Po lewej: statuetka nagrody Oskar Ludowy, po lewej: Oscary Amerykańskiej Akademii Filmowej
Kultura Ludowa/fot. Reuters
Olsztyński twórca Waldemar Majcher, prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych, był niezmiernie zaskoczony, kiedy kilka dni temu otrzymał list od prawników Akademii Filmowej z USA. Domagają się w nim, aby twórcy ludowi zmienili nazwę swoich corocznych nagród "Ludowych Oskarów", gdyż bezprawnie wykorzystują prestiż filmowych Oscarów i "powodują rozwodnienie renomy znaku towarowego Oscar".
Zdziwienie pana Majchra było tym większe, że "Ludowe Oskary" swoją nazwę zawdzięczają nie amerykańskiej kinematografii, lecz Oskarowi Kolbergowi, wybitnemu XIX wiecznemu polskiemu etnografowi, który od 1974 roku patronuje nagrodzie i stowarzyszeniu. A sama nagroda w niczym nie przypomina złotej statuetki muskularnego mężczyzny z mieczem, wręczanej w Hollywood. Wprost przeciwnie: przedstawia Jezusa Frasobliwego w pozie siedzącej. Przyznawana jest za wybitne dzieła i wydarzenia folklorystyczne. W ubiegłym roku, kiedy filmowe Oscary odbierali: - Colin Firth ("Jak zostać królem")
- Natalie Portman ("Czarny Łabędź")
Oskary Ludowe otrzymała m.in.
- wystawa "Rola chleba w kulturze ludowej":
- oraz Zespół Śpiewaczy z Rudy Solskiej za wideoklip "Jasio konie poił":
Pan Majcher, który sam zajmuje się wytwarzaniem mazurskich kafli, chce to wszystko wyjaśnić w liście do Akademii, ale nie ma złudzeń że ją przekona. Akademia zarejestrowała bowiem w polskim Urzędzie Patentowym znak słowny "Oscar" oraz jego polską wersję. Jeśli prawnicy będą obstawać przy swoim, stowarzyszenie zmieni nazwę nagrody. Jak mówi ludowe przysłowie, nie ma co kopać się z koniem.
Akcja Akademii Filmowej USA przeciwko polskim twórcom ludowym to strzelanie z armaty do skowronka. Trzeba być albo chciwym, albo niezmiernie zarozumiałym, aby przypuszczać, że lokalny konkurs folklorystyczny może zagrozić najbardziej wypromowanej w świecie nagrodzie. Czyżby sława mazurskich kafli i przyśpiewek z Biłgoraja do tego stopnia przeraziła twórców z Hollywood, że postanowili zamknąć usta polskiej konkurencji?
A mówiąc poważnie, ACTA przy tym to małe piwo. Coraz większa część naszej rzeczywistości zostaje opatentowana, zawłaszczona i zmonopolizowana przez prywatne instytucje. Okazuje się, że dotyczy to nie tylko filmów czy piosenek, ale także imion. W następnej kolejności koncern Nike powinien zażądać zmiany nazwy Nagrody Literackiej NIKE, bo "powoduje rozwodnienie znaku towarowego?". Tylko co na to Grecy?