http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

PIW do likwidacji

Roman Pawłowski
2012-02-22, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 16:08

Już prawie rok ciągnie się dyskusja o przyszłości Państwowego Instytutu Wydawniczego. Minister skarbu postawił właśnie wydawnictwo w stan likwidacji. Mimo to wciąż nie wiadomo, co będzie z dorobkiem legendy polskiego księgarstwa.

Kielce. Minister Bogdan Zdrojewski podczas zwiedzania Międzynarodowego Centrum Kultur
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Kielce. Minister Bogdan Zdrojewski podczas zwiedzania Międzynarodowego Centrum...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Kiedy w ubiegłym roku minister skarbu zapowiedział likwidację słynnego wydawnictwa z powodu zadłużenia sięgającego 7 mln zł, w jego obronie stanęło wielu ludzi kultury i polityków. List w obronie PIW podpisał nawet premier Donald Tusk. Na jego polecenie Ministerstwo Skarbu i Ministerstwo Kultury miały wypracować formułę, która uchroni dorobek założonego w 1946 roku wydawnictwa przed rozproszeniem i pozwoli na kontynuację rozpoczętych serii (m.in. dzieł zebranych Leśmiana i Witkacego). Chodzi o prawa autorskie do książek, tłumaczeń, opracowań i serii wydawniczych, bibliotekę tak zwanych żelaznych egzemplarzy, czyli prawie 8 tys. wydanych przez PIW książek oraz należące do wydawnictwa znaki towarowe, w tym jego prostokątne logo, znane kiedyś każdemu polskiemu inteligentowi.

Minister kultury Bogdan Zdrojewski deklarował wtedy, że serie wydawnicze PIW będą kontynuowane, a prawa autorskie zostaną przekazane jednej z narodowych instytucji. W grę wchodziły Instytut Książki, Biblioteka Narodowa lub Muzeum Literatury. Pojawił się nawet pomysł powołania na bazie PIW Narodowego Instytutu Wydawniczego, który zajmowałby się wydawaniem nowych opracowań polskiej klasyki i literatury współczesnej.

Dzisiaj jednak widać, że ministerstwo odchodzi od pomysłu skupienia działalności wydawniczej PIW w jednym miejscu. Obecnie mowa jest o przekazywaniu praw do poszczególnych serii wydawnictwom prywatnym. Ma temu służyć program Kolekcja Państwowego Instytutu Wydawniczego, na który ministerstwo zarezerwowało w tym roku 1 mln 300 tys zł. Zarządzać będzie nim najprawdopodobniej Instytut Książki. Wydawnictwa mają występować o dofinansowanie książek, które będą ukazywać się pod wspólnym szyldem PIW.

Podczas debaty sejmowej w grudniu ubiegłego roku była minister edukacji w rządzie SLD Krystyna Łybacka słusznie pytała, dlaczego tych pieniędzy nie przekazać po prostu przekształconemu PIW, aby kontynuował działalność wydawniczą. Przecież PIW ma zespół redaktorski, doświadczenie, renomę. Przedstawiciel resortu skarbu wykluczył jednak taką możliwość ze względu na zadłużenie wydawnictwa.

Dzisiaj sprawa wraca na afisz, w ub. tygodniu minister skarbu już oficjalnie postawił PIW w stan likwidacji. Likwidator, którym został były dyrektor PIW Rafał Skąpski, ma wydzielić z majątku wydawnictwa prawa autorskie i przekazać je wskazanej przez ministra kultury instytucji. Skatalogowane teczki z umowami od 1946 roku czekają na nowego właściciela. Problem w tym, że nadal nie wiadomo, kto nim będzie i na jakich zasadach. Eksperci prawa autorskiego zwracają uwagę na inny problem: umowy, zawierane z pisarzami, tłumaczami, grafikami czy redaktorami mogą stracić skuteczność prawną, jeżeli PIW nie będzie miał prawnego następcy. Jeśli przejmie je inna instytucja, trzeba będzie je renegocjować. W grę wchodzą setki umów.

Co na to wszystko wydawcy? Beata Stasińska, szefowa wydawnictwa W.A.B., uważa, że oddanie dorobku PIW prywatnym wydawnictwom niewiele da. Potrzebne jest całościowe rozwiązanie, które obejmie dorobek najważniejszych państwowych wydawnictw: Czytelnika, Ossolineum, PIW. Z taką propozycją ruch Obywateli Kultury wystąpił niedawno do Ministerstwa Kultury, proponując powołanie Polskiej Akademii Literatury. Miałaby ona przejąć prawa do książek i serii powstałych ze środków publicznych i wydawać je w nowych opracowaniach krytycznych, zarówno w formie e-booków, jak i analogowych książek. Towarzyszyłby temu program przekazywania do domeny publicznej twórczości najważniejszych polskich pisarzy. Wymaga to jednak stworzenia fachowego zespołu wydawniczo-redaktorskiego, a to jest możliwe tylko w ramach narodowej instytucji. Prywatnych wydawnictw na to nie stać.

Ministerstwo przyjęło propozycję do wiadomości, jednak do dzisiaj nie odpowiedziało. Ostatnie wypowiedzi ministra Zdrojewskiego świadczą, że resort kultury wybierze raczej wariant programu operacyjnego. Byłaby to stracona szansa na powstanie kolekcji polskiej literatury, o której wydawcy i czytelnicy marzą od dawna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 3
  • 3
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':