...Pierwszy wiersz opublikowała zaraz po wojnie, w 1945 r., ale jej książkowy debiut przypadł już na pełnię stalinizmu. W wydanym w1952r. tomiku "Dlatego żyjemy" tytuły wierszy mówią same za siebie: "Młodzieży budującej Nową Hutę", "Na powitanie budowy socjalistycznego miasta", "Lenin", "Robotnik nasz mówi o imperialistach", "Gdy nad kołyską ludowej konstytucji do wspomnień sięga stara robotnica".
- Jeszcze w czasie wojny trafiłam na lewicujące towarzystwo młodych ludzi - tłumaczyła nam swój akces do nowej rzeczywistości. - Byli szczerze przekonani, że komunizm to dla Polski jedyne wyjście. Dzięki nim zaczęłam myśleć o sprawach społecznych. Wtedy mało się wiedziało, co robili bolszewicy. Głupio tak mówić, ale gdy się jest osobą niedoświadczoną, dużo zależy od tego, jakich ludzi spotka się na swojej drodze. Kiedy po śmierci Stalina w marcu 1953 r. "Życie Literackie" robiło numer specjalny, Szymborska pożegnała Stalina wierszem.
Przez blisko 40 lat nie wracała do tamtego czasu. "Szymborska milczy - pisał krytyk literacki Tadeusz Nyczek. - Nie tłumaczy się, nie odcina, nie leży krzyżem, nie przeprasza. Być może uznała, że złych albo głupich słów nie da się zmazać innymi słowami, innymi gestami. Cóż by miała sądzić o literaturze, jej kruchym sensie, gdyby uznała, że słowa tak łatwo dadzą się wykreślać? Krzywdy, jeśli były, pozostają krzywdami; tylko skrzywdzony może wybaczyć albo nie. Jeśli można coś tu naprawić, to tylko innym, lepszym uczynkiem. Szymborska nigdy już nie zaprzęgła poezji do jakiejkolwiek walki". Zdecydowała się zabrać głos na ten temat dopiero w 1991 r., gdy dostała prestiżową niemiecką Nagrodę im. Goethego. Może uznała, że to czyni z niej osobę publiczną i, chcąc nie chcąc, jakoś zobowiązuje? Przypomniała scenę z filmu z Charliem Chaplinem, który pakuje walizkę i nawrzucawszy tam rzeczy, próbuje ją zamknąć. Siada na niej, skacze, a kiedy wreszcie ją domyka - na zewnątrz i tak wystają jakieś strzępki bielizny, szelki, przytrzaśnięty kołnierzyk. Chwyta więc za nożyczki i obcina te wystające kawałki. "Tak bywa z rzeczywistością, którą chcemy koniecznie zmieścić w walizce ideologii" -podsumowała. Od czasu odejścia z partii Szymborska nieczęsto, ale za to konsekwentnie odzywała się w ważnych momentach i ważnych sprawach. W1975 r. podpisała memoriał do Sejmu PRL - tzw. List 59 - protest przeciwko projektowi wpisania do konstytucji sojuszu ze Związkiem Radzieckim i kierowniczej roli PZPR. W1978 r. znalazła się wśród członków założycieli Towarzystwa Kursów Naukowych, instytucji związanej z Komitetem Obrony Robotników. Podpisy intelektualistów i twórców pod deklaracją założycielską TKN-u chronić miały organizatorów i słuchaczy niezależnych wykładów przed
policyjnymi represjami. Oznaczało to jawne opowiedzenie się przeciw władzy.
Gdy spytałyśmy ją, czy musiała przełamywać strach, odpowiedziała: - Jakoś zupełnie się nie bałam. Kto wie, może dlatego, że akceptując kiedyś komunizm, nie zaznałam strachu w epoce stalinowskiej? Choć w ogóle uczucie strachu nie jest mi obce i żadną pokazową odwagą się nie wykazałam.
Jej przyjaciele twierdzili, że były to po prostu gesty przyzwoitego człowieka, polityka nie miała już wtedy nad nią żadnej władzy. Nie wciągnęła jej w swój wir nawet w 1980 roku. - Nie mam uczuć zbiorowych - tłumaczyła nam poetka. - Nikt nie zobaczy mnie w żadnym zbiorowisku. Może lekcja, którą kiedyś, w młodości, otrzymałam, spowodowała, że nigdy później nie potrafiłam przynależeć? Mogę tylko sympatyzować. Przynależność jest dla pisarza utrudnieniem. Mnie do życia niezbędna jest samotność.
(
Fragment tekstu o Wisławie Szymborskiej "O śmierci bez przesady")