http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wisława Szymborska: życie właściwie szczęśliwe

opr. ab, josz
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-01 23:11

Wisława Szymborska o pokusach, milczeniu, polityce, duszy i szczęściu. Fragmenty wypowiedzi i wywiadów, których udzielała mało i niechętnie

Wisława Szymborska (1923-2012)
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Wisława Szymborska (1923-2012)
O ojcu

"Mój ojciec pracował tutaj [w Zakopanem] bardzo długo, ponad 20 lat. Z opowiadań zostały mi jednak tylko drobiazgi, to, co zapamiętuje dziecko. Ojciec był świetnym pływakiem, latem podobno pływał codziennie w Morskim Oku. Kiedyś dostał skurczu i z trudem dopłynął do brzegu. Z czasem przestał pływać, zaczęła się choroba serca, dostał pierwszego zawału, być może z tego powodu przeniósł się do Kórnika, został rządcą tamtejszych dóbr Zamoyskiego. Także ja przewędrowałam Polskę, ale w brzuchu mamy. Urodziłam się już w Kórniku, można powiedzieć, że zaczęłam się tutaj, w Kuźnicach. Tutaj też urodziła się moja starsza siostra. Po śmierci Zamoyskiego przenosimy się na kilka lat do Torunia. Z Torunia pamiętam już te i owe rzeczy. Później kolejna przeprowadzka do Krakowa. Wówczas mój ojciec nie zajmował się już pracą zawodową, był jakieś 20 lat starszy od mojej mamy i to było chyba szczęściem dla mnie, bo miał dużo czasu. Często rozmawialiśmy. Ojciec z anielską cierpliwością odpowiadał na wszystkie idiotyczne dziecinne pytania. Pamiętam zawsze ojca pochylonego nad jakąś książką i - co zabawniejsze - czytającego namiętnie różne encyklopedie. Miałam wtedy osiem-dziewięć lat, przychodziłam, otwierałam ukradkiem jakieś hasło w encyklopedii i pytałam, co to jest. Ojciec ściągał okulary i mówił, nie przyłapałam go nigdy na tym, aby czegoś nie wiedział".

"Tygodnik Podhalański" nr 41 z 1996 r.

O pokusie

"Rzeczywistość objawia się czasem od strony tak chaotycznej i zastraszająco niepojętej, że chciałoby się wykryć w niej jakiś trwalszy porządek, dokonać w niej podziału na to, co ważne i nieważne, przestarzałe i nowe, przeszkadzające i pomocne. Jest to pokusa groźna, bo często wówczas między świat a postęp wciska się jakaś teoria, jakaś ideologia, obiecująca wszystko posegregować i objaśnić. Są u nas pisarze, którzy oparli się tej pokusie i woleli zawierzyć własnemu instynktowi i sumieniu niż wszelkim pośrednikom. Ja tej pokusie, niestety, uległam, o czym świadczą dwa pierwsze zbiorki wierszy".

Z przemówienia z okazji uroczystości wręczenia nagrody im. Goethego we Frankfurcie, za "Dekada Literacka" nr 30 z 1991 r.

O wierze

"Należałam do pokolenia, które wierzyło. Ja wierzyłam. A kiedy przestałam wierzyć - przestałam pisać takie wiersze (). Po wojnie wydało nam się, że to, co się dzieje, jest lepsze. Naprawdę nie wszystko wiedzieliśmy. Byliśmy w pewnym sensie bardzo głupi i naiwni, ale też gardziliśmy na przykład rzeczami materialnymi, nie chodziło nam o urządzanie się, o posady. To zabrzmi śmiesznie, ale ja z pogardą patrzyłam na moje koleżanki strojące się w balowe suknie - jak można! Tu się walczy o lepszy świat, jak można myśleć o jakiejś balowej sukience? Cechowała nas wielka ofiarność, marzyliśmy o rzeczach wielkich, chociaż wszystko to było podszyte tym, czego nie chciało się wiedzieć (). Wypełniałam swoje <> z przekonaniem, że robię dobrze. Jest to najgorsze doświadczenie w moim życiu".

"Ja wierzyłam. Rozmowa z Wisławą Szymborską", Adam Michajłów, "Tygodnik Literacki" z 28 kwietnia 1991 r.

O polityce

"Po ciężkim kryzysie lat pięćdziesiątych zrozumiałam, że polityka nie jest moim żywiołem. Znałam ludzi, bardzo skądinąd mądrych, przyzwoitych, których całe życie intelektualne wypełnione było medytacjami nad tym, co wczoraj powiedział Gomułka, a co jutro powie Gierek. Jedno jedyne niepowtarzalne ludzkie życie zamknięte w tak żałośnie ciasnych horyzontach. Toteż starałam się pisać wiersze, które usiłowały ten horyzont przekroczyć. Nie brakuje w nich doświadczeń polskich. Gdybym była poetką na przykład holenderską, z pewnością wiele z nich by nie powstało. Ale niektóre pewnie jednak by powstały, niezależnie od tego, gdzie bym żyła, czy tutaj, czy tam. Bo i na tym mi trochę zależy".

W rozmowie z Anną Bikont i Joanną Szczęsną do książki "Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny", Prószyński i S-ka, Warszawa 1997

O inspiracjach

"Pomysły przychodzą czasem z powietrza, czasem punktem wyjścia jest jakieś zderzenie dwóch słów. Odkrywam na przykład, że te dwa słowa w tym bezpośrednim sąsiedztwie wzmacniają się nawzajem. Innym razem zaczynam od idei czy koncepcji, to naprawdę strasznie zawiła sprawa. Napisałam kiedyś taki wiersz pod tytułem "Akrobata", pomysł wziął się stąd, że czytałam akurat jakiś tomik wierszy, gdzie wskutek błędu korektorskiego spójnik został umieszczony dwukrotnie, raz na końcu, drugi raz na początku następnego wiersza. Zauważyłam, że to powtórzenie daje efekt jak gdyby huśtania, i wtedy przyszło mi na myśl, żeby napisać wiersz o wysiłku i zarazem lekkości ewolucji akrobatycznej i że właśnie owo balansowanie spójników będzie niejako odpowiednikiem huśtania na trapezie".

W rozmowie z Krystyną Nastulanką, "Polityka" nr 5 z 3 lutego 1972 r.

O pisaniu i gadaniu

"Nie jestem stworzona do wywiadów i nie udzielam ich. Uważam, że poeta nie jest powołany do wypowiadania się na temat swojej twórczości, trzeba milczeć. Ale skoro już mam coś powiedzieć, to chciałabym się powołać, oczywiście, toutes proportions gardées, na Goethego, jest taka jego myśl, która pochodzi chyba z rozmów z Eckermannem i brzmi mniej więcej tak: poeta wie, co chciał napisać, ale nie wie, co napisał - wydaje mi się to i mądre, i dowcipne. Istotnie tak jest, człowiek naprawdę nie wie, co napisał, a jedynie to, co chciał napisać. Jest jeszcze jedna sentencja Goethego warta przytoczenia: "Artysto, twórz, nie gadaj!". No właśnie, tylko tyle powiem".

„Poetka dla » Rzeczpospolitej «”, notowała Elżbieta Sawicka, „Rzeczpospolita” z 23 listopada 2005 r.

O poetach

"Ja i moi koledzy wszędzie całkiem normalnie wsiąkamy w tło. Osobiście bardzo mi to odpowiada, ładna historia, gdyby zaczęły jeździć za nami reflektory... No, nie zanosi się na to chwała Bogu. Poławiacze gwiazd, ci z kamerami i lampami błyskowymi, mają ważniejsze sprawy i ważniejszych ludzi na głowie (). Myślę, że poezja przestała mieć cokolwiek wspólnego z tzw. ludźmi ekstra, którzy manifestują siebie na rynku, bodaj ryneczku, budzą podziw, zbierają oklaski".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7
  • 5
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':