące, a nawet lata. W końcu pokazały, że kwestie praw autorskich w czasach rzeczywistości wirtualnej wymagają drastycznego przedefiniowania.
Tak samo wygląda obecnie sprawa z MySpace czy umożliwiającym umieszczanie w sieci pliki wideo portalem YouTube (pisaliśmy o nim kilka miesięcy temu). Obie witryny stawiają przed współczesną popkulturą niemal te same pytania co kilka lat temu sieci peer-to-peer. Za sprawą obu ponownie rozgorzały zarówno dyskusje o ochronie wartości intelektualnej w sieci, jak i ewentualnym kształcie show-biznesu przyszłości.
Tak jak kilka lat temu symbolem internetowej rewolucji medialnej stał się Napster, tak samo teraz uchodzi za niego właśnie MySpace. Piszący o tej witrynie dziennikarze przebąkują już nawet o "generacji MySpace". Nic dziwnego, skoro według najnowszych danych zyskuje ponad 200 tys. użytkowników każdego dnia. MySpace nie tylko tak zapracował na rolę symbolu. To już nie zwykły portal, to niemal sposób na życie nowego pokolenia. Tworzy gigantyczną społeczność na całym świecie, angażuje internautów do aktywności, z którą nawet konkurencyjny YouTube nie może się równać, daje im skończoną ofertę zachowań społecznych - od kontaktów prywatnych (na startowej stronie portalu wciąż widnieje hasło "A place for friends", które przypomina, jaka była jego pierwotna rola) po rozrywkę, która skutecznie potrafi odciągnąć nawet od telewizora: według najnowszych badań przeprowadzonych przez BBC jedna czwarta Brytyjczyków w wieku pomiędzy 16. a 24. rokiem życia w ogóle nie ogląda telewizji, spędzając zamiast tego wiele godzin w internecie.
Liczy się biznes
MySpace rozpoczął działalność latem 2003 r. jako skromne przedsięwzięcie dwóch absolwentów kalifornijskich uniwersytetów i paru programistów. Po trzech latach firma zatrudnia 300 osób, a jej współwłaścicielem jest medialny potentat Rupert Murdoch, który za swoje udziały w firmie kontrolującej MySpace zapłacił swego czasu 580 mln dol. Po co? Być może liczy na to, że darmowy obecnie MySpace w końcu stanie się elementem e-biznesu, tak jak legendarny Napster po zmianach z serwisu darmowego przekształcił się w legalną i płatną witrynę.
Na razie portal okazał się znakomitym narzędziem promocyjnym. Szansę na dotarcie do fanów widzą w nim także polskie zespoły - w portalu można znaleźć między innymi profile Cool Kids Of Death, Komet czy Lili Marlene. To właśnie za sprawą tej witryny kariery rozpoczęli dzisiejsi bohaterowie rynku muzycznego: od gitarowego Arctic Monkeys (obecnie zespół uważany za największą nadzieję brytyjskiego rocka) po gwiazdkę pop Lily Allen, która co prawda zaprzecza rozpowszechnianej w mediach historii, jakoby została odkryta dzięki MySpace, ale jednocześnie przyznaje, że użyła witryny do rozpowszechniania swojej muzyki.
Dziennikarzom brytyjskiego magazynu "Q" udało się za pośrednictwem MySpace wylansować ostatnio... nieistniejący zespół Hope Against Hope. Mając do dyspozycji kilka upozowanych zdjęć i parę piosenek nagranych przez wynajętych studyjnych muzyków, w ciągu zaledwie trzech tygodni zainteresowali grupą - używając wyłącznie opcji dostępnych na MySpace - spore grono fanów oraz kilka znaczących postaci w brytyjskim show-biznesie.
Nie ten przewrotny żart jest jednak najlepszym dowodem siły i znaczenia MySpace. Kilka miesięcy temu BBC ogłosiło plany gruntownej przebudowy swojego serwisu internetowego. Jego nowa wersja ma ostatecznie przybrać formę... podobną do MySpace. W ten sposób szefowie szacownej brytyjskiej firmy chcą walczyć o młodych internautów. Medialny gigant uczy się od funkcjonującego na rynku zaledwie trzy lata Kopciuszka.