Kiedy chciała do kogoś z przyjaciół wysłać kartkę, szukała w swoim skarbczyku staroci, z czego by tu zrobić kolaż. Pracowicie wycinała ze starych gazet, magazynów, pocztówek dziwne obrazki, a także litery, i montowała z nich groteskowe kolaże z zabawnymi podpisami. Prężyli się na nich atleci, fruwały duchy i aniołki, tańczyły baletnice, przeciągały się koty, czasem pojawiał się motyw z jej poezji, jak choćby małpa czy cała seria neandertalczyków stawiających egzystencjalne pytania, czasem jakaś czytelna dla adresata aluzja (zatwardziała palaczka dostała na przykład findesieclową damę topless z podpisem "Od palenia piersi żółkną"). Jej kolaże były jak wiersze, jak małe poemaciki. To jeszcze jedna metoda podglądania życia, tworzenia nowych światów. Przed Noblem znali tę stronę jej twórczości wyłącznie adresaci, po Noblu - przyjaciele pokazywali jej kolaże w telewizji, publikowali w prasie, można je było oglądać na wystawach.
Podobnie było z literackimi zabawami (limeryki, epitafia, dystychy) Szymborskiej i zgromadzonego wokół niej grona przyjaciół. Przez całe lata odbywało się to kameralnie, w domowym zaciszu. Dopiero Nagroda Nobla wydobyła na jaw ten nurt jej twórczości. Zaczęło się od wieczoru autorskiego, jaki jej polscy wydawcy zorganizowali w listopadzie 1996 r. w krakowskim Starym Teatrze, na którym zgodziła się przeczytać swoje limeryki.
Pewien Chińczyk nieboszczyk w Kantonie
Ukazywał się nocą żonie
A że obok małżonki
Spał tylko marynarz z dżonki
Noc mijała w niewielkim gronie
To dzięki Szymborskiej limeryki, to "niesforne ziółko literatury angielskiej", zadomowiły się i w Polsce. Niepohamowaną potrzebę poetyckiej zabawy i improwizacji odczuwała w różnych sytuacjach towarzyskich. I tak na przykład lubiła układać absurdalne rymowanki o nieprzyjemnych skutkach picia alkoholu ("Od wina - wszędzie łysina", "Od samogonu - utrata pionu", "Od whisky - iloraz niski", "Od cherry - nogi czterry", "Od malagi - prosto do zgagi", "Od absyntu - zanik talyntu"). Kiedyś wybrała się z przyjaciółmi do restauracji, zajrzała do karty i co zobaczyła? Przy flakach ktoś dopisał drżącą ręką "okropne".
- Postanowiłam włączyć się w to ostrzeżenie konsumentów - opowiadała nam. - Tyle tylko, że do rymu. A też wykorzystując konstrukcję gramatyczną "lepiej coś tam niż coś tam". Na przykład: "Lepiej złamać obie nogi, niż miejscowe jeść pierogi", "Lepiej mieć życiorys brzydki, niż w tej knajpie jadać frytki", "Lepiej w głowę dostać drągiem, niż się tutaj raczyć pstrągiem", "Lepszy ku przepaści marsz niż w tych naleśnikach farsz", "Lepszy jasyr, panie dzieju, niż z gablotki śledź w oleju". Żeby sobie utrudnić zadanie, można tworzyć dodatkowe podgatunki. Tu wersja, że tak powiem, rodzinna: "Lepszy szwagier wolnomularz niż węgierski tutaj gulasz", "Lepsza w domu świekra z zezem niż tu jajko z majonezem", "Lepszy kuzyn z wodogłowiem niż tu móżdżek, że tak powiem".
Uprawiała również moskaliki, które jako gatunek poezji niepoważnej narodziły się na przełomie 1998 i 1999 roku. Poczęte zostały jednak o wiele wcześniej, gdzieś pod koniec lat 40. albo na początku 50. w należącym do Związku Literatów Polskich domu przy ulicy Krupniczej 22 w Krakowie. Zaś ich rodowód sięga jeszcze dalej - do jesieni roku 1830, kiedy to w
Warszawie wybuchło powstanie listopadowe. Dokładnie nie wiadomo, kto pierwszy rzucił hasło do zabawy w trawestowanie jednej ze zwrotek szalenie popularnego wiersza "Patrz, Kościuszko, na nas z nieba" autorstwa Rajmunda Suchodolskiego:
Kto powiedział, że Moskale
Są to bracia dla Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypalę
Przed kościołem Karmelitów.
W każdym razie w towarzystwie z Krupniczej, które radośnie podchwyciło tę rymotwórczą igraszkę, była Wisława Szymborska oraz poeta, krytyk, tłumacz Adam Włodek. Zabawa zaś polegała na tym, że każdy kolejny wers wiersza należało przekształcać, zmieniając nację, sposoby karania głosiciela wzbudzającej sprzeciw opinii oraz lokalizację kościelną, która zresztą w dużym stopniu narzuca i treść. Te zabawy, niestety, zaginęły.
Blisko pół wieku później Szymborska w wielkim stylu wznowiła zabawę:
Kto powiedział, że Japońce
rozmawiają przy herbacie,
temu utnę wszystkie końce
w szczebrzeszyńskiej kolegiacie.
Ta niepoważna poezja noblistki wydana została w zbiorku "Rymowanki, czyli wierszyki dla dużych dzieci". Michał Rusinek wygłosił na promocji zabawny odczyt pod tytułem "Dwupak". Udowodniał tam bardzo naukowo, że "opozycja powagi i niepowagi jest z gruntu fałszywa", i apelował, by poważne i niepoważne wiersze Szymborskiej czytać równolegle (wydawnictwu proponując, by sprzedawało je w tak zwanym dwupaku), a wtedy dopiero odsłoni się wewnętrzna spójność jej poezji.