http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłoszu

Roman Pawłowski
2004-08-14, ostatnia aktualizacja 2004-08-14 15:22

Przez 30 lat w komunistycznej Polsce nie można było drukować jego wierszy. Dla mieszkańców III RP stał się wieszczem, jednym z największych autorytetów moralnych. O losach Czesława Miłosza pisze Roman Pawłowski.

Czesław Miłosz. Kraków, Uniwersytet Jagielloński, rok 2001
Fot. Mariusz Makowski / AG
Czesław Miłosz. Kraków, Uniwersytet Jagielloński, rok 2001
1.

Wiosna 1929 roku, Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta w Wilnie. Uczniowie z rocznika 1911 piszą egzamin dojrzałości. Uczeń Miłosz jest podenerwowany, matematykę zdał tylko dzięki temu, że odpisał rozwiązania od kolegi. Czy da radę na egzaminie z polskiego? Skrzypi kreda, kiedy nauczyciel wypisuje na tablicy tematy. Wśród nich jeden zwraca uwagę maturzysty: "Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Jak rozumiesz pojmowanie czasu u Heraklita?".

Po dwóch godzinach Miłosz oddaje komisji egzaminacyjnej plik zapisanych kartek i wychodzi na rozgrzaną wiosennym słońcem ulicę Za kilka dni komisja pod przewodnictwem profesora Massoniusa, wybitnego historyka filozofii wystawi za wypracowanie o Heraklicie najwyższą notę.

2.

Czy wtedy, w majowy ranek 1929 roku uczeń wileńskiego gimnazjum przeczuwał, jak daleko zaniesie go wielka rzeka czasu, o której uczył Heraklit? Maturzysta Miłosz zamyka oczy i widzi siebie w kolumnie ewakuacyjnej pod Lublinem. Jest wrzesień 1939 roku, żołnierze czekają na rozkazy, które nie nadchodzą. Obraz zmienia się, to już okupowana przez Niemców Warszawa. Jest woźnym w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, między książkami ukrywa przepisane ręcznie egzemplarze pierwszego zbioru poezji, wydanego w podziemnej Warszawie. Na okładce nazwisko autora: Jan Syruć. To jego pseudonim.

Następne zawirowanie, wrzesień 1944 roku, biblioteka płonie, z żoną Janiną opuszcza Warszawę. Pokoik przy ul. Krupniczej w Krakowie, żelazne łóżka, na stole kubek z herbatą i egzemplarz "Odrodzenia". Nurt coraz szybszy, rwący, ambasada polska w Nowym Jorku, a może tu już Paryż? Nad biurkiem portrety Bolesława Bieruta i Józefa Stalina, z Warszawy przyszedł szyfrogram, I sekretarz Ambasady PRL ob. Miłosz Czesław ma natychmiast stawić się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie.

Jeszcze jeden zakręt. Teraz siedzi przy stole w Maisons Laffitte pod Paryżem. W siedzibie emigracyjnego Instytutu Literackiego trwa konferencja prasowa w sprawie azylu politycznego dla Miłosza. "Dlaczego zerwał pan z komunistycznym reżimem?" - pytają dziennikarze. "Ponieważ naśladowanie wzorów sowieckich stało się w Polsce obowiązujące dla pisarzy" - odpowiada poeta.

Teraz rzeka rozdziela się na wiele odnóg, jedna z nich prowadzi do Berkeleyw Kaliforni. Kampus uniwersytecki, studenci czekają na pierwszy wykład nowego profesora wydziału literatur słowiańskich, temat: "Dostojewski a manicheizm". Druga odnoga płynie do sztokholmskiego ratusza, jest październik 1980 roku, Miłosz odbiera Nagrodę Nobla, w klapie fraka ma wpięty znaczek "Solidarności". Trzecia zakręca do Trójmiasta. Spotkanie autorskie w Stoczni im. Lenina, jego wiersze czytają aktorzy Teatru Wybrzeże, słucha tysiąc stoczniowców w drelichach.

I jeszcze krakowskie mieszkanie. Zima 2004. W sąsiedniej kamienicy na parapecie wygrzewa się kot. Puste miejsce w fotelu, w który siadała żona. Rzeka płynie dalej,

3.

W biografii Miłosza to, co lokalne połączyło się z tym, co globalne. Rzeka historii porwała go z litewskiego dworu nad Niewiażą na europejskie salony, zaniosła na drugi brzeg oceanu, a w końcu zawróciła do ojczyzny i tu wyrzuciła na brzeg.

Potomek szlacheckiej rodzinyurodzony na krańcach Imperium był swiadkiem największych wydarzeń swojej epoki. Jako sześciolatek oglądał rewolucję rosyjską i upadek caratu. Widział odzyskanie niepodległości i jej ponowną utratę. Na własnej skórze odczuł działanie ideologii totalitarnej. Podczas zimnej wojny która podzielila świat na dwa wrogie obozy znalazł się na niewidzialnej linii frontu między Wschodem a Zachodem. W końcu po trzydziestu latach nieobecności powrócił do ojczyzny, aby stać się symbolem polskiego odrodzenia obok papieża - Polaka i elektryka ze Stoczni Gdańskiej.

Jako pierwszy polski artysta dał świadectwo zagrożeń, jakie niesie totalitaryzm. Najpierw w tomie esejów "Zniewolony umysł", w którym opisał intelektualistów, zarażonych komunizmem, potem w powieści "Zdobycie władzy". Ze swoją eseistyką i poezją wszedł pomiędzy dwie armie, celujące do siebie z głowic atomowych. Jak sam pisał - "naiwny, durny poeta". Nie utożsamiał się jednak ani z jedną, ani z drugą stroną. W tomie "Prywatne obowiązki" atakował nihilizm Zachodu, w "Ziemi Urlo" próbował znaleźć odpowiedź na pytanie o kryzys kultury europejskiej.

Za swoją postawę poniósł najwyższą karę, na jaką może być skazany twórca. Od 1951 roku aż do 1980 roku nie wydawano w Polsce jego książek, pojedyncze wiersze zamieszczone w antologiach znali tylko specjaliści. Jego nazwisko w prasie mogło ukazywać się jedynie w kontekście negatywnym, jako zdrajcy i renegata, wrogiego Polsce i Polakom, wysługującego się zachodnim imperialistom i podżegaczom wojennym.

Milczenie wokół Miłosza przerwała dopiero Nagroda Nobla, przyznana jesienią 1980 roku. Otrzymał ją za "twórczość, w której z bezkompromisową wnikliwością ujawnia zagrożenia człowieka w świecie pełnym konfliktów". Kiedy rok później przyjechał do Polski po raz pierwszy po trzydziestu latach, witano go jak dwa lata wcześniej Karola Wojtyłę. "Gdy mamy Wojtyłę, Wałęsę i Miłosza, powinniśmy się wyprostować psychicznie" - pisał Jan Turnau w "Więzi". Dla Polaków stał się wieszczem - cytat z jego wiersza "Który skrzywdziłeś człowieka prostego" umieszczono na pomniku Poległych Stoczniowców w Gdańsku.

Mimo otaczającego go uwielbienia i euforii, zachował dystans do swojej roli. - Literatura nie jest powołaniem ale przekleństwem. To turniej garbusów - powtarzał . W wolnej Polsce, która nie potrzebowała już wieszczów, ale ekonomistów, zajął wyjątkowe miejsce moralisty i etyka. Swoją metafizykę spisał w "Piesku przydrożnym", tomie esejów, nagrodzonym nagrodą NIKE w 1997 roku. I w "Traktacie teologicznym" - ostatnim z cyklu trzech traktatów - w którym opisał przełom w swoim pojmowaniu wiary.

Pół wieku spędził u boku swojej pierwszej żony, Janiny Dłuskiej-Cękalskiej. Po jej śmierci związał się z Carol Thigpen, Amerykanką, doktorem nauk historycznych. Razem przeprowadzili się do Krakowa. Carol zmarła w sierpniu 2002 roku

W ostatnich latach podkreślał, że z wiekiem dostrzega większą wartość w życiu, niż w sztuce. - Czasem dobroć jednego człowieka jest ważniejsza od stu doskonałych wierszy - mówił w telewizyjnej rozmowie z Katarzyną Janowską i Piotrem Mucharskim.

4.

Stary Poeta zamyka oczy. Widzi dolinę Niewiaży, przez rojsty prześwituje rzeka. W Szetejniach czekają z obiadem, w ogrodzie na stole stoi waza z chłodnikiem i butelka dzięgielówki. Obok tomik Walta Whitmana, otwarty na wierszu "Kiedy ocean życia zabierał mnie w odpływie". To będzie długie popołudnie.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne