Pochodzą z Płocka. Średnia wieku w zespole to dwadzieścia kilka lat. Wcześniej grali już i heavy metal, i hip-hop. Pod szyldem Lao Che działają od 1999 r. Nie przypominają typowego zespołu rockowego. Zanim przystąpią do pisania piosenek, długo dyskutują nad wizją nowej płyty, prowadzą dokładny research tematu, o którym chcą mówić. Już ich pierwszy album "Gusła" zaskoczył publiczność - wydany w 2002 r. longplay był wyprawą w zamierzchłą przeszłość Polski. - Na płycie wszystko ma oddać atmosferę okresu średniowiecza i historycznych relacji rodem z kresów - czytamy na stronie internetowej grupy. Na "Gusłach" usłyszeć można było zarówno ostre rockowe granie, jak i muzyczny ambient czy utwory inspirowane słowiańskim folklorem. W tekstach zespół sięgnął po stylizację na staropolszczyznę. Kilka piosenek zaśpiewał po ukraińsku.
Praca nad "Powstaniem Warszawskim" trwała prawie dwa lata. Jej efektem jest płyta absolutnie wyjątkowa. Sam zespół nazywa ją "płytą-słuchowiskiem". To tzw. koncept album, zamknięta całość ujęta w ramy konkretnego scenariusza. Każda z dziesięciu piosenek jest obrazkiem z walczącej Warszawy. Od ostatnich dni lipca 1944 r. i oczekiwania na rozkaz do walki, aż po upadek Powstania. O ich treści mówią tytuły: "Barykada", "Zrzuty", "Przebicie do Śródmieścia". Na stronie internetowej www.laoche.art.pl znalazły się komentarze członków grupy, które nakreślają historyczny kontekst do każdego z utworów.
Muzycznie album rozpięty jest pomiędzy ostrym rockiem (po części metalowym, po części punkowym), awangardą zarówno spod znaku rocka progresywnego, jak i jazzu oraz stylizacjami na wojenny folklor warszawskiej ulicy. W utwory wsamplowane są m.in. fragmenty przemówień generała Sikorskiego.
Lao Che mówi o wydarzeniach sprzed 60 lat językiem niezwykłym. Unika patosu i śmiertelnej powagi, za to sięga po - czasem bardzo dosadny - język ulicy. Nasyca piosenki cytatami. Od wojennej piosenki "Siekiera, motyka" czy słynnego powstańczego "Pałacyku Michla", przez wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, po trawestację przedwojennego "Morze, nasze morze".
W utworach roi się też od odniesień do jak najbardziej współczesnej popkultury. Płytę otwiera nawiązanie do piosenki "Wolność" grupy Chłopcy z Placu Broni. W następnych utworach można znaleźć fragmenty tekstów grup Siekiera, KSU i Izrael.
"Oi, oi, oi" krzyczą niczym ortodoksyjni punkowcy muzycy Lao Che, gdy wymieniają kolejne powstańcze bataliony. Ich kryptonimy brzmią niczym nazwy punkowych załóg. Dzięki temu opowiadana przez Lao Che historia staje się żywa i aktualna. Ogromne wrażenie robi też finał płyty. Kompozycja "Koniec" oparta jest na sławiącym etos rycerski tekście XVI-wiecznego poety Adama Czachrowskiego. To niezwykle gorzkie, ale i wbrew wszystkiemu optymistyczne podsumowanie opowieści o dramacie powstańczej Warszawy.
Barykada
Trzeci dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk
Setny świński blondyn z trupią główką
polazł ziemię gryźć
Gar gówna tym gównoryjom i prztyczek w nos
Rykoszet rozpieprzył zbożówki termos, palę papieros (los, los)
Godzina "W"
Tramwajem jadę na wojnę
Tramwajem z przedziałem "nur für Deutsche"
Z pierwszosierpniowym potem na skroni
Z zimnem lufy visa w nogawce spodni
Siekiera, motyka, piłka, szklanka
Biało-czerwona opaska - opaska na ramię powstańca
W kieszeni strach i tytoń w bibule
Ja nie pękam, idę w śmierć ot tak - na krótką koszulę