Trudno mówić "Żegnaj" przy grobie polskiego poety Czesława Miłosza. Trudno uwierzyć, że ten, zdawałoby się, niezmiennie promieniujący wieczną radością człowiek nigdy więcej nie przybędzie więcej na Litwę, i nie będzie chodzić ulicami ukochanego przezeń Wilna.
Litwa, podobnie jak Polska pozostaje w żałobie po utracie Czesława Miłosza. Stanowił on pomost zbliżający nasze narody. Jak nikt inny potrafił to czynić z niebywałym dostojeństwem i głębią. Wznosić się ponad codzienność i dostrzegać rzeczy wieczne potrafił ten prawdziwy arystokrata ducha. Przyjmując Nagrodę Nobla, Czesław Miłosz powiedział: "Dobrze się urodzić w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie w ciągu stuleci współżyły ze sobą różne języki i różne religie." Miał na myśli Litwę, ziemię i mitów i poetów. Litwa jest mu wdzięczna za te słowa, wdzięczna za niegasnącą miłość do ziemi litewskiej. Jego twórczość jest nakazem, byśmy kontynuowali braterską tradycję naszych narodów.
W październiku 2000 roku Czesław Miłosz gościł w Wilnie razem z dwoma innymi noblistami, ujmującą swą liryką poetką Wisławą Szymborską i powieściopisarzem niemieckim Guenterem Grassem oraz ze swym przyjacielem Tomaszem Venclovą. Odbyła się wtedy w Wilnie, jak to jest charakterystyczne dla historii tego miasta, nie tylko rozmowa sław literackich. Było to jednocześnie spotkanie sąsiadujących ze sobą kultur.
Czas jest bezlitosny. Zabiera nam geniuszów będących symbolami epoki. Dziś to odczuwamy ze szczególnym żalem, schylając głowy nad grobem Czesława Miłosza. Wielkiego Polaka, honorowego obywatela Litwy, honorowego obywatela miasta Wilna. Ostatniego obywatela Wielkiego Księstwa.